Informacje

  • Wszystkie kilometry: 206617.21 km
  • Km w terenie: 5117.90 km (2.48%)
  • Czas na rowerze: 413d 04h 32m
  • Prędkość średnia: 20.84 km/h
  • Więcej informacji.
baton rowerowy bikestats.pl

Moje rowery

Szukaj

Znajomi

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy aard.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Wpisy archiwalne w miesiącu

Lipiec, 2019

Dystans całkowity:1520.96 km (w terenie 6.70 km; 0.44%)
Czas w ruchu:86:58
Średnia prędkość:17.49 km/h
Maksymalna prędkość:76.89 km/h
Suma podjazdów:32408 m
Liczba aktywności:27
Średnio na aktywność:56.33 km i 3h 13m
Więcej statystyk
Środa, 31 lipca 2019 Kategoria !Surlier, Wyprawa

Alpaga solo, dz. 19

Dziś od rana miałem skok w bok na biga Fluelapass. Wstałem o 6, ale jakoś tak się ślimaczyłem, że wyjechałem dopiero o 7:45, mimo że nie zwijałem obozu. Masakra! O dziwo potem okazało się, że czasu na przejechanie dziennej trasy wystarczyło spoko.

Pierwsze 7 km to dalsza jazda w dół doliny, ale tym razem już "prawidłowo" pod wiatr (lekki). W Susch odbiłem w lewo na przełęcz. Jechało się dobrze. Jeden postój na 1000m podjazdu to raczej spoko wynik jak na mnie. Było chłodno, na dole 14 st, na górze 11, więc na podjazd idealnie. Gorzej, że jak się zameldowałem na górze, to... zaczęło padać. Lekko, ale konsekwentnie. Ale co zrobisz, jak nic nie zrobisz? (jak mówi Serwecz) ;) W Susch (jak sama nazwa wskazuje ;) lało już konkretnie. Na koniec zjazdu stanąłem w Coopie w Zernez z mocnym postanowieniem, że ostatnie monety frankowe (miałem tego aż 8,50!) wydam na ovomaltynę (rodzaj nutelli, ale z czymś chrupiącym w środku - pyszne! I dostępne tylko w Szwajcarii oraz wybranych sklepach w Niemczech i Francji) i chleb. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że chleb kosztuje tutaj... 1,15 CHF. Do tej pory normą były 3-4! Łaziłem po sklepie, próbując znaleźć coś, co by mi się przydało i kosztowało 3 franki, ale nic nie znalazłem. W końcu stwierdziłem, że trudno, poleżą do następnej okazji.

Tymczasem padało przez cały zjazd i po powrocie na kemping również. Na szczęście przed wyjazdem schowałem prawie suche ciuchy do namiotu, więc nie zamokły. Ale namiot już tak, oczywiście. Zwinąłem więc obóz, w tym mokry namiot i pojechałem do kuchni, gdzie miałem zostawione w lodówce całe żarcie. Zjadłem resztkę wczorajszej paelli, spakowałem pozostałe rzeczy i w drogę. Była 11:45 i chwilowo nawet nie padało...

