Informacje

  • Wszystkie kilometry: 206628.00 km
  • Km w terenie: 5117.90 km (2.48%)
  • Czas na rowerze: 413d 05h 03m
  • Prędkość średnia: 20.84 km/h
  • Więcej informacji.
baton rowerowy bikestats.pl

Moje rowery

Szukaj

Znajomi

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy aard.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Wpisy archiwalne w kategorii

Surly-arch

Dystans całkowity:80462.30 km (w terenie 1049.48 km; 1.30%)
Czas w ruchu:3886:08
Średnia prędkość:20.70 km/h
Maksymalna prędkość:82.50 km/h
Suma podjazdów:763770 m
Liczba aktywności:991
Średnio na aktywność:81.19 km i 3h 55m
Więcej statystyk
Sobota, 8 czerwca 2019 Kategoria Surly-arch, Wyprawa

Amico di bico, dz. 32 - powrotny

Na lotnisko w Alghero. Ślad poniżej przedstawia całość pobytu w Alghero (dojazd z autobusu na kwaterę, wyskok po zakupy i dojazd na lotnisko)


Udało się! Rama się nie rozpadła! Potem już tylko pozostało mi zdemontować i opakować rower oraz czekać na samolot. Do domu dotarłem ok północy. Smuteczek...

Podsumowanie wyprawy Amico di Bico, czyli MezzItalia i CeS:
Całkowity dystans wyprawy:
2 205,73 km, średnio dziennie 74,76 km bez dnia 0 i trzech dni na końcu, kiedy starałem się jechać jak najmniej a nie jak najwięcej ;) Tak czy owak marniutko.
Całkowita suma podjazdów:
38 314 m, czyli 1 737 m / 100 km. Tu zacnie, widać, że łatwo nie było
Zaliczonych bigów:
23, wcale nie tak dużo, bo średnio raptem 0,8 biga dziennie. To było spowodowane tym, że w okolicach, w których jeździłem (oprócz Sardynii), już wcześniej sporo bigów miałem zaliczone, a teraz raczej "czyściłem pozostałości". No i się udało: jedyne bigi, jakie mi pozostały do zrobienia we Włoszech, leżą w Alpach. W sumie to smutno, bo kocham bigi i Italię... :( Ale widać też po nasyceniu trasy podjazdami, że we Włoszech nie tylko na bigach jest co popodjeźdżać ;)

Ogólnie wyprawa fantastyczna!
Muszę przyznać, że bałem się samotnej jazdy, wcześniej próbowałem solowe kilkudniówki i zawsze było jakoś tak "łyso". Teraz odważyłem się zaryzykować, bo miał do mnie w trzecim tygodniu dołączyć Serwecz. Nie dołączył, bo złapał kontuzję, a ja będąc już na miejscu postanowiłem kontynuować w pojedynkę. I to była dobra decyzja. Nie było ani łyso, ani smutno, ani samotnie. Oczywiście tęskniłem za domem, przede wszystkim za N., ale pobyt i jazda po Italii były przyjemnością a nie czekaniem końca. Może także dlatego, że przez ostatnią zimę naprawdę nieźle nauczyłem się włoskiego i teraz z lubością go praktykowałem :)
W każdym razie na tyle zachęciłem się do samotnych wypraw, ze jeszcze na ten rok planuje dwie kolejne! (o ile lata mi nie zabraknie ;) aczkolwiek już nie do Italii. Ciekawe czy w kraju, którego rodzimego języka nie znam, samotność będzie bardziej doskwierała ;)

Na minus natomiast pogoda. Spodziewałem się śródziemnomorskiej wiosny, czyli czegoś w rodzaju polskiego lata, tylko z mniejszą ilością deszczu. Tymczasem deszczu było w bród, śniegu też trochę, a temperatury nie rozpieszczały. Nie wiem jakim cudem nie popsuło mi to przyjemności z wyprawy, ale nie popsuło :)
  • DST 14.28km
  • Czas 00:52
  • VAVG 16.48km/h
  • VMAX 26.74km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Podjazdy 48m
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 6 czerwca 2019 Kategoria Surly-arch, Wyprawa

Amico di ex-bico :( dz. 30

W Oristano na stację i w Alghero ze stacji. Po drodze pociąg do Sassari i autobus do Alghero. Dotarłem na miejsce. Teraz kibel do soboty rano, kiedy to spróbuję resztką (Surlowych) sił dojechać z bagażem na lotnisko. A potem niech się dzieje co chce. Strasznie smutno, kochałem ten rower :(((
  • DST 9.86km
  • Czas 00:44
  • VAVG 13.45km/h
  • VMAX 20.08km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Podjazdy 64m
  • Sprzęt Surly
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 5 czerwca 2019 Kategoria Surly-arch, Wyprawa

Amico di bico, dz. 29, dusza na ramieniu

Całe 8,29 km (po folię bąbelkową i na stacje kolejową w Cagliari i ze stacji w Oristano na kwaterę) najwolniej jak się dało i z duszą na ramieniu. Rama się jeszcze trzyma...
  • DST 8.29km
  • Czas 00:42
  • VAVG 11.84km/h
  • VMAX 30.18km/h
  • Temperatura 32.0°C
  • Podjazdy 72m
  • Sprzęt Surly
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 4 czerwca 2019 Kategoria Surly-arch, Wyprawa

Amico di bico, dz. 28, no i skończyło się Surly'owanie...

Po wczorajszych "atrakcjach" dziś było jeszcze ciekawiej! Słuchajcie, słuchajcie! :)

Rano siedziałem jak trusia, nie chciałem mieć już nic do czynienia z gospodarzami, ale do kibla musiałem wyjść, a w kuchni czyhał mąż i mnie zagadywał. Ale przyjaźnie, więc luz.
Jak tylko zacząłem wynosić spakowane rzeczy, to żeński russkij czieławiek wpadł do mojego pokoju i zaczął fotografować ścianę. Na której NAPRAWDĘ nie było żadnego spowodowanego przeze mnie zabrudzenia. Też sfotografowałem. Mąż raz jeszcze przypomniał, że umówiliśmy się nie pisać sobie nawzajem opinii na AirBnB. Widać naprawdę się boi o źródło dochodów. Aż się zastanawiam, czy jednak nie napisać, bo to co odpierdalał żeńskij russkij czieławiek jest nie do przyjęcia i wypadałoby ostrzec innych podróżników... No, ale umowa to umowa, sam nie wiem...

W każdym razie wyszedłem roztrzęsiony. Na tyle, że nie zainteresowałem się (choć usłyszałem), tym co mi też tak "cyka" lub może trzeszczy w rowerze, jak go ruszam (nie tyle podczas jazdy, ile podczas wstawiania pionowo do windy, etc). No, ale nie zainteresowałem się. Pojechałem. Na drugą kwaterę nie było daleko, raptem 2,5 km. A tu inna kultura: uśmiechnięty gospodarz Włoch, miła atmosfera, jednak jest kuchnia, można korzystać, chwilę pogadaliśmy i w ogóle super. Od razu mi się trochę humor poprawił.
Przepak do małej sakwy i ok 10:30 ruszam na biga Serpeddi. Pierwsze 15 km przez bardzo nieprzyjemne miasto. Duży ruch, mnóstwo czerwonych świateł i straszne nawierzchnie. Aż tyłek i ręce bolą! A przecież potem ma być tylko gorzej, bo będzie szuter...

I faktycznie, jak wreszcie wyjechałem z miejskiego ruchu, to skończył się też asfalt. A tu szuter... nie nadaje się do jazdy. Kamory wielkości połowy głowy, a nie szuter! Po raptem 200 metrach się poddałem, nie do zrobienia bez pancernych opon i fulla. Na szczęście miałem plan B, czyli trasę, która miałem zjeżdżać. Niby nielegalna (nie ma jej na stronie bigów), ale przecież też prowadzi na szczyt i też szutrem. Jeśli przejezdna, to wjadę nią i cześć, są w końcu kurwa granice poświęcenia. Zwłaszcza w tak miło rozpoczętym dniu...

No to jadę z powrotem, trochę czech po asfalcie i jest szuter. Lepszy. Też ciężki, nawet bardzo, ale przejezdny. To jadę. Strasznie ciężko idzie, bo i upał się już zrobił solidny. Ale słucham sobie niezłej książki i jadę, powoli do góry. Momentami nachylenie dochodzi do 18%, ale na szczęście w kilku takich miejscach wylali beton, bo wątpię, żebym na moich oponach (Schwalbe Marathon Supreme - polecam! tylko nie na ciężki teren :P) podjechał szuter o takim nachyleniu. A szuter nie z tych dobrych bynajmniej (jak np w Szwecji), tylko mniej więcej taki.



Wreszcie, po chyba 2,5 godzinach walki podjechałem. Jest big! Ostatni na Sardynii, ostatni we Włoszech poza Alpami. Hurra!!



No to teraz zjazd tą samą wspaniałą drogą. Przestałem słuchać książki, bo na takim zjeździe, to raczej trzeba się skupić na tym, co przed przednim kołem niż na fabule i jadę. Bardzo ostrożnie, a i tak momentami mną nieźle zarzuca. Ale jadę. I słyszę cykanie. I trzeszczenie. W końcu postanowiłem popatrzeć, co też tak ładnie cyka. A to... rama. Rama Surly Long Haul Trucker o przebiegu 80.430 km, z czego ok połowa po tym jak w 2014 roku na lotnisku w Neapolu obsługa bagażowa zrzuciła mi (opakowany) rower z luku samolotu na wózek bagażowy, na którym leżał już rower Daniela. Tak na oko 1,5 metra swobodnego lotu i spotkanie dwóch rowerów bokami opakowanymi w folię bąbelkową. Miałem po tym połamany błotnik, rockring i wgniecioną ramę (wgniecenie zauważyłem dopiero po powrocie ponad 2 tygodnie później, więc nie było szans na roszczenie z OC przeciw firmie obsługującej bagaż na lotniku). Ale generalnie wszystko grało. Do dziś. Bo od dziś (pewnie tak naprawdę od wczoraj, skoro już rano cykało) rama wygląda tak


Na zdjęciach jest widoczny cały obwód dolnej rury ramy (ok 20 cm poniżej spawu główki). Jak widać, tylko na jednym z sześciu zdjęć nie ma pęknięcia. Tak na oko ok 2/3 obwodu jest rozwalone. No to już wiadomo, co cykało - to ja SIĘ cykałem!! Od tego momentu więcej sprowadzałem niż zjeżdżałem, bo stwierdziłem, że skoro jeszcze JAKOŚ ta rama się trzyma, to wolę sprowadzić 8 km po szutrze, a potem przejechać ostatnie 20 po asfalcie niż szukać alternatywnego transportu na kwaterę w Cagliari (o ile wyszedłbym cało z upadku podczas zjazdu po szutrze nachylonym 10-15% z opcjonalną przepaścią tuż obok). Udało się - wytrzymała. Siedzę na kwaterze i zastanawiam się, jak się stąd wydostać, żeby nie musieć już jechać rowerem. Bo rama wygląda, jakby się w każdej chwili miała rozlecieć, a do lotniska, z którego mam odlot w sobotę, zostało mi ok 200 km i 3000 metrów zjazdów (z taka ramą raczej zjazdy są większym problemem niż podjazdy :P). Życzcie mi powodzenia w wymyśleniu CZEGOŚ :P

EDIT: już mam znalezione dość bezpieczne rozwiązanie problemu transportu bez konieczności jechania rowerem (istotnych  dystansów). Będzie dobrze :)

PS. Najwyraźniej znowu zapomniałem zapisać śladu w GPS :(
  • DST 73.19km
  • Teren 27.00km
  • Czas 05:41
  • VAVG 12.88km/h
  • VMAX 52.27km/h
  • Temperatura 35.0°C
  • Podjazdy 1575m
  • Sprzęt Surly
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 3 czerwca 2019 Kategoria Surly-arch, Wyprawa

Amico di bico, dz. 27, czyli tunelowanie antygrawitacyjne i ruskij żeńskij czieławiek

Rano zwijałem się dość leniwie, ale jednak udało się ruszyć o 9. Było już dość gorąco. Na szczęście dziś mało podjazdów, a dużo tuneli :)

Początek zwykłą krajówką, ale już przed Bari Sardo wpadam na krajówkę wyższej kategorii (SS125 var), z tych co to tunel - most - tunel - estakada - tunel. Na dodatek z małym ruchem i bez zakazu dla rowerów. Uwielbiam nimi jeździć! :D Na takich drogach jest szerokie pobocze, profil prawie płaski i dużo cienia (w tunelach). To cudo dowiozło mnie aż za Muraverę, gdzie niestety odbiłem na krajówkę zwykłą - bez pobocza i bez tuneli. A tu podjazd. Raptem na 400 metrów, ale jednak. Ależ mi się nie chciało. A tu jeszcze 35 stopni jak obszył! No, ale ruch znikomy i okolica piękna, bo trafiła się jazda niebrzydkim gorżem. Jakoś się doczłapałem na przełączkę, a stamtąd do Cagliari już głównie w dół. Tu mam zarezerwowane na dwie noce tanie AirBnB (21 EUR za noc), więc myślę sobie, ze to koniec atrakcji na dziś. Nie mogłem się bardziej mylić! :)

Pierwszym dziwnym znakiem było, że gospodarze nie zeszli po mnie na dół (mieszkają na 9 piętrze), tylko kazali samemu radzić sobie z windą, rowerem i bagażami. No, ale to przecież nic takiego, osobiście nawet wolę, jak nikt nie próbuje mi "pomagać" (aczkolwiek zawsze dotychczas ktoś mnie "odbierał"). Ale! Jak tylko wstawiłem rower do pokoju, to gospodyni (Rosjanka, która ma męża Włocha) zaczęła ów rower... obkładać gazetami, żeby nie pobrudził ściany.



Trochę to było dziwne, ale niech tam. Kuchni można używać, spytałem też z grzeczności o pralkę (w ogłoszeniu jest, więc to formalność, ale lubię mieć pewność). Mąż powiedział, że oczywiście, ale po kilku minutach przyszedł i powiedział, że żona mu przypomniała, że dla mojego pokoju (najtańszego, są jeszcze dwa inne - zajęte) opłata za pranie wynosi 1 EUR. Trochę mnie to rozbawiło (raczej żenująca sprawa), ale przecież nie ma problemu, zapłacę. Pokój w miarę OK, chociaż dość gorąco, bo to najwyższe piętro, ale przecież będzie spoko, nie? Nie.

Jak wziąłem prysznic, to okazało się, że ręcznik, który mi dali, po jednokrotnym użyciu śmierdzi. Ewidentnie został źle uprany lub źle wysuszony (nie pierwszy raz na tej wyprawie okazuje się, ze nie umieją tu prać ręczników). Jako że mam zostać dwie noce, a mój prywatny ręcznik nadaje się do prania, poprosiłem o nowy. Mąż powąchał ręcznik i powiedział, że oczywiście, a żeńskij russkij czieławiek się bardzo obruszył, że przecież ona dobrze uprała ręcznik. No, ale dali mi nowy i coś tam przy okazji między sobą się poprztykali.

Po jakimś czasie przychodzi do mnie przez system AirBnB wiadomość po rosyjsku (!!), że to nie jest hotel ani B&B i że nie mogę oczekiwać takiego standardu. Że jakoby jestem niegrzeczny i w tej sytuacji nie mogę jutro przechować roweru w domu, tylko muszę go zaprowadzić na jakiś płatny parking. I że pralka to z grzeczności, a ja jestem niegrzeczny. Noż kurwa! Odpisałem oczywiście po polsku, że wszystko mieliśmy ustalone przed moim przyjazdem, a ręcznik i pralka są w ogłoszeniu, więc nie będziemy nic zmieniać. Ale już zrobiło się z deczka nieprzyjemnie i zacząłem się na wszelki wypadek zamykać w pokoju na klucz :) Potem była kolejna wiadomość oraz nareszcie osobista rozmowa z jej strony, gdzie dowiedziałem się, że jakoby mój rower pobrudził im ścianę (nie pobrudził, jest tak oparty, że nawet bez jej gazet by nie pobrudził) i że jestem niegrzeczny i że rower ma teraz (godz 21:30) robić wypad z mieszkania. Że oni od gości oczekują grzeczności, a ja jestem niegrzeczny. No kurwa zaczynam być, to fakt! Powiedziałem, że rower zostaje, a jeśli chodzi o grzeczność, to nie mam sobie nic do zarzucenia. Zapytałem też, dlaczego nie dostałem pokwitowania za nocleg (wszyscy je tu wydają) i zagroziłem, że zadzwonię do Guardia di Finanza (tutejsza policja finansowa). Nie zrobiło to na niej wrażenia.

Potem dostałem jeszcze jedną wiadomość po rosyjsku, że jakoby rower ubrudził ścianę. Wkurwiłem się już niewąsko, odpisałem po angielsku (bo stwierdziłem, że gdyby sprawa otarła się o władze, to nie chciałbym, żeby musieli szukać tłumacza z jęz. polskiego podczas gdy ja będę czekał), że jutro rano się wyprowadzam, żądam zwrotu połowy kosztów (tzn. za jedną noc) i że jeśli się nie zgodzi, to zgłaszam nielegalny wynajem do Guardia di Finanza. Po jakimś czasie przyszedł mąż i zaczął mnie przepraszać za ruskiego żeńskiego czieławieka. Tłumaczył, że nie wie, co w nią wstąpiło i prosił, żebym został. Odmówiłem. Powiedziałem, że w tej atmosferze nie zostanę. I że mam już inną rezerwację na jutro (chwilę wcześniej zdążyłem ją zrobić - cena 25 EUR i mam nadzieję mniej stresu :P). Prosił wielokrotnie, ale byłem twardy. Pytał też, czy chcę paragon. Powiedziałem, że wspomniałem o tym tylko dlatego, że potrzebowałem argument. Nie chcę im zrobić „krzywdy”, ale zrobię w samoobronie, jeśli będę musiał. Chyba zrozumiał. Był uprzejmy i przepraszający.
Prosił też, żeby nie pisać opinii na portalu. Powiedziałem, że nie napiszę, jeśli zwrócą mi połowę kasy zgodnie z żądaniem , które wysłałem przez AirBnB. Jeśli jednak dostanę powiadomienie z AirBnB, że napisali jakąkolwiek opinię (bo nie widać treści, ale jest powiadomienie, że już napisali), to tak ich obsmaruję, ze nie wstaną.

Więc przy okazji: ostrzegam wszystkich przed AirBnB w Cagliari, które się nazywa "Stanza con vista" i jest oferowane przez "Nadezhda" (Nadieżda), (aktualny link). Laska jest mocno powalona i nikomu nie życzę takich numerów ze strony gospodarza. A za chwilę stąd znikam. O 9:30 mogę się już meldować na nowej chacie (bez pralki i kuchni, ale kurwa trudno, zjem na zimno, a upiorę w pralni samoobsługowej).

PS. Z wrażenia chyba zapomniałem zapisać śladu w GPS, bo nie mogę go znaleźć, przepadł :(
  • DST 128.54km
  • Teren 0.50km
  • Czas 06:08
  • VAVG 20.96km/h
  • VMAX 49.51km/h
  • Temperatura 34.0°C
  • Podjazdy 1183m
  • Sprzęt Surly
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 2 czerwca 2019 Kategoria Surly-arch, Wyprawa

Amico di bico, dz. 26, everestowy

Dziś na lekko, ale za to w upale. Podjazd wariantem wziętym ze strony bigów, który miał te wadę, że było w sumie 200 metrów zjazdu na podjeździe, ale te zalety, że był ładny widokowo i było na nim (rano) sporo cienia, więc w sumie jechało się całkiem okej.



Jest za to strasznie długi, więc mimo że zrobiłem rewelacyjną średnią prędkość na podjeździe (18 km/h!), to ciągnął się niemiłosiernie. Zjazd wariantem nieco krótszym, a przede wszystkim lepiej poprowadzonym (w sumie ok 50 metrów podjazdu na zjeździe), ale zdecydowanie mniej widokowym i w pełnej lampie, więc nawet na zjeździe udało mi się spocić :P Na tej trasie chyba dopiero wieczorem byłoby trochę cienia.



Rozważałem też wycieczkę do kanionu Gorropu (ponoć najgłębszy we Włoszech), ale wymagało to zjazdu o 700 metrów z drugiej strony biga (lub zejścia tyleż piechotą górską ścieżką), a potem oczywiście powrotu przez biga na kemping, a że chciałem dziś jednak choć troszkę odpocząć, więc po dłuższym namyśle odpuściłem. Obejrzałem film stamtąd, więc zaliczone :P Zresztą widziałem już na żywo podobne rzeczy, np. ten, w którym byliśmy z N. na Cyprze wydaje się nawet ciekawszy :)


Na bigu

Wieczorem wyskok do Arbatax na lokalny festyn historyczny połączony z degustacją lokalnych dań przygotowanych przez prywatne osoby i serwowanych za przystępne kwoty (cena 4-5 per danie plus kieliszek wina) - w sumie ponoć aż 55 gospodarstw domowych bierze udział w tym projekcie, więc naprawdę ciężko było wybrać JEDNO danie do zjedzenia. Generalnie wszystko było ciężkie i smażone na głębokim oleju, część to makarony (wystarczy mi makaronów), a część była na słodko (nie chciałem).


Torrone

Więc to, że mój ostateczny wybór nie brzmi zbyt atrakcyjnie (a zwłaszcza egzotycznie) to zasługa faktu, że w ogóle mało co tam wyglądało atrakcyjnie. Wybrałem dwa dania. Coś a la racuszki nadziewane krewetkami do tego czerwone wino (ono akurat niezłe, może dlatego, że BARDZO zimne :) oraz kotleciki z łososiem (bez popitki). W smaku dorównało wyglądowi, tzn. było nijakie. W 7 racuszkach miałem łącznie może 1,5 krewetki, a kotleciki z łososiem było TROCHĘ czuć JAKĄŚ rybą i to tyle.


Racuszki z krewetkami


Na górze kotleciki z łososiem

Generalnie porażka, żarcie przygotowane po taniości i naciąganie naiwnych, czyli m.in mnie. Szkoda.

Tortoli - Girasole - Lotzorai - Baunei - Genna SIlana (BIG) - Urzulei - Gola di Pramaera - Lotzorai - Girasole - Tortoli - Arbatax - Tortoli


Port w Arbatax
  • DST 100.81km
  • Teren 0.30km
  • Czas 04:45
  • VAVG 21.22km/h
  • VMAX 58.92km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Podjazdy 1384m
  • Sprzęt Surly
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 1 czerwca 2019 Kategoria Surly-arch, Wyprawa

Amico di bico, dz. 25

Mamoiada - Fonni - Sporting Club di Monte Spada (BIG, nie spada ;) - Fonni - Arcu Correboi (BIG) - Tortoli.



Dzień dość łatwy, widoki piękne, pogoda też, zjarałem się ;)
Żeby jeszcze tak mi się chciało jechać, jak mi się nie chciało :P


widoczek z drugiego biga


podczas zjazdu, a w tle...


Nie wiem jeszcze co to za szczyt, ale się dowiem! :)


Nocleg na kempingu Ses Flores w Arbatax. Tym razem wyjątkowo nad samym morzem ;)
  • DST 98.24km
  • Teren 1.00km
  • Czas 05:00
  • VAVG 19.65km/h
  • VMAX 57.03km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Podjazdy 1483m
  • Sprzęt Surly
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 31 maja 2019 Kategoria Surly-arch, Wyprawa

Amico di bico, dz. 24, (na) Mamo jadę!

Oschiri - Ozieri (łagodne falowanie przyjemną, puściutką krajówką, z wiatrem!) - Passo Punta Massienera (BIG, podjazd łagodny, długi i kompletnie pusty :) - Anela - stąd straszliwie męczące czechy, zwłaszcza, że i wiatr zaczął trochę przeszkadzać - okolice Orotelli - Orani (o, rany jaki tu stromy podjazd! ;) - Mamoiada. Końcówka znów fajną krajówką, przez dwa wysoko rzucone mosty i tunel - o dziwo bez zakazu. Tak, to ja mogę jeździć - mimo że było pod górę :)



Dziś wreszcie piękny dzień. Czasem jakaś chmurka weszła, ale generalnie jadąc w bezrękawniku czułem się akurat. Wieczorem stwierdziłem, że moja skóra jest nieco odmiennego (czerwonego) zdania ;) Ale nie zjarałem się jakoś bardzo. Ot, trochę. Najwyższy czas! :)

A na kolację pasta fresca z pesto paprykowo-orzechowym, cebulą oraz sardynkami - w końcu jestem na Sardynii! :)

PS. Ładny rekord miesięczny mi wyszedł, w maju 32 629 m podjazdów. Nie tylko jest to rekordowy maj w historii, jest to też drugi najlepszy miesiąc w historii - więcej podjazdów miałem tylko w lipcu 2009 :) (ale tez trzeba przyznać, że więcej o... ponad 10 000... ;)
A Surly'emu dziś stuknęło 80 Mm! O! :o
  • DST 105.65km
  • Czas 06:04
  • VAVG 17.41km/h
  • VMAX 60.37km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 2148m
  • Sprzęt Surly
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 30 maja 2019 Kategoria Surly-arch, Wyprawa

Amico di bico, dz. 23, Sardynia raz!

Dziś dobry dzień, wreszcie wszystko poszło z grubsza tak, jak miało pójść :)
Pogoda OK (większość dnia słonecznie, tylko wczesnym popołudniem mocno się chmurzyło, ale bez konsekwencji), wiatr lekki i raczej korzystny, drogi w porządku, a niektóre nawet bardzo fajne (np. uroczo wijące się prawie puste krajówki przed Tempio Pausania i przed jeziorem). Więcej takich dni! :)

Rena Majore - Campovaglio - Luogosanto - Tempio Pausania (tu się jedna rzecz nie udała, bo w Lidlu akurat nie mieli kawy mrożonej - pierwszy Lidl, w którym jej nie było, a wcześniej nie kupiłem ani razu, bo bardziej się chciało pić coś gorącego a nie mrożonego :P) - Balestrieri (BIG) - Lago del Coghinas - Oschiri



Nocleg tez fajny - kwaterka z booking za 30 EUR - alternatywą było spanie na dziko nad widowiskowym jeziorem kilka km wcześniej (takim jak poniżej*), ale zadecydował fakt, że tu jest pralka, a ja miałem już właściwie wszystkie ciuchy brudne :P


* żartuję niestety - to mój dzisiejszy wygaszacz z Windowsa :P
  • DST 98.24km
  • Czas 05:37
  • VAVG 17.49km/h
  • VMAX 54.22km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 2323m
  • Sprzęt Surly
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 29 maja 2019 Kategoria Surly-arch, Wyprawa

Amico di bico, dz. 22, www.porażka.fr

Dziś się zerwałem wyjątkowo wcześnie, żeby zdążyć na prom na 8:30. No i zdążyłem, na terminalu było o 8. Ja byłem. Promu nie było... Po ok pół godzinie czekania wraz z innymi zdezorientowanymi pasażerami, dowiedziałem się, że od wczoraj po południu wszystkie promy są odwołane z powodu silnego wiatru. Może o 10:30 prom wypłynie. A może nie. Oszczędzę długich (oj długich!) szczegółów oczekiwania, dość powiedzieć, że próba "łodziostopu" nie wypaliła, bo nikt nie chciał mnie zabrać, a przeprawa w inny sposób okazała się nie do przełknięcia - łodzią wycieczkowa cena wyniosłaby 450 EUR. Cóż było robić. Czekam...

Wreszcie, po kilkunastu wizytach na terminalu (w międzyczasie snułem się po miasteczku, jadłem, dumałem co robić, klikałem w komórkę, etc) o godz 14:30 okazało się, że godzinę prom wypłynie. Alleluja! A przecież nadal wieje tak samo mocno, więc czemu nie mógł wypłynąć wcześniej, a teraz może? Może francuski łącznik dopiero teraz dotarł...

No i faktycznie wypłynął. Załadowany autami po dach, a mnóstwo osób się nie załapało, bo w międzyczasie nagromadziło się samochodów i motocykli do imentu. Ciekawe, ile jeszcze będą koczować. No, ale na szczęście pieszych (i rowerzystów) zabierali bez ograniczeń. No więc przeprawiłem się. Dotarłem do Santa Teresa o 16:45. Cóż tu robić z tak miło rozpoczętym dniem? Najbliższy kemping za 5 km, kolejny jakikolwiek nocleg - za 50 km i za siedmioma górami (lasów tu zasadniczo nie ma ;) Odpowiedź była prosta. Pierwszy z moich dni zapasu zostaje wykorzystany. Zostaję tu na noc i od jutra jadę zgodnie z planem, mając już zaledwie 1 dzień zapasu. W sumie powinno wystarczyć, bywało, że i bez zapasu się jeździło...

A tak po cichutku to się cieszę z tej przygody, bo przy tym wietrze, który był, to bym na rowerze użył jak pies od tysiąca dni ;) A od jutra ponoć ma być nie dość ze słaby, to jeszcze sprzyjający!. Uwierzę, jak go poczuję na plecach, ale miejmy nadzieję :)


  • DST 17.66km
  • Teren 1.00km
  • Czas 01:25
  • VAVG 12.47km/h
  • VMAX 34.51km/h
  • Temperatura 19.0°C
  • Podjazdy 120m
  • Sprzęt Surly
  • Aktywność Jazda na rowerze

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl