Informacje

  • Wszystkie kilometry: 206602.15 km
  • Km w terenie: 5117.90 km (2.48%)
  • Czas na rowerze: 413d 03h 41m
  • Prędkość średnia: 20.84 km/h
  • Więcej informacji.
baton rowerowy bikestats.pl

Moje rowery

Szukaj

Znajomi

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy aard.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Wpisy archiwalne w miesiącu

Wrzesień, 2019

Dystans całkowity:2257.35 km (w terenie 12.10 km; 0.54%)
Czas w ruchu:109:55
Średnia prędkość:20.54 km/h
Maksymalna prędkość:69.12 km/h
Suma podjazdów:27154 m
Liczba aktywności:27
Średnio na aktywność:83.61 km i 4h 04m
Więcej statystyk
Poniedziałek, 30 września 2019 Kategoria !Batawóz, Użytkowo

Po mieście

Wichura SW.
  • DST 10.68km
  • Czas 00:34
  • VAVG 18.85km/h
  • VMAX 27.50km/h
  • Temperatura 13.0°C
  • Podjazdy 61m
  • Sprzęt Batavus
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 28 września 2019 Kategoria !Surlier, Wycieczka

Po mieście

Miałem zrobić krótką przejażdżkę, a potem pojechać na myjnię (Surlier nie był myty od nowości, bleh!), ale zaczeło padać, więc z przejażdżki wyszlo niewiele a z myjni nic :p
  • DST 11.98km
  • Czas 00:31
  • VAVG 23.19km/h
  • VMAX 34.67km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 48m
  • Sprzęt Surlier
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 27 września 2019 Kategoria !Batawóz, Użytkowo

Po mieście Łódź

  • DST 17.83km
  • Czas 00:55
  • VAVG 19.45km/h
  • VMAX 29.50km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Podjazdy 66m
  • Sprzęt Batavus
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 25 września 2019 Kategoria !Surlier, Wyprawa

Bałkany, dz. 28, dzień powrotu

Wstałem przed 7, bo trzeba było przepakować rzeczy do samolotu. Wymaga to zupełnie innego ułożenia w sakwach niż do jazdy rowerem, przede wszystkim dlatego, że jedna mała sakwa musi być całkiem pusta, żeby spełnić limit bagażu lotniczego: jedna duża torba 20kg (czyli dwie duże sakwy w torbie z Ikei), jeden bagaż podręczny (mała sakwa) i rower. Jak widać drugą małą sakwę trzeba gdzieś upchnąć pustą. Do tej pory wkładałem ja również do torby z Ikei, ale wczoraj wymyśliłem coś lepszego: przypiąłem ją do roweru :)

Wyjazd o 9:10. W mieście straszny ruch, ale w sumie dość szybko się przebiłem. Ok 10 byłem już na rogatkach, gdzie stanąłem w Dedemanie (odpowiedniku Castoramy), żeby kupić taśmę klejąca do zapakowania roweru. Pianka do owinięcia czekała w krzakach przy lotnisku. Potem wpadłem jeszcze do Lidla wydać ostatnie leje na gumy do żucia i o 10:55 byłem na lotnisku.

A tu klops. Okolica wysprzątana na błysk, kręci się nawet ekipa z wielkimi worami pełnymi liści i gałęzi. Od razu się zaniepokoiłem, a po chwili sprawa była już jasna: moja pianka zniknęła!! Zajrzałem nawet sprzątaczom na pakę, ale po moim pakunku ani śladu. Pewnie sprzątnęli go kiedy indziej, a nie dziś... Oczywiście miałem plan B w postaci sklepu "Arabesque", który widziałem po drodze na lotnisko. Miał szyld, że to materiały budowlane, duży sklep, więc pewnie też w typie Casto. 4 km. Jadę!

Na miejsce cholernie trudno się dostać: jest po złej stronie drogi ekspresowej. Musiałem zostawić rower i skakać pieszo przez barierki. Na miejscu jakoś się dogadałem, bo sklep nie był samoobsługowy, ale niestety okazało się, że ani folii bąbelkowej ani pianki w rolkach nie mają. 20 minut w plecy. Cóż robić, wracam do Dedemana. To już 8 km od lotniska... Na szczęście tam mieli i piankę, i folię. Folia droższa i do tego w 50m rolkach, więc chociaż bym ja wolał, to wziąłem piankę, bo była w rolkach po 25m. W sumie niedrogo, 45 zł, zapłaciłem kartą. No to w pedał i z powrotem na lotnisko.



Dotarłem o 12:15. Odprawa się teoretycznie zaczyna ok 13:30, ale wczoraj dostałem mail od WizzAira z zaleceniem, żeby być wcześniej, bo ostatnio duży ruch i na lotnisku w Bukareszcie są opóźnienia na kontroli paszportowej i bezpieczeństwa. No to mam niecałą godzinę na spakowanie roweru, hm... O dziwo zdążyłem w cuglach! Nie sądziłem, że już tak sprawny w tym jestem :)


bagaże pierdute ;)

O 13:30 byłem już w (niedługim) ogonku na odprawę bagażową, która poszła wyjątkowo szybko, nawet z rowerem nie było żadnych hec! Co prawda pani coś tam marudziła, czy mam jakieś przedmioty metalowe w bagażu do luku. Oczywiście, że mam - sprzęt kempingowy! Trochę kręciła nosem, ale jej wytłumaczyłem, ze nic z tego nie jest zabronione (garnki, etc., o benzynie jakoś zapomniałem napomknąć ;), więc ma spadać. I o dziwo spadła ;) Pytała też, czy spuściłem powietrze z opon. No oczywiście! (od ponad roku nie spuszczam i żałuję, że wcześniej spuszczałem jak idiota, kompletnie zbędna dodatkowa robota z pompowaniem po przylocie; przecież jeśli w oponach mam 5 bar, to nawet w próżni byłoby to raptem 6 bar, a wytrzymują spokojnie 10, dodajmy, że w luku nie tylko nie ma próżni, ale z tego co wiem ciśnienie jest wręcz zbliżone do tego w kabinie, w końcu bywają tam przewożone zwierzęta!).

Potem trochę czasu wolnego wpadło, bo i kontrola bezpieczeństwa, i paszportowa szybko poszły, a odlot się opóźnił o kwadrans. No, ale doleciałem na czas. Kontrola paszportowa w Wawie trwała na tyle długo, że pierwszy raz w życiu to nie ja czekałem na bagaże, tylko one na mnie. Co prawda zostały przez obsługę pierdute obok okienka na bagaż nadwymiarowy, ale bez uszkodzeń. Uff :)



Montaż też poszedł bardzo sprawnie, a potem już tylko rowerem na Centralny, mój ulubiony kebab z budki przy Śródmieściu, pociąg do Łodzi bez opóźnień i tuż przed 21 jestem na Chojnach. Uff, cały dzień w podróży. No i troszkę stresiku było ;)
Ale wyprawa bałkańska zakończona pełnym sukcesem :)

Podsumowanie:
Łącznie przejechane: 2 573,5 km
, co daje 88,7 km średnio dziennie, a licząc bez dni restowych 111,7 km średnio dziennie
Suma podjazdów: 30 475 m, co daje 1 343 m średnio dziennie i zaledwie 1 184 m/ 100 km. Nic dziwnego, że trasa wydała mi się nudna :p
Opędzlowanych bigów: 17, czyli zaledwie 0,77 biga dziennie. j.w. ;)

Ogólnie wyprawa udana, dałem radę przejechać całość trasy, zaliczyłem wszystkie brakujące bałkańskie bigi.

Największe zaskoczenie in plus: Bułgaria ogólnie. Kraj bardzo przyjemny, na porównywalnym etapie rozwoju co Rumunia, ale z przyjaźniejszymi cenami, większą ilością gór i pięknych krajobrazów (Melnik!) i naprawdę zacną ilością ciekawych zabytków. No i pociągi tanie, punktualne i z nieźle rozwiniętą siecią połączeń. A bułgarski jogurt rządzi, bo przynajmniej niektóre gatunki dorównują greckiemu, a przy tym są o ponad połowę tańsze! :)

Największe rozczarowanie: Rumunia. Niespecjalnie widać postęp (a byłem tam już bodaj piąty raz), stolica nieciekawa, a ceny poszły mocno do góry. No i pociągi powolne, w kiepskim stanie technicznym i mające nieustanny problem z przewożeniem roweru. Aczkolwiek drogi mają nieco lepsze niż w Bułgarii.

W obu krajach kierowcy jeżdżą jak wariaci, wyprzedzanie z naprzeciwka na trzeciego nie stanowi dla nich żadnego problemu. Naparzają z naprzeciwka stówą, niemal muskając moją kierownicę lusterkiem i nawet im powieka nie drgnie. Czasami naprawdę chce się wozić przy sobie pistolet do paintballa i używać w takich sytuacjach...
  • DST 53.68km
  • Czas 02:31
  • VAVG 21.33km/h
  • VMAX 38.59km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 86m
  • Sprzęt Surlier
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 24 września 2019 Kategoria !Surlier, Wyprawa

Bałkany, dz. 27, ostatni

Po mieście Bukareszt. Słabizna! Nawet Belgrad ciekawszy!
Generalnie krajobraz zdominowany przez blokowiska...




A nawet w centrum trafiają się takie ruiny...


Sporo też pustych działek, więc trochę miejsca na coś fajniejszego zostało. Czy coś powstanie...?
Na pewno jest pełno galerii handlowych, wszystkich równie nowoczesnych i paskudnych.

Jest też słynny, największy na świecie budynek parlamentu (ex pałac Ceausescu). Wygląda wspaniale :P


Natomiast "stare miasto" jest dość przyjemne


A bywają i perełki, jak Ateneum, czyli tutejsza filharmonia


Ale na miejscu zamierzających zwiedzić Bukareszt bym się specjalnie nie napalał ;)
  • DST 22.70km
  • Czas 01:18
  • VAVG 17.46km/h
  • VMAX 37.74km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 36m
  • Sprzęt Surlier
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 23 września 2019 Kategoria !Surlier, Wyprawa

Bałkany, dz. 26

Dziś ostatni dzień jazdy, więc wstałem jak zwykle o 5:50. Stwierdziłem, że jednak warto spróbować zdążyć na pociąg z Braila do Bukaresztu o 15 zamiast o 18 i dzięki temu nie dotrzeć na kwaterę po nocy (tj. po 22). Wyjazd o 7:30.

Od samego początku czechy. Nachylenia ok 5-7%, różnica poziomów do 50m, ale czechy non stop! Tym bardziej było to wkurzające, że przez większość dnia widziałem niedaleko po prawej absolutną równinę, którą płynął Dunaj. Czemu nie poprowadzono drogi tamtędy...? Pewnie tereny zalewowe. Ale nie przeszkadzało to drodze schodzić często na poziom tej równiny, by potem natychmiast znów odbijać w głąb wzgórz i robić kolejną czechę. Może się mylę, w końcu niespecjalnie znam się na budowie dróg, ale jak dla mnie ta droga była poprowadzona bez sensu. Oczywiście normalnie bym nie narzekał - wolę czeską jazdę niż jak jest płasko i śmiertelnie nudno, ale dziś akurat się trochę spieszyłem ;)



Po ok 30 km byłem pod bigiem, który był skokiem w bokiem w głąb tych samych wzgórz. Minąwszy miasteczko rozłożone na podjeździe, zrzuciłem sakwy i po fatalnym asfalcie przemieszanym z dużą ilością szutru zasiekałem biga w pół godziny. Zjazd, zebranie bagaży i lecę dalej. Oczywiście w czechach i pod wiatr. I tak już było aż do promu na Dunaju. Nic ciekawego poza samymi wzgórzami i przydrożnymi pieskami ;)



Wreszcie jest prom tuż przed Braila. Na odpłynięcie czekałem ponad 20 minut (czekali aż będzie dość aut, by zapełnić ten niewielki prom) i widziałem jak z każdą sekundą moje szanse zdążenia na pociąg maleją... Ale jednak na drugim brzegu byłem na pół godziny przed odjazdem pociągu. 4,8 km - zdążę! Zdążyłem. Nawet kupić bilet i butelkę wody na drogę :)


Oczywiście biletu na rower mi w kasie nie sprzedano, a konduktor zdarł jak zbójca, bo zażyczył sobie 60 lei (55 zł!!), ale teraz już byłem na to mentalnie przygotowany. Trudno. Aczkolwiek cieszę się, że wszystkie rumuńskie bigi mam wreszcie zrobione i nie będzie potrzeby jeździć więcej rumuńskimi kolejami z rowerem. A trzeba wiedzieć, że koleje te mają wiele wad, ale za to są bardzo powolne ;)

Krótko przed 19 bylem w Bukareszcie. Ruch i korki na ulicach jak w godzinie szczytu. Szok! Do mieszkania z AirBnB dotarłem o 19:30. Trochę miałem problemów, żeby znaleźć odpowiedni blok, ale jakoś trafiłem. Kwatera (pokój w czyimś mieszkaniu z dostępem do kuchni) OK. Jutro zwiedzam miasto, chociaż czuję, że nie warto ;)

PS. Rekord podjazdów września faktycznie pobity :)
  • DST 118.04km
  • Teren 2.00km
  • Czas 05:42
  • VAVG 20.71km/h
  • VMAX 63.70km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Podjazdy 1265m
  • Sprzęt Surlier
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 22 września 2019 Kategoria !Surlier, Wyprawa

Bałkany, dz. 25

Dzień nudny i płaski, dojazdówka. Szabla - Durankulak (tu przypadkiem za ostatnie lewy kupiłem najlepszy jogurt w Bułgarii, chyba nawet lepszy niż greckie (!) - granica rumuńska - Mangalia - Tuzla - Constanta - (pociąg) - Tulcea.



Ale za to pierwszy raz w życiu przekroczyłem 2Mm we wrześniu oraz natrzaskałem kilka moim zdaniem zabawnych lub ciekawych zdjęć. O:

Ciekawe o kim mowa... ;)


Trochę dziwne, że na Saturna i Wenus w tę samą stronę. Czyżbym był na Merkurym?!


Spalony las, jeszcze w Bułgarii


Park Archeologiczny w Constancy


Jutro ostatni big wyprawy i Rumunii w ogóle. Na całych Bałkanach zostaną mi tylko dwa - nad samym morzem w Czarnogórze, niestety ;)
  • DST 84.83km
  • Czas 03:54
  • VAVG 21.75km/h
  • VMAX 40.15km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Podjazdy 506m
  • Sprzęt Surlier
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 21 września 2019 Kategoria !Surlier, Wyprawa

Bałkany, dz. 24

Ależ mi się dziś nie chciało! Widzę po sobie, że jak bigów ni ma, to motywacji też nie. Do zapamiętania (jakbym nie wiedział! :p)

Dziś pogoda lepsza niż wczoraj, rano i późnym popołudniem chłodno, ale cały dzień słonecznie i prawie bezchmurnie. Dobrze, że bałkańska jesień łaskawa. W zasadzie wreszcie się zrobiła idealna pogoda na biganie. Szkoda, że już po bigach (został jeden - pojutrze :p)

Dziś z atrakcji była Warna:

Rzymskie termy w Warnie


plaża w parku Primorskim w Warnie





paskudne bloki w Warnie


pomnik nieznanego (mi) socrealistycznego żołnierza w Warnie


oraz wybrzeże Morza Czarnego na odcinku Warna - Kawarna.


W sumie ładnie nawet, ale męczące czechy, wiatr w ryj i ogólnie niehalo ;)
Była też Abbey Road w Bałcziku :)


Na koniec okazało się, że na szczęście wojowałem tylko z wiatrem, więc od Shabli nie zginąłem ;)


Blizniaci - Warna - Bałczik - Kawarna - Szabla.



PS. Rekord kilometrów września pobity! I to ten ustanowiony na naszej Wyprawie z N.! Nie sądziłem, że kiedyś go pobiję :) A rekord podjazdów września padnie prawdopodobnie pojutrze :)
  • DST 103.89km
  • Czas 05:26
  • VAVG 19.12km/h
  • VMAX 47.77km/h
  • Temperatura 21.0°C
  • Podjazdy 1065m
  • Sprzęt Surlier
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 20 września 2019 Kategoria !Surlier, Wyprawa

Bałkany, dz. 23, dożynki

Dziś w miarę na spokojnie. Pobudka o 6:40, wyjazd o 8:20. Na pociąg :P Bo przyznam, że nie chciało mi się znowu toczyć równiną, a poza tym nocleg wypadłby mi w miejscu, gdzie absolutnie nic nie ma. Tzn. pewnie miejsce na dziko by się znalazło, ale jakoś nie ma spręża do namiotu, zwłaszcza, że od rana pada.

Pociąg, choć to dystans zaledwie 80 km, jest z dwiema przesiadkami. Już pierwszy się spóźnił o pół godziny, ale tu jeszcze spoko, bo na przesiadkę było 40 minut, więc zdążyłem. Niestety, drugi te się spóźnił o 7 minut, a tu na przesiadkę było 6... Ale jakimś cudem ten trzeci zaczekał, więc dotarłem do Aytosa na czas. Przez tę nerwówkę w pociągu nie zdążyłem zjeść, więc jeszcze jogurt pod sklepem i w drogę :)

Deszcz na szczęście przestał padać (jakieś pojedyncze krople, ale co tam!), ale jest chłodno: 14 stopni o godz. 11. I wieje jak poyebane z NNW. Widać, że dziś przyszła do Bułgarii jesień. No, ale jadę, mimo ze wiatr mocno przeszkadza. Początkowo szło mi niesporo, więc już po kilkunastu kilometrach stanąłem na kebabcze z frytkami. Po nich jakoś odżyłem i potem już było OK. A profil dziś czeski: przełączka - zjazd - big - zjazd - przełączka - zjazd... i tak do końca, tylko po bigu już przełączki coraz niższe ;)

Na miejscu ewentualnego dzikiego noclegu byłem o 14. Nawet znalazłoby się miejsce, ale zdecydowanie bezwodne. Trzeba by nabrać zawczasu. Na szczęście to nie mój problem, ja mam zarezerwowany pokój w Bliżniakach (taka miejscowość ;)

Po bigu i jeszcze wielu przełączkach wreszcie się dokulałem o 18:15.


Pokój bardzo fajny, duży, z aneksem kuchennym i lodówką, z wyposażeniem w stylu lat '80 (np. takim kredensem bez pleców, który stoi między łóżkiem a kuchnią i przez który widać świat ;)
No, ale w końcu kwatera nazywa się (znowu) The White House :)



Ogólnie mam poczucie, że dalsza jazda jest już trochę na siłę. Włącznie z dzisiejszym zostały mi raptem dwa bigi, a jeszcze przez niemal tydzień będę się kulał po okolicy. Czy wystarczająco atrakcyjnej...? W każdym razie w związku z tym zmodyfikowałem dalszą trasę i będę się z grubsza trzymał wybrzeża Morza Czarnego. Może to podniesie walory...? :)
Bo opcji wcześniejszego powrotu nie mam, samolot z Bukaresztu jest konkretnego dnia ;)
  • DST 95.48km
  • Czas 04:50
  • VAVG 19.75km/h
  • VMAX 49.30km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 1334m
  • Sprzęt Surlier
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 19 września 2019 Kategoria !Surlier, Użytkowo, Wyprawa

Balkany, dz 22., restowy

Po mieście Sliven. Nie ma tu nic ciekawego na szczęście, więc tylko poza kupy ;-)

  • DST 10.85km
  • Czas 00:33
  • VAVG 19.73km/h
  • VMAX 32.72km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 53m
  • Sprzęt Surlier
  • Aktywność Jazda na rowerze

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl