Wpisy archiwalne w kategorii
Wyprawa
| Dystans całkowity: | 63796.44 km (w terenie 1125.52 km; 1.76%) |
| Czas w ruchu: | 3550:39 |
| Średnia prędkość: | 17.97 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 78.01 km/h |
| Suma podjazdów: | 900660 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 154 (0 %) |
| Maks. tętno średnie: | 133 (0 %) |
| Suma kalorii: | 43238 kcal |
| Liczba aktywności: | 751 |
| Średnio na aktywność: | 84.95 km i 4h 43m |
| Więcej statystyk | |
Poniedziałek, 8 września 2014
Kategoria Surly-arch, Wyprawa
La Scala d'Italia, dz. 15
Ranek wstał ładny, a my razem z nim o 6:30. Nie chcieliśmy ani chwili siedzieć w naszym żenującym b&b, wiec o 8 byliśmy już w trasie. Na początek podjazd na 1000, gdzie N. przyszło zaczekać, aż zdobędę biga Forca d'Acero. Łatwy i przyjemny, a przy okazji mój big nr 150 :-)
Potem dłuuugi zjazd do Atiny, składający się głównie z prostych, wiec byłby koszmarnym podjazdem, ale zjeżdżało się fajnie :-)
W międzyczasie trochę zaczęła się psuć pogoda, ale na dole było znów super. Teraz krotki podjazd na przełączkę przed Cassino i już jesteśmy, po kolejnym pięknym zjeździe, w słynnym makowym mieście. N., biedna, znów troszkę sobie posiedziała (no co ja poradzę, że ona nie chce podjeżdżać bigów? ;) a ja zdobyłem Monte Cassino. Jako big bardzo łatwy, ale widoki fantastyczne. Zwłaszcza widok na goniącą nas burzę, aż widać było równą kreskę: z jej jednej strony przyzwoita widoczność, z drugiej nie widać nic zza zasłony deszczu. Na szczęście zdążyłem zjechać, zanim lunęło. Zresztą w ogóle przeszło trochę bokiem i co prawda padało, nawet mocnawo, ale to nie była ta ulewa, co ją z góry widziałem.
Po zakupach wsiedliśmy w pociąg do Vairano, by zdążyć na nocleg do Piedimonte Matese. Pol godziny i wysiadamy w środku miasteczka. Ruch straszny, ale przeciskamy się ku krajowce. Tam, o dziwo, już luźniej. Potem skręt na Pietravairano i ładną szeroką doliną docieramy do SS158 wiodącej podnóżem gór. Przed nami szaleje burza, ale u nas spoko. Jeszcze przejeżdżamy przez miasteczko Alife z ładną starówką i wreszcie meldujemy się w Albergo Al Sole w Piedimonte Matese. Uff, to był długi dzień ;)
Potem dłuuugi zjazd do Atiny, składający się głównie z prostych, wiec byłby koszmarnym podjazdem, ale zjeżdżało się fajnie :-)
W międzyczasie trochę zaczęła się psuć pogoda, ale na dole było znów super. Teraz krotki podjazd na przełączkę przed Cassino i już jesteśmy, po kolejnym pięknym zjeździe, w słynnym makowym mieście. N., biedna, znów troszkę sobie posiedziała (no co ja poradzę, że ona nie chce podjeżdżać bigów? ;) a ja zdobyłem Monte Cassino. Jako big bardzo łatwy, ale widoki fantastyczne. Zwłaszcza widok na goniącą nas burzę, aż widać było równą kreskę: z jej jednej strony przyzwoita widoczność, z drugiej nie widać nic zza zasłony deszczu. Na szczęście zdążyłem zjechać, zanim lunęło. Zresztą w ogóle przeszło trochę bokiem i co prawda padało, nawet mocnawo, ale to nie była ta ulewa, co ją z góry widziałem.
Po zakupach wsiedliśmy w pociąg do Vairano, by zdążyć na nocleg do Piedimonte Matese. Pol godziny i wysiadamy w środku miasteczka. Ruch straszny, ale przeciskamy się ku krajowce. Tam, o dziwo, już luźniej. Potem skręt na Pietravairano i ładną szeroką doliną docieramy do SS158 wiodącej podnóżem gór. Przed nami szaleje burza, ale u nas spoko. Jeszcze przejeżdżamy przez miasteczko Alife z ładną starówką i wreszcie meldujemy się w Albergo Al Sole w Piedimonte Matese. Uff, to był długi dzień ;)
- DST 128.95km
- Czas 06:13
- VAVG 20.74km/h
- VMAX 60.26km/h
- Temperatura 30.0°C
- Podjazdy 1964m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 7 września 2014
Kategoria Surly-arch, Wyprawa
La Scala d'Italia, dz. 15
Z Rzymu pociągiem do stacji Anagni-Fiuggi,która nie leży w żadnym z tych miast, ani nawet specjalnie w pobliżu :p
Dalej Fiuggi - Pitocco, gdzie zostawiłem N. z rzeczami, a sam pojechałem na biga Campo Catino. Niezbyt trudny, ale długi, 1300 m podjazdu, a od pociągu wyszło niemal 1800... Na ok 1200 zaczyna padać, od 1400 to już ulewa z okazjonalnym gradobiciem, na szczęście gradziny małe, do pol centymetra, bo boleśnie siekły, a kompletnie nie było się gdzie schować... Dojeżdżam przemoczony, zakładam suche, trochę bezskutecznie przeczekuje i wreszcie zjeżdżam w tej ulewie. Nie przemokłem, kurtka wytrzymała, ale zmarzłem i zdrętwiałem na kość, bo zrobiło się 11 st.
Na dole szybkie pakowanie i razem zjeżdżamy dalej. Zrobiły się ładne tereny, wioski i miasteczka bardzo prowincjonalne i całkiem nieturystyczne. Fajnie. Potem wbijamy się na SS214 do Sory, która okazuje się być autostradą... Nic to, jedziemy. Dość męczące hopki, niby max 3-4%, a siły wysysały bardzo. Wreszcie zjazd na Sorę. Lecimy w dol i widzimy, ze przed nami wyraźnie zbiera się na burzę. Czarne chmury i widać nawet strugi deszczu... A Sory ni ma i ni ma! No sory!
Wreszcie jest. Kempingu oczywiście brak, szukamy b&bs, ale dwa pierwsze tez już nie istnieją chyba. Do trzeciego trzeba dzwonić telefonem. Babka nawala po włosku tak szybko,ze nic nie rozumiem, ale wreszcie podaje cenę i i mówi ze zaraz przyjedzie.
Kwatera robi wrażenie fajnej, ale ma sporo małych upierdliwości. Np czajnik elektryczny nie działa, lodówka stoi krzywo i wszystko chce z niej wypaść, a woda po ugotowaniu w garnku jest jakaś taka mętna. Ogólnie jak na te cenę, to bardzo słabo. Aha, jest klimatyzacja, ale trzeba dopłacić 5 EUR. A do tego na lodówce wisi kartka, że korzystanie z niej dla gości jest darmowe! No żenua...
PS. Stukło 12 Mm w 2014 :-)
Dalej Fiuggi - Pitocco, gdzie zostawiłem N. z rzeczami, a sam pojechałem na biga Campo Catino. Niezbyt trudny, ale długi, 1300 m podjazdu, a od pociągu wyszło niemal 1800... Na ok 1200 zaczyna padać, od 1400 to już ulewa z okazjonalnym gradobiciem, na szczęście gradziny małe, do pol centymetra, bo boleśnie siekły, a kompletnie nie było się gdzie schować... Dojeżdżam przemoczony, zakładam suche, trochę bezskutecznie przeczekuje i wreszcie zjeżdżam w tej ulewie. Nie przemokłem, kurtka wytrzymała, ale zmarzłem i zdrętwiałem na kość, bo zrobiło się 11 st.
Na dole szybkie pakowanie i razem zjeżdżamy dalej. Zrobiły się ładne tereny, wioski i miasteczka bardzo prowincjonalne i całkiem nieturystyczne. Fajnie. Potem wbijamy się na SS214 do Sory, która okazuje się być autostradą... Nic to, jedziemy. Dość męczące hopki, niby max 3-4%, a siły wysysały bardzo. Wreszcie zjazd na Sorę. Lecimy w dol i widzimy, ze przed nami wyraźnie zbiera się na burzę. Czarne chmury i widać nawet strugi deszczu... A Sory ni ma i ni ma! No sory!
Wreszcie jest. Kempingu oczywiście brak, szukamy b&bs, ale dwa pierwsze tez już nie istnieją chyba. Do trzeciego trzeba dzwonić telefonem. Babka nawala po włosku tak szybko,ze nic nie rozumiem, ale wreszcie podaje cenę i i mówi ze zaraz przyjedzie.
Kwatera robi wrażenie fajnej, ale ma sporo małych upierdliwości. Np czajnik elektryczny nie działa, lodówka stoi krzywo i wszystko chce z niej wypaść, a woda po ugotowaniu w garnku jest jakaś taka mętna. Ogólnie jak na te cenę, to bardzo słabo. Aha, jest klimatyzacja, ale trzeba dopłacić 5 EUR. A do tego na lodówce wisi kartka, że korzystanie z niej dla gości jest darmowe! No żenua...
PS. Stukło 12 Mm w 2014 :-)
- DST 121.79km
- Czas 06:17
- VAVG 19.38km/h
- VMAX 56.49km/h
- Temperatura 30.0°C
- Podjazdy 2121m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 6 września 2014
Kategoria Surly-arch, Wyprawa
La Scala d'Italia, dz. 14
Skoro nam tak dobrze poszła ucieczka przed niepogoda, a teraz przed nami raczej nudnawy odcinek, to znów wsiadamy w Regio, tym razem do stolycy.
Dzień spędzamy na poszukiwaniu noclegu (nie jest łatwo), a potem na zwiedzaniu Rzymu. Kilometrów mało, ale bardzo męczące ;)
A w ogóle to miasto zwala z nóg. Byłem w wielu, ale żadne się się nie umywa, włącznie z Paryżem, Londynem czy Moskwą. Po prostu inna liga. Jakoś wątpię, by na świecie było inne tak NIESAMOWITE miasto jak Rzym. Ave! :-)
Dzień spędzamy na poszukiwaniu noclegu (nie jest łatwo), a potem na zwiedzaniu Rzymu. Kilometrów mało, ale bardzo męczące ;)
A w ogóle to miasto zwala z nóg. Byłem w wielu, ale żadne się się nie umywa, włącznie z Paryżem, Londynem czy Moskwą. Po prostu inna liga. Jakoś wątpię, by na świecie było inne tak NIESAMOWITE miasto jak Rzym. Ave! :-)
- DST 37.60km
- Teren 0.50km
- Czas 03:03
- VAVG 12.33km/h
- VMAX 34.79km/h
- Temperatura 30.0°C
- Podjazdy 183m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 5 września 2014
Kategoria Surly-arch, Wyprawa
La Scala d'Italia, dz. 13, restowy
Albinia - Orbetello - Monte Argentario i z powrotem. Teraz laba! :-) :-)
Aha, przyszła paczka z San Marino na "fermoposta" do Orbetello i odzyskałem efaja :)
Aha, przyszła paczka z San Marino na "fermoposta" do Orbetello i odzyskałem efaja :)
- DST 56.56km
- Czas 02:23
- VAVG 23.73km/h
- VMAX 53.17km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 733m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 4 września 2014
Kategoria Surly-arch, Wyprawa
La Scala d'Italia, dz. 12
Postanowiliśmy uciec przed złą pogodą pociągiem. O 10 mieliśmy już obejrzane Arezzo (nawet ładne) i wsiadaliśmy w regio do Orvieto. 1,5 godziny i jesteśmy w innym świecie. Na peronie upał, słonecznie. Rewelka! :-)
Samo Orvieto jest przepiękne, widoczne z dołu miasteczko na szczycie wysokiej góry prezentuje się już bardzo okazale, ale im wyżej się wjeżdża po sąsiednim zboczu, tym okazalsze się staje :-)
Dalsza trasa to mozolna wspinaczka na płaskowyż okalający od północy jezioro Bolsena. Wreszcie jesteśmy na gorze. A tam słoma w balotach na polach i nie zebrany jeszcze tytoń. Jak w Polsce :p
Potem zrobiły się widoki na jezioro i zrobiła się pora sjesty. Wszystko pozamykane, a my bez jedzenia i bez picia... Jakoś dociągamy na jeżynach i podkradzionych z krzaczka winogronach. Wreszcie w Pitigliano znajduje się czynny market. Jemy gorącą lasagne, mniam :-)
Kawałek dalej okazuje się, ze Pitigliano to najpiękniejsze miasteczko świata. Położone tak jak Orvieto, ale widziane z bardzo bliska robi jeszcze większe wrażenie. Słowa tego nie opiszą...
Potem jeszcze krotki podjazd do Manciano (tez ładne) i wreszcie dluuugi zjazd w stronę morza. Jeszcze kilka hopek, jeszcze długawy płaski odcinek z wiatrem w pysk i w końcu wjeżdżamy do Albinii. Trochę błądzenia w poszukiwaniu kempingów, ale wkrótce się znajdują i to fajne, a jeden nawet niedrogi :-)
Dochodzimy do wniosku, ze pora na dzień restowy, ten kemping się świetnie do tego nadaje. Wiec jutro tylko jeden big i laba :-)
Samo Orvieto jest przepiękne, widoczne z dołu miasteczko na szczycie wysokiej góry prezentuje się już bardzo okazale, ale im wyżej się wjeżdża po sąsiednim zboczu, tym okazalsze się staje :-)
Dalsza trasa to mozolna wspinaczka na płaskowyż okalający od północy jezioro Bolsena. Wreszcie jesteśmy na gorze. A tam słoma w balotach na polach i nie zebrany jeszcze tytoń. Jak w Polsce :p
Potem zrobiły się widoki na jezioro i zrobiła się pora sjesty. Wszystko pozamykane, a my bez jedzenia i bez picia... Jakoś dociągamy na jeżynach i podkradzionych z krzaczka winogronach. Wreszcie w Pitigliano znajduje się czynny market. Jemy gorącą lasagne, mniam :-)
Kawałek dalej okazuje się, ze Pitigliano to najpiękniejsze miasteczko świata. Położone tak jak Orvieto, ale widziane z bardzo bliska robi jeszcze większe wrażenie. Słowa tego nie opiszą...
Potem jeszcze krotki podjazd do Manciano (tez ładne) i wreszcie dluuugi zjazd w stronę morza. Jeszcze kilka hopek, jeszcze długawy płaski odcinek z wiatrem w pysk i w końcu wjeżdżamy do Albinii. Trochę błądzenia w poszukiwaniu kempingów, ale wkrótce się znajdują i to fajne, a jeden nawet niedrogi :-)
Dochodzimy do wniosku, ze pora na dzień restowy, ten kemping się świetnie do tego nadaje. Wiec jutro tylko jeden big i laba :-)
- DST 113.52km
- Teren 1.00km
- Czas 05:55
- VAVG 19.19km/h
- VMAX 60.14km/h
- Temperatura 26.0°C
- Podjazdy 1197m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 3 września 2014
Kategoria Wyprawa, Surly-arch
La Scala d'Italia, dz. 11
Rano na biga Monte Nerone. Jak startowałem przed 8, to nie padało,ale chmury leżaly nisko. I faktycznie już na 650 w nie wjechałem i zaczęło siąpić. Im wyżej, tym padało mocniej i tym było zimniej. Na gorze (1500 m) byłem totalnie przemoczony i zziębnięty, bo do kompletu zaczął wiać silny wiatr. 9 st. i widoczność ok 20 metrów. Rewelacja - słoneczna Italia :-) Ale przynajmniej przestało padać ;P
Zjazd bardzo ostrożnie, bo stromo i mokro, a do tego miejscami kiepska nawierzchnia. Dotarłem do alberga zmarznięty na kość i cały zdrętwialy. Pakowanie, jedzenie i ok 11 ruszamy z planem dojechania tylko do Citta di Castello. W drodze na przełęcz Bocca Serriola znów zaczyna padać, a N., dotąd bardzo dzielna, traci cierpliwość. Na przełęczy jednak udaje się trochę przeczekać i zjeżdżamy już tylko przy pojedynczych kroplach. Dalej będzie już coraz lepiej. Jako ze pogoda się poprawia, decydujemy jechać dalej. Z Citty walimy do San Giustino, gdzie N. idzie na kawę, a ja robię rekordowo szybko biga Bocca Trabaria. Potem wspólnie cykamy jeszcze jedną małą przełączkę, przy okazji podziwiając włoski rozmach w budowaniu autostrad (tunel - most - tunel - most - tunel...) i już jesteśmy w Arezzo.
Po bezskutecznych poszukiwaniach kempingu lądujemy w b&b, ale nawet w znośnej cenie. Jutro opuszczany definitywnie strefę wątpliwej pogody przy pomocy pociągu :p
Zjazd bardzo ostrożnie, bo stromo i mokro, a do tego miejscami kiepska nawierzchnia. Dotarłem do alberga zmarznięty na kość i cały zdrętwialy. Pakowanie, jedzenie i ok 11 ruszamy z planem dojechania tylko do Citta di Castello. W drodze na przełęcz Bocca Serriola znów zaczyna padać, a N., dotąd bardzo dzielna, traci cierpliwość. Na przełęczy jednak udaje się trochę przeczekać i zjeżdżamy już tylko przy pojedynczych kroplach. Dalej będzie już coraz lepiej. Jako ze pogoda się poprawia, decydujemy jechać dalej. Z Citty walimy do San Giustino, gdzie N. idzie na kawę, a ja robię rekordowo szybko biga Bocca Trabaria. Potem wspólnie cykamy jeszcze jedną małą przełączkę, przy okazji podziwiając włoski rozmach w budowaniu autostrad (tunel - most - tunel - most - tunel...) i już jesteśmy w Arezzo.
Po bezskutecznych poszukiwaniach kempingu lądujemy w b&b, ale nawet w znośnej cenie. Jutro opuszczany definitywnie strefę wątpliwej pogody przy pomocy pociągu :p
- DST 154.41km
- Czas 07:58
- VAVG 19.38km/h
- VMAX 54.08km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 2654m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 2 września 2014
Kategoria Surly-arch, Wyprawa
La Scala d'Italia, dz. 10
O 7.15 ruszam na Biga Monte Carpegna. Jest pochmurno,ale nie pada. Początek główną szosą, potem skręt wg mapy, ostra ścianka i zaczyna się... szuter. Szlag!
15-20% po szutrze, to już momentami ciężko jechać, bo kolo buksuje. Jakoś jednak docieram do skrzyżowania, a tam alleluja! Asfalt! W ogóle nie trzeba było jechać tym cholernym szutrem! "Chrzesnego" tego biga http://challenge-big.eu/pl/bigside/1488 bym najchętniej przechrzcił ;)
Reszta podjazdu spoko, lekka łatwa i przyjemna leśna szosa z nachyleniami 7-12%. Luzik.
Po powrocie zastaje N. jeszcze śpiącą, a jest 9.15 i coraz ładniejsza pogoda :-) Wynoszę rzeczy na zewnątrz by schły, robię kawę i zaczynamy się pakować. Wreszcie o 11 ruszamy. Znów się chmurzy, ale bez dramatu. Trasa: Carpegna - Lunano - Santangelo - Urbania - Piobbico. Ładne pagórki wokoło, góry niewymagające i jeden spory tunel. Przyjemnie :-)
Na ostatniej przełęczy zaczyna padać. Leje coraz mocniej, wiec decydujemy się na nocleg w "albergo" mimo ze dość drogi i mimo ze jest dopiero godz. 14. Trudno, należy nam się wolne popołudnie raz na jakiś czas :-)
Reszta dnia to jedzenie, picie i oglądanie filmów. Jak w domu :-) :-)
15-20% po szutrze, to już momentami ciężko jechać, bo kolo buksuje. Jakoś jednak docieram do skrzyżowania, a tam alleluja! Asfalt! W ogóle nie trzeba było jechać tym cholernym szutrem! "Chrzesnego" tego biga http://challenge-big.eu/pl/bigside/1488 bym najchętniej przechrzcił ;)
Reszta podjazdu spoko, lekka łatwa i przyjemna leśna szosa z nachyleniami 7-12%. Luzik.
Po powrocie zastaje N. jeszcze śpiącą, a jest 9.15 i coraz ładniejsza pogoda :-) Wynoszę rzeczy na zewnątrz by schły, robię kawę i zaczynamy się pakować. Wreszcie o 11 ruszamy. Znów się chmurzy, ale bez dramatu. Trasa: Carpegna - Lunano - Santangelo - Urbania - Piobbico. Ładne pagórki wokoło, góry niewymagające i jeden spory tunel. Przyjemnie :-)
Na ostatniej przełęczy zaczyna padać. Leje coraz mocniej, wiec decydujemy się na nocleg w "albergo" mimo ze dość drogi i mimo ze jest dopiero godz. 14. Trudno, należy nam się wolne popołudnie raz na jakiś czas :-)
Reszta dnia to jedzenie, picie i oglądanie filmów. Jak w domu :-) :-)
- DST 63.30km
- Teren 3.70km
- Czas 03:27
- VAVG 18.35km/h
- VMAX 53.63km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 1100m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 1 września 2014
Kategoria Wyprawa, Surly-arch
La Scala d'Italia, dz. 9
Od rana lało. Raz srednio, raz jak z cebra. Długo marudzilismy ze zwijaniem obozu, pakowalismy po trochu, to znów przerwa, ale wreszcie nie było zmiłuj, trzeba było zwinąć namiot. No to spakowalismy wszystko i heja... do kempingowego baru :p
Po drodze okazało się że w przednim kole N. jest guma. Szczerze mówiąc, na to tylko czekaliśmy! Po pierwsze, nie trzeba jeszcze wyruszać, a ponadto chodziło o to, żeby założyć węższą dętkę na przód, bo jak zmieniałem N. opony przed wyjazdem, to odruchowo włożyłem tę samą, co do dwucalówki, a taka jest przecież cięższa :-)
No to zmieniamy. W barze jest ciepło, więc można nie tylko zmienić dętkę, ale też załatać starą. Załataliśmy, naprawiliśmy, ale nadal leje! Trudno, nic nie poradzimy, trzeba jechać!
Wsiadamy i dymamy pod 12% górę. Idzie słabo, N. klnie na czym świat stoi, a ja się stresuję, ze jej źle. Dojeżdżamy do McDonalda na 430 m npm., tam zostawiam N. i jadę zdobywać biga San Marino. Zimno, mokro, do domu daleko, ale big wchodzi jak w masło. Tylko zjazd boleśnie zimny. Po powrocie do McD decydujemy, ze trzeba jechać dalej, bo tu nie ma co zostawać, skoro wszędzie 12%, a nawet sklepu ni ma :(
Rysujemy sobie profil na gpsies i wychodzi, że większość dnia pod gore, wiec powinno być OK, skoro jest 12 st. :p
No to jedziemy. San Marino niby takie malutkie, ale się zaskakująco ciągnie. Wreszcie jest granica, potem zjazd. Na dole jesteśmy przemarznięci do szpiku, ale na szczęście teraz pod gore, wiec heja. Jedziemy i jedziemy, i jedziemy. We mgle, deszczu i silnym wietrze NE. Czasem chce nas zwiać na bok, ale dajemy rade. POtem jedziemy dalej. I dalej. I nadal jedziemy, i wciąż w deszczu. Masakra jakaś.
Wreszcie jest! Wymarzona, wyśniona Carpegna! Tu ma być kemping z bungalowem za 20 EUR od osoby. I jest! Trzeba co prawda potargować, ale jest :-) Rozbieramy się z mokrych ciuchów, suszymy, grzejemy... Jest wino, kobiety, jest dobrze ;)
Aha, jest i zła wiadomość: w San Marino zostawiłem baterie od efaja wraz z ładowarką... Może uda się załatwić, że odeślą na poste restante... Nic to, spać! :-)
PS. Tekst dnia: "jak na listopad to nawet ciepło!" :-)
PPS. Drugi tekst dnia: "jak na listopad w Szkocji, to nawet słabo wieje" :p
Po drodze okazało się że w przednim kole N. jest guma. Szczerze mówiąc, na to tylko czekaliśmy! Po pierwsze, nie trzeba jeszcze wyruszać, a ponadto chodziło o to, żeby założyć węższą dętkę na przód, bo jak zmieniałem N. opony przed wyjazdem, to odruchowo włożyłem tę samą, co do dwucalówki, a taka jest przecież cięższa :-)
No to zmieniamy. W barze jest ciepło, więc można nie tylko zmienić dętkę, ale też załatać starą. Załataliśmy, naprawiliśmy, ale nadal leje! Trudno, nic nie poradzimy, trzeba jechać!
Wsiadamy i dymamy pod 12% górę. Idzie słabo, N. klnie na czym świat stoi, a ja się stresuję, ze jej źle. Dojeżdżamy do McDonalda na 430 m npm., tam zostawiam N. i jadę zdobywać biga San Marino. Zimno, mokro, do domu daleko, ale big wchodzi jak w masło. Tylko zjazd boleśnie zimny. Po powrocie do McD decydujemy, ze trzeba jechać dalej, bo tu nie ma co zostawać, skoro wszędzie 12%, a nawet sklepu ni ma :(
Rysujemy sobie profil na gpsies i wychodzi, że większość dnia pod gore, wiec powinno być OK, skoro jest 12 st. :p
No to jedziemy. San Marino niby takie malutkie, ale się zaskakująco ciągnie. Wreszcie jest granica, potem zjazd. Na dole jesteśmy przemarznięci do szpiku, ale na szczęście teraz pod gore, wiec heja. Jedziemy i jedziemy, i jedziemy. We mgle, deszczu i silnym wietrze NE. Czasem chce nas zwiać na bok, ale dajemy rade. POtem jedziemy dalej. I dalej. I nadal jedziemy, i wciąż w deszczu. Masakra jakaś.
Wreszcie jest! Wymarzona, wyśniona Carpegna! Tu ma być kemping z bungalowem za 20 EUR od osoby. I jest! Trzeba co prawda potargować, ale jest :-) Rozbieramy się z mokrych ciuchów, suszymy, grzejemy... Jest wino, kobiety, jest dobrze ;)
Aha, jest i zła wiadomość: w San Marino zostawiłem baterie od efaja wraz z ładowarką... Może uda się załatwić, że odeślą na poste restante... Nic to, spać! :-)
PS. Tekst dnia: "jak na listopad to nawet ciepło!" :-)
PPS. Drugi tekst dnia: "jak na listopad w Szkocji, to nawet słabo wieje" :p
- DST 47.44km
- Czas 03:42
- VAVG 12.82km/h
- VMAX 35.04km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 1348m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 31 sierpnia 2014
Kategoria Wyprawa, Surly-arch
La Scala d'Italia, dz. 8
Santa Sofia - Bagno di Romagna - Passo dei Mandrioli (dość spokojny big) - Bagno di Romania - Verghereto - Monte Fumaiolo (na ten odcinek się podzielilismy, a ja z głupoty nie wziąłem nic do jedzenia - przed Varghereto mnie odcięło, ratowalem się 3 marsami z baru, ale słabowalem do końca podjazdu) - Balze - Novafeltria - Villanova - San Marino.
Znow syty dzień, zaczęliśmy naprawdę jechać, a N. nie boli kolano!! :-) :-) :-)
Znow syty dzień, zaczęliśmy naprawdę jechać, a N. nie boli kolano!! :-) :-) :-)
- DST 124.43km
- Teren 0.30km
- Czas 07:07
- VAVG 17.48km/h
- VMAX 56.29km/h
- Temperatura 33.0°C
- Podjazdy 2557m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 30 sierpnia 2014
Kategoria Surly-arch, Wyprawa
La Scala d'Italia, dz. 7
Florencja - Sieci - Pontasieve - Consuma - passo de la Consuma - Stia, gdzie złapałem gumę , a przy zakładaniu poszła mi nowa dętka, nie wiadomo dlaczego! - Passo de la Calla - Santa Sofia. Miał być kemping, ale nie ma. Śpimy w hostelu, nawet znośnie ;)
Syty dzień, na drugą przełęcz (big) to już nawet mi nie bardzo się chciało podjeżdżać :p
Syty dzień, na drugą przełęcz (big) to już nawet mi nie bardzo się chciało podjeżdżać :p
- DST 94.12km
- Teren 0.20km
- Czas 05:32
- VAVG 17.01km/h
- VMAX 59.80km/h
- Temperatura 31.0°C
- Podjazdy 1963m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze





