Początek dalszej trasy to pierwsza połowa podjazdu na Ofenpass, która to przełęcz mam już zaliczoną z dwóch stron, ale trudno, ten kawałek trzeba podjechać. Ciekawe, czy tunel, który prowadzi z połowy podjazdu na włoską stronę, ma zakaz dla rowerów... Z 400 m podjazdu ok 2/3 przejechałem po tylko mocno mokrej szosie, ale resztę już w deszczu. Również zjazd przed tunelem był na mokro. A tunel oczywiście z zakazem! Napisano, że złapany rowerzysta zapłaci 200 CHF kary przy pierwszym przewinieniu i... 1000 przy recydywie! Niezła sumka! Ale napisali też, że kursują tu specjalne "shuttlebusy" dla rowerzystów i podali rozkład jazdy. Najbliższy za godzinę. Tragedii nie ma, jakoś przeczekam, jest daszek... Ledwie zacząłem się ubierać cieplej na czekanie, a tu wola mnie ktoś, kto się okazuje kierowcą takiego shuttlebusa i mówi, że odjeżdża, jak tylko światło zmieni się na zielone, więc, żebym wskakiwał! A światło dlatego, że tunel jest bardzo wąski i obowiązuje ruch wahadłowy. No to wskakuję, cena przejazdu 6 EUR lub 6 CHF. Szkoda, że zostały mi tylko 3 CHF... W tym pośpiechu nie udało mi się dogrzebać do moich skitranych w sakwie drobnych euro, których było na pewno ponad 3. Pewnie by przyjął 3CHF+3EUR, ale cóż, stało się, zapłaciłem w euro. Potem się zresztą okazało, że ta kasa to nie dla niego. Po włoskiej stronie jest bramka (która wygląda tak, jakby sam przejazd przez tunel był płatny) i to właśnie tam pobiera się tę kasę. Więc co ma z tego ten kierowca (wyglądał na prywatną firmę, a nie część "konsorcjum autostradowego"), to nie mam pojęcia. Ale pewnie ma działkę od tych bramkowych, bo żadnej dodatkowej kasy za bilet od nas - obecnych na pokładzie rowerzystów - nie wziął.

Po włoskiej stronie wyraźnie cieplej i nie pada. Nawet słoneczko trochę prześwieca - wiadomo, słoneczna Italia! :)

Dalsza droga to długa seria półtuneli wzdłuż jeziora zaporowego Lago di Livigno, a potem samo miasteczko Livigno - typowy kurort nieróżniący się specjalnie od szwajcarskich. A potem się już naprawdę ładnie rozpogodziło, zrobiło się wręcz gorąco, więc... zacząłem podjazd na biga :P

Passo del Foscagno mieliśmy robić, gdy byłem w Alpach w roku 2008 z Transatlantykiem i Wilkiem. Niestety na poprzedniej przełęczy (Forcola di Livigno) zatrzymał nas pięciometrowy śnieg i w ogóle nie dotarliśmy pod Foscagno. Ale tym razem spoko - gorąco, wiatr w ryj, ale wjechać muszę! Podjazd jeszcze z dwustumetrowym zjazdem pośrodku, na którym schowało się słońce i natychmiast zrobiło się znów 15 stopni, ale cóż mnie już mogło zatrzymać! ;) Oczywiście wjechałem, a zemsta była słodka! :)

Potem jeszcze dłuuugi zjazd do Bormio (z długimi i denerwującymi wypłaszczeniami, na których się pociłem, bo na samym zjeździe było zimno, więc ubrałem się ciepło) i wreszcie kemping Cima Piazzi w Cepina.


Fajnie wygląda, bo drewniany budynek główny z belek oraz tarasowaty układ pola są dość widowiskowe, ale standard raczej przeciętny. W szczególności ciężko o prąd, bo z żadnej piazzoli, która mi zaproponowano nie da się dostać do skrzynki. Ale niech tam, w Szwajcarii też były problemy z prądem, a sobie radziłem :) Cena 15 EUR plus 1 EUR za prysznic. Dość drogo, ale w końcu to alta stagione ;)


  • DST 110.10km
  • Czas 05:48
  • VAVG 18.98km/h
  • VMAX 57.28km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Podjazdy 2159m
  • Sprzęt Surlier
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 30 lipca 2019 Kategoria !Surlier, Wyprawa

Alpaga solo, dz. 18

Wczoraj późnym wieczorem kupiłem z trudem przez internet bilet na strasznie drogi szwajcarski pociąg (37 CHF z rowerem) i dziś o 8 byłem na dworcu w Buchs. Pociąg odjechał jak w zegarku (szwajcarskim) i takoż przyjechał do Churu. Przesiadka i dalej jak w zegarku do Tiefencastel. Może i drogo, ale oszczędził mi cały dzień jazdy, więc w sumie finansowo wyszło w najgorszym razie na zero (brak kosztów noclegu i żarcia), a czasowo i "zmęczeniowo" jestem dzień do przodu.

Z Tiefencastel ruszam na bardzo długi (niemal 40 km) pojazd na Julierpass (big). Ciągnął się strasznie, ale wreszcie o 14:30 melduję się na górze. W sumie nieźle się zmachałem, forma po reście wcale nie jakaś rewelacyjna :/ No, ale jestem, a dalej już tylko w dół :) Kawałek za St. Moritz (strasznie "posh" jest to miasteczko, zwłaszcza teraz, w sezonie!) robię zakupy w Aldim, gdzie nawet mają wifi (trzeba się wypowiadać z numeru telefonu). Piję też kawę mrożoną własnej roboty (w końcu właśnie kupiłem litr mleka! ;) jem ciastko czekoladowe i hajda dalej. A tu poezja smaku, bo mam leciutki zjazd doliną górnego Innu i... solidny wiatr w plecy. Rzadkie zjawisko w Alpach (z reguły wieje w górę doliny), więc korzystam i lecę. 30 kmh nie schodzi z licznika :)



Na kempingu Cul w Zernez jestem lekko po 17. Byliśmy tu z Markiem i Wilkiem 10 lat temu (i pamiętam, że oszukali nas na rozliczeniu, bodaj, że zapłaciliśmy za samochód czy przyczepę, mimo ze mieliśmy tylko rowery i 2 namioty, połapaliśmy się już po fakcie) , ale zmieniło się wszystko - kemping jest teraz ogromny! I wcale nieźle wyposażony - mają kuchnię z palnikami gazowymi, lodówką i zamrażarką, małą świetlicę, wifi... Tylko prąd jest mocno racjonowany. W łazienkach zero gniazdek! W końcu znajduję jedno w świetlicy i zostawiam tam faja do ładowania. Komórkę naładuję w nocy z power banka. Będzie dobrze :)

No i mam swój prywatny stolik z ławką, bo jakoś tak pusty stał, jak przyjechałem, więc rozbiłem się tuż obok i okupuję non stop :)
Wifi, choć nie jest demonem szybkości, to bez problemu tu sięga, więc jest fajnie :)

A, i widziałem tu Wielki Tenis*, ale niestety nie miałem przy sobie komórki, żeby zrobić zdjęcie :(

*mały chłopiec z piłką o wyglądzie tenisowej, ale wielkości takiej od siatkówki. Czad! :)
  • DST 84.01km
  • Czas 04:46
  • VAVG 17.62km/h
  • VMAX 72.00km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 1554m
  • Sprzęt Surlier
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 29 lipca 2019 Kategoria !Surlier, Użytkowo, Wyprawa

Alpaga solo, dz. 17, restowy

Dzień restowy co się zowie! Miałem tyle spraw do załatwienia, że głowa mała! Ale wszystko się udało! :)
Rano udało mi się podrzucić jakiejś miłej starszej pani (oczywiście Włoszce nie Szwajcarce :p) na kempingu ręcznik do prania (reszta ciuchów czysta, ale zwykłego ręcznika nie da się sensownie uprać ręcznie, a już zaczynał śmierdzieć, a pralka okazało się, że jednak jest), więc pierwszy problem z głowy.
Potem wyruszyłem w poszukiwaniu opony. Łatwo nie było. Od rana czynny był tylko jeden sklep (w typie Decathlonu) i mieli wyłącznie Marathon Plus Tour za 50 CHF albo jakiś nołnejm za 25. Plus toura nie chcę, bo strasznie ciężki i drogi, a nołnejma strach kupić. Więc zrobiłem tylko jeszcze zakupy pyszności w Aldim i wróciłem na kemping na lunch. Resztę sklepów otwierali o 13:30-14 (a niektóre są w ogóle nieczynne w poniedziałki!). Dziwny zwyczaj, ale na szczęście miałem czas poczekać.

Po południu odwiedziłem jeszcze 5 sklepów. O Marathon Supreme nigdzie nawet nie słyszeli (!!). Oferowali mi różne Maxxisy, Vittorie i inne dziwne rzeczy, ewentualnie Schwalbe Delta Cruiser za 25 CHF. Te ostatnią z bólem bym wziął, ale postanowiłem sprawdzić wszystkie sklepy. Kiedy zostały mi już tylko dwa w szerokiej okolicy, w piątym (!) sklepie dostałem... zwykły Marathon. Nie jest to szczyt marzeń, ale jednak solidny numer dwa po Supreme, więc jak się nie ma co się lubi... Plus taki, że chociaż trochę tańszy niż byłby Supreme gdyby był dostępny, bo zwykły Marathon jest drutowy. Cena 36 CHF. W sumie chyba porównywalna z resztą świata, a że na tej oponie można ujechać daleko, więc nie narzekam. Założyłem, działa. Jutro rano w drogę! :)


  • DST 17.10km
  • Teren 0.40km
  • Czas 00:55
  • VAVG 18.65km/h
  • VMAX 32.17km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Podjazdy 84m
  • Sprzęt Surlier
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 28 lipca 2019 Kategoria !Surlier, Wyprawa

Alpaga solo, dz. 16, everestowy

No i podjąłem decyzję: restuję tutaj i pojutrze jadę dalej. Serwecz też podjął: jako że od rana leje i ma lać cały dzień, to odpuszcza zimnego biga bez widoków (wszystko w chmurach) i od razu jedzie na pociąg. Wyruszył po 9 i tyle go widziałem! Aha, jeszcze na odchodnym zostawił mi 40 CHF w gotówce, bo może mi braknąć, a bezpłatna wypłata z bankomatu przysługuje mi dopiero w sierpniu. Dzięki za kasę i przede wszystkim za wspólna wyprawę! Było jak zwykle świetnie i jak zwykle za krótko. A jak kiedyś powiedział mi Jacek Teler: niedosyt zabezpiecza przed znudzeniem ;) Więc musimy to powtórzyć! ;)

Co do mnie, to siedzę pod kempingowym daszkiem, poza obrysem którego leje, i dumam czy jechać na biga czy nie. W końcu jednak ruszam, ok 11:15. Akurat prawie nie pada :P Big dość wymagający (9-11% non stop), ale wciągam na luzaku z zaledwie jednym krótkim postojem na pół tabliczki czekolady. Widać morale mam ok, mimo osamotnienia ;) No i widać też, że problemy ze zdrowiem są już tylko niemiłym wspomnieniem. Pod górę trzymam średnią 9 km/h, forma wraca :)



Zjazd mokry, śliski i zimny, więc niewiele tę średnią podbiłem, ale potem jest gorąca herbata, prysznic i inne kempingowe wygody. Idzie ż(r)yć! :)
Robię jeszcze duże pranie ręczne (akurat pralki tu chyba nie ma) i trochę siebie samego ogarniam po tych dwóch tygodniach (golenie, etc.) i wreszcie mogę w spokoju zasiąść z kompem i zaplanować w szczegółach dalszą część wyprawy. No to do roboty! :)
  • DST 21.92km
  • Czas 01:39
  • VAVG 13.28km/h
  • VMAX 39.50km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Podjazdy 1002m
  • Sprzęt Surlier
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 27 lipca 2019 Kategoria !Surlier, Wyprawa

Alpaga na dwóch, dz. 15, Liechtenstein uber alles!

Strasznego lenia mieliśmy od rana. Start niby o 9, ale zaraz potem zakupy w Aldim, potem postój na śniadanie na ławce pod szkołą (chyba jedyna zadaszona ławka w Churze! A zbierało się na deszczyk), a potem powoli kulaliśmy się doliną Renu na północ, szukając trasy jak najbliżej rzeki, bo z naszego śladu wynikała dodatkowa przełączka, której bynajmniej nie mieliśmy ochoty podjeżdżać :P

Po drodze szukaliśmy jeszcze sklepów rowerowych w nadziei kupna nowej opony. Znaleźliśmy trzy, z czego jeden już zamknięty (w sobotę czynny do 12), a w dwóch pozostałych nie mieli żadnych bezdrutowych Schwalbe. Jeszcze nie jestem w desperacji, więc odpuszczam na dziś, może uda się kupić w poniedziałek tu lub w Niemczech. Bo w międzyczasie rozważam dwudniowy rest przed dalszą częścią wyprawy - czas na wykurowanie bolącego tyłka i nabranie ochoty na dalszą jazdę. Tylko że taki rest warto robić w fajnym miejscu, a kempingi szwajcarskie są delikatnie mówiąc... churowe. Więc szukałem czegoś pod dachem, ale ceny zabijają. Jest dokładnie jedno miejsce (już w Austrii), na które mnie stać - jest pralka, wifi i kuchnia, i cena 73 EUR za 3 noce. Biorę to pod uwagę. Jak również powrót z Serweczem do Augsburga na 2-3 dni, zrestowanie, zakupienie opony przez internet i podjęcie trasy od strony Innsbrucku. Cały dzień biję się z myślami...

Równocześnie jedziemy sobie ścieżkami... dla rolkarzy wzdłuż Renu (bo ścieżki rowerowe też są, ale nie zawsze asfaltowe, a rolkowe to gwarancja asfaltu - odkrycie tej wyprawy! ;) Wreszcie docieramy do Liechtensteinu. Generalnie nic się nie zmienia, poza pogodą. Robi się upał. A za chwilę zaczynamy biga. Oczywiście :P

Ok 150 m podjeżdżamy z sakwami, bo na dole nie ma bezpiecznego miejsca, by je zostawić, a potem zrzucamy je w krzakach i przemy do góry na Malbun. Ciężko...
Na dodatek po 200 metrach podjazdu strzela mi... dętka w tylnym kole. Nie, nie ta rozcięta opona (którą przełożyłem na przód, żeby była mniej obciążona), tylko dobra dętka w dobrym kole! Powietrze uchodzi z głośnym sykiem. Stajemy w cieniu czyjegoś garażu i bierzemy się za naprawę. Okazuje się, że... urwał się wentyl! :P No to wymieniam dętkę. W międzyczasie wracają właściciele garażu, ale są bardzo mili, a nawet na koniec naprawy częstują nas lodami. Wow! :)

Dalsza jazda na biga już bez przygód, tylko coraz cięższa. Pod koniec trzyma 11-14%. Na górze znów spore miasteczko, ale tym razem wyraźnie o charakterze kurortu. Po drodze łapiemy też liechtensteiński zasięg komórkowy i... okazuje się, że jest on na warunkach unijnych! Czyli wszystko gratis! Wow!! :D

Zjazd już dużo chłodniejszy, bo zbiera się na burzę. Na dole mamy zaledwie 25 stopni :P Zbieramy bety i lecimy po zakupy. Niestety prawie wszystkie sklepy czynne do 17, a jest 17:10... Znalazł się jeden rodzynek - Denner Satellit czynny do 21. Uff, bo mieliśmy resztkę żarcia, a jutro niedziela i wszystko geschlossen ;) Podczas zakupów rozpętuje się burza jak sto diabłów. Wieje, leje, trochę grzmi. Najpierw czekamy w sklepie, a potem przenosimy się naprzeciwko pod duży dach muzeum. Tam jemy po kanapce i w międzyczasie burza przechodzi w kapuśniaczek. Więc ostatnie 5km na kemping w Buchs po szwajcarskiej stronie jest już znośne.



A kemping okazuje się... normalny. Tzn. REWELACYJNY jak na szwajcarskie standardy. Jest zadaszenie ze stolikami i krzesłami, jest kuchnia (lodówka, naczynia, mikrofala, prąd, tylko kuchenki elektrycznej brak), jest w miarę dobre wifi! I nie jest bardzo drogo jak na Szwajcarię, bo 29CHF plus po franku za prysznic. Może nie super tanio, ale bywało już znacznie drożej, a standardu takiego jak tu, nie było dotąd nigdzie! :D To otwiera zupełnie nowe możliwości! Zwłaszcza, ze jutro i pojutrze ma padać! Aż się prosi o dwudniowy rest tutaj i potem dalszą jazdę! Jeszcze się waham, decyzję podejmę po porannym bigu... Dobranoc ;)
  • DST 80.51km
  • Teren 0.50km
  • Czas 04:46
  • VAVG 16.89km/h
  • VMAX 76.89km/h
  • Temperatura 33.0°C
  • Podjazdy 1391m
  • Sprzęt Surlier
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 26 lipca 2019 Kategoria !Surlier, Wyprawa

Alpaga na dwóch, dz. 14, Chur wujów

Rano niespodzianka: moja tylna opona (kupiona rok temu w Niemczech przy pomocy Christiana Schalbe Marathon Supreme) jest... przecięta na bocznej powierzchni. Dętka wyłazi, lada moment strzeli! Szybkie spuszczenie powietrza i podklejam oponę od spodu specjalną łatką. Udało się. Nie jest to prawdopodobnie rozwiązanie trwałe, ale może na kilka dni wystarczy, aż się uda kupić nową.

Potem zakupy, drugie śniadanie i na biga ruszamy o... 12:30 :P

Chur - Arosa - Chur. Na górze prawdziwe miasto! :O



Pod górę straszny upał. Na zjazd się zaś przyjemnie ochłodziło i nawet popadało pod sam koniec. Dzięki temu churalny wieczór na kempingu przebiega w przyjemnej dolnej troposferze ;-)

PS. A opona trzyma, łatka jest lekko wybrzuszona, ale po dzisiejszej trasie nie wygląda gorzej niż rano. Wy też trzymajcie! ;)
  • DST 70.16km
  • Teren 1.30km
  • Czas 03:54
  • VAVG 17.99km/h
  • VMAX 61.00km/h
  • Temperatura 37.0°C
  • Podjazdy 1418m
  • Sprzęt Surlier
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 25 lipca 2019 Kategoria !Surlier, Wyprawa

Alpaga na dwóch, dz. 13, Churem na Szklaną Górę!

Rano na lekko na biga Juf. Na szczęście daliśmy radę wyjechać o 7:30, więc było wręcz chłodno. Dopiero w końcówce temperatura przekroczyła 20st, ale to było dopiero o 10 rano i na 2100m npm, więc nie wróżyło to najlepiej na resztę dnia...

Powrót na kemping, zwijanie obozu i przed 12 ruszamy dalej w dół do Thusis ładnym gorgem Zadniego Renu. W Thusis jest... 37st. Podjeżdżamy 150 metrów, żeby gdzieś poza miasteczkiem dyskretnie zostawić sakwy. Parno i żar leje się z nieba. Nie mamy ochoty wyjść z cienia i ruszyć na biga Glaspass... W końcu lekko się chmurzy, wiec ruszamy. Bierzemy jeszcze wodę w miasteczku, a ja po uda wchodzę do fontanny :-P

Podjazd na Szklaną Przełęcz dość wymagający, 8-11% serpentynami po zboczu, bez grama cienia. Byłaby masakra w tym upale, ale... Zaczyna padać deszcz! Alleluja (i do przodu!). Po chwili jest już tylko 30 st., chłodek! A na ok 1100m zaczyna równo lać i nawet się chowamy na ok kwadrans. Temperatura spada do 23. Zimno! :-P

Reszta podjazdu upływa więc znacznie przyjemniej, choć ja pod koniec już wyraźnie czuję, że jeszcze całkiem zdrów nie jestem. A końcówka ma 12-14%! No, ale w końcu jest Szklana Góra, uff!

Zjazd, zebranie sakw, zakupy w Lidlu (mrożonka! Radler!) i lecimy Churem. Serwecz prowadzi. Dostał takiego spida, ze muszę go błagać, żeby zwolnił :-P No, ale wreszcie jest kemping w Churze. Z tych dużych, ale w miarę ok. Przynajmniej prąd i cień są. Tylko jak zwykle nie ma gdzie usiąść, a wifi prawie nie działa. No trudno. Przynajmniej relatywnie niedrogo, 25chf za noc. Zostajemy do soboty! :-P



Ps. Beznadziejny ten kemping. Kompletnie nie ma gdzie usiąść. W desperacji chcieliśmy zjeść na takiej mini karuzeli na placu zabaw, bo miała stolik, ale zaraz przebiegła matka jednego z bachoren i zaczęła pyszczyć, ze to nie jest miejsce dla dorosłych. Olaliśmy ją, wiec... przyprowadziła recepcjonistkę, suka jedna. A ta po wyjaśnieniach z naszej strony powiedziała, ze możemy zjeść, ale zebysmy za kilka minut sobie jednak poszli. Kurwa mac, no!

  • DST 118.53km
  • Teren 1.00km
  • Czas 06:15
  • VAVG 18.96km/h
  • VMAX 62.23km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Podjazdy 2301m
  • Sprzęt Surlier
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 24 lipca 2019 Kategoria !Surlier, Wyprawa

Alpaga na dwóch, dz. 12

Dziś było raczej lajtowo. Wyjechaliśmy przed 9 (śpiąc pod dachem to łatwe) i to po śniadaniu w cenie noclegu (chleb z masłem i dżemem, kawa i kakao). Podjazd na Passo San Bernardino wszedł jak w masełko. Potem zjazd do doliny Zadniego Renu i znow jesteśmy formalnie po północnej stronie Alp. Ale upał nie odpuszcza. Na podjeździe ze Splugen na Passo dello Spluga (big i granica wloska, niestety zjazd z powrotem do Szwajcarii :-( ) odnotowałem 41 st. Na wysokości 1900! No masakra! 

Potem zjazd do Spluga i dalej doliną Renu. Na koniec odbicie pod górę doliną Rofla, bo jutro wyjeżdżamy na samą jej górę na biga Juf. 



Nocleg na taborze wspinaczkowym Bodhi. Byłby spoko (niedrogo, 11,50 CHF od osoby), gdyby był dostęp do prądu. Ale nie ma. Trudno, jakoś przetrwamy. A za prysznic po 1 CHF podziękowaliśmy. Przy tej temperaturze kąpiel w górskiej rzece to sama przyjemność! :-D
  • DST 57.34km
  • Teren 0.50km
  • Czas 03:22
  • VAVG 17.03km/h
  • VMAX 63.21km/h
  • Temperatura 38.0°C
  • Podjazdy 1179m
  • Sprzęt Surlier
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 23 lipca 2019 Kategoria !Surlier, Wyprawa

Alpaga na dwóch, dz. 11, masakra

Dziś było strasznie. Nie dość, ze od wczoraj mam problem z jelitami i nie bardzo mogę jeść (podejrzewam grypę żołądkową), to jeszcze dostałem lekkiego udaru, bo jest 27 w cieniu (rzadko mamy cień :-P), a mi czasami zimno ;-) Jestem strasznie padnięty i ledwo jadę. Co 50m podjazdu muszę robić postój, a i tyle podjeżdżam wyłącznie siłą woli! Skracamy dzień. Wciąż jesteśmy przed pierwszą przełęczą i dziś ją odpuszczamy i śpimy na kempingu w San Bernardino. 



Okazuje się, że kempingu nie ma. Jest coś, co nazywają komuną letnią, czyli wyłącznie domki i roulotki (obudowane przyczepy kempingowe). Nie pozwolili nam rozbić namiotu, ale dali pokój w standardzie hostelu bez kuchni za 35chf od osoby. Trzeba przyznać, ze jak na tutejsze ceny to tanio (dwa razy taniej niż jedyny w okolicy hotel z booking, tez relatywnie tani :-P
Umyłem się i leżę plackiem. Przez cały dzień zjadłem 3 banany i 3 pieguski, nic więcej, więc pewnie mnie odcięło i dlatego aż tak słabuję, ale bałem się cokolwiek jeść, bo sraczka, rzyganie i ból żołądka cały czas czyhały tuz za rogiem...
Straszny dzień...
  • DST 45.78km
  • Czas 04:07
  • VAVG 11.12km/h
  • VMAX 42.45km/h
  • Temperatura 38.0°C
  • Podjazdy 1537m
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 22 lipca 2019 Kategoria !Surlier, Użytkowo, Wyprawa

Alpaga na dwóch, dz. 10, restowy

Tylko do Lidla i z powrotem :)
  • DST 3.64km
  • Czas 00:12
  • VAVG 18.20km/h
  • VMAX 35.75km/h
  • Temperatura 35.0°C
  • Podjazdy 24m
  • Sprzęt Surlier
  • Aktywność Jazda na rowerze

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl