Informacje

  • Wszystkie kilometry: 242495.63 km
  • Km w terenie: 5867.19 km (2.42%)
  • Czas na rowerze: 486d 15h 25m
  • Prędkość średnia: 20.76 km/h
  • Więcej informacji.
baton rowerowy bikestats.pl
Jak to drzewiej bywało: button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Zaprzyjaźnione blogi i strony

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy aard.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Piątek, 11 września 2026 Kategoria !Flinta, .Favero, Wyprawa

Roam2Rome&Beyond, dz. 17

Jakoś lenia miałem rano i mimo że spod dachu, to start dopiero o 9:20. Wyszukałem sobie trasę, żeby na pewno nie było pod górę przez miasto i heja. Jeszcze piekarnia i zjeżdżam do głównej. Po kilku kilometrach jest. A tu zonk. Zakaz rowerów! A to jedyna droga :-/ Trudno, jadę. Szybko. Ale nie dość szybko. Po kilku kilometrach widzę pod kawiarnią auto carabinierów. Mijam, jadę, ale już czuję, że nie jest dopsz. Po chwili mnie doganiają i trąbią. Zjeżdżam. Gadamy.

Są bardzo mili, ale stanowczy. Nie mogę tu być, bo jest niebezpiecznie. Nie i już. To jak mam jechać do Castelmezzano? Nie ma innej drogi. Hmm, no nie ma. Dobra, to cię odeskortujemy do zjazdu, skąd już jest alternatywa. Do Trivigno. I faktycznie jechali za mną ponad 10 km, aż miałem dokąd zjechać! I nawet mandatu nie wlepili, tylko pomachali na pożegnanie! :-D 

Dalej już boczną. Najpierw wzdłuż głównej (tylko czesko), a potem już rzeźnicki podjazd. Poza jednym wyplaszczeniem ciągłe 12-13%! I tak prawie 600m pod górę. Sztos! 

Ale powiedzmy, że było warto, bo Castelmezzano położne niesamowicie! Dolomiti di Lucania w pełnej krasie! 



Postój, spacer, fotki, cola (tym razem już nie zero) i zjazd. A tu zonk, bo droga zamknięta. Powrót tą samą? Wykluczony. Po pierwsze sporo już zjechałem, w tym ze 25% po bruku. Po wtore, dalej znów nie ma alternatywy i musiałbym więcej jechać główną na zakazie. Trudno, zjeżdżam. 

Droga uszkodzona, ale przejezdna. Przypomina mi się wymarła dolina Roghudi w Calabrii. Jadę. Osuwisko, błoto, potrzaskany asfalt. Jadę. Kluczowe pytanie: czy któryś most nie jest zerwany... Jeszcze kilka kilometrów i docieram do większej drogi w dół. Uff, przebiłem się! 

Teraz lancz, zakładam lampki (tunele!) i w pedał na zakazaną krajówkę. Postanawiam przelecieć jak najszybciej, więc na odcinku 18 km robię średnią 36,5. Ale jest lekko w dół i z grubsza z wiatrem, więc to nie takie znów osiągnięcie. 

Na zjeździe staję w barze na colę, bo jest już 37 stopni. Teraz 150m podjazdu, a potem czechy. To jadę. Spoko jest, bo się chmurzy. Mocno chmurzy. Na szczycie zaczyna kropić. Na zjeździe zaczyna lać. Po chwili jest i burza. Ale wiatr nadal z grubsza w plecy, a temperatura spadła do 22, więc jedzie się FANTASTYCZNIE! :-D 

Przelatuję w deszczu ok 20 km, po czym staję na przystanku i oceniam sytuację. Miałem spać w Laterza, ale booking, który wyszukałem, znikł. Dzik jest możliwy, ale straszne odludzie i nie widzę, skąd miałbym wziąć wodę. Znajduję inny booking, trochę wcześniej, ale się nada. I cena swietna, 38! Rezerwuję i jadę. Zostalo ok 25 km. 





Po drodze nadal wielkie puste przestrzenie. Pagórkowato i niby rolniczo, ale ludzi zero. I wody też. Mijam wprawdzie spore jezioro, ale nie ma dostępu, a woda raczej nie jest pitna. Więc chyba dobrze, że wziąłem kwaterę. Po drodze znów kropi, więc fajnie się jedzie. Zaledwie 27 stopni, przyjemnie :-) 

Na koniec jest agriturismo. W środku niczego i... w obronnym dworze z XVI wieku! Czad! :-D 
W pokoju wprawdzie gorąco, ale za takie wnętrza i zewnętrza chyba warto się przemęczyć ;-) 









Wreszcie fajny dzień! :-) 
  • DST 119.81km
  • Teren 1.00km
  • Czas 05:07
  • VAVG 23.42km/h
  • VMAX 56.40km/h
  • Temperatura 29.0°C
  • HRmax 141
  • HRavg 108
  • Kalorie 2339kcal
  • Podjazdy 1184m
  • Sprzęt Flinta
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 10 września 2026 Kategoria !Flinta, .Favero, Wyprawa

Roam2Rome&Beyond, dz. 16

Ciężki dzień, zwłaszcza mentalnie mnie dojechał.

Ruszam przed 9, bo dziś dlugi dzień i patrzę, a czujnik tętna nie działa. Bateria padła. Spoko, mam przy sobie, wymienię. No tak, ale... nie mam malutkiego torxa potrzebnego do odkręcenia klapki baterii. Fuck. Nożem nie pójdzie, już próbowałem kiedyś. No to spróbuję po drodze pożyczyć, tak? Na szczęście jest miasteczko Battipaglia, a w nim cztery ferramenty (sklepy żelazne). Robię marszrutę i jadę. 

Niełatwo trafić. W pierwszej ferramencie szukają i szukają, w końcu się poddają. W drugiej starszy pan twierdzi, że to krzyżowa śruba i próbuje odkręcać krzyżowym śrubokrętem! Niemal mu wyrywam, zanim zniszczy śrubę. 

W trzeciej w ogóle nie mają narzędzi, tylko farby. W czwartej wreszcie kompetentny sprzedawca, który wie, co to jest torx i wie, że ma małe rozmiary. Pytanie tylko czy wystarczająco małe. Przynosi kilka i próbujemy. Drugi pasuje! Jest! Bateria wymieniona, czujnik działa. Dzięki tysiąc! :-) 

No to godzina w plecy. Teraz Lidl w Eboli, bo jeszcze dziś nic nie jadłem (nic nie mam). Zakupy plus jedzenie i kolejna godzina. Niby przejechałem już 20km, ale czuję się, jakbym dopiero ruszał w trasę. A jest godzina 11. I upał. I dotychczas było płasko, a teraz zaczynają się góry :-D 

No to jadę. Pierwszy podjazd ze 400 metrów, nachylenia dla ludzi. Spoko. Na górze sklepik, gdzie kupuję zimną colę, ale przez pomyłkę zero. Bleh! Piję, ale zero to jest głównie przyjemności z tego. Nie ma natomiast wody z kranu. Mam jeszcze trochę i sporo soku, więc to ignoruję. Błąd, jak się potem okaże. 

Potem zjazd tyle samo, co było podjazdu i od początku, tylko teraz czesko zboczem doliny z ładnymi widokami na autostradę.



Jadę i jadę. Gorąco jak w piekle i odludzie. I nigdzie nie ma wody. Zaczynam pić nierozcieńczony sok, a wody nadal nie ma. Oj, trzeba było w sklepie poprosić z kranu! Jadę. I jadę. Wreszcie jest miasteczko, a nim fontanna. Napotkana pani twierdzi, że woda jest pitna. Więc piję. I piję. A potem włażę do fontanny po uda. I piję. I piję. Uff, będę żył... 



Dalej jest dla odmiany pod górę. I daleko jeszcze. Stwierdzam, że dzik za Potenzą, który planowałem, to kiepski pomysł, bo chciałbym zobaczyć miasto, a jeśli mam wyjechać za nie z 10 km, to nie będzie czasu. Biorę więc booking w Albergo Miramonti. To w centrum. 150m wyżej niż moja trasa. Wiem, że będę tego żałował, ale biorę :-P 

Wreszcie jest przełęcz, a z niej czeski zjazd do Potenzy. Ze 20 kilometrów! Ale jadę. Wreszcie dojeżdżam. W mieście korek pod górę, więc się intensywnie inhaluję spalinami. Mniam! Potem jeszcze Eurospin i już mogę jechać do centrum. No to jadę. 

Że co, kurwa?! Że tędy? Na dzień dobry 15%! Potem już łagodniej, ale cały czas pod górę. Mapy Google prowadzą schodami. Wow! I pod górę. I pod górę. Wreszcie jest główna ulica na samym szczycie, a potem leciutki zjazd i znak na mój hotel... schodami w dół. Kurwa. Objeżdżam, ale to nie hop siup. Najpierw zjazd 15%, a potem podjazd 18%, kurwa! Uch! 



Ale wreszcie jest Albergo Miramonti. Wreszcie! Jeszcze tylko wnieść rower po długich schodach na parter (!!) i jestem. Hurra! 

Oficjalnie stwierdzam, że Potenza to najbardziej górzyste miasto, w którym byłem. Nawet te, które są na bigach nie są aż takie. Nawet Perugia! Szacun. 

Pokój fajny, z lodówką i balkonem. Wywalczam też czajnik. Jest dopsz. Jeszcze idę coś zjeść na miasto (lokalne danie: makaron w oliwie, z caciocavallo, suszoną papryką i bułką tartą, bez szału) i krótki spacer po centrum. Też bez szału. Ogólnie dzień bez szału mi wyszedł :-P 





  • DST 113.43km
  • Czas 06:21
  • VAVG 17.86km/h
  • VMAX 67.30km/h
  • Temperatura 34.0°C
  • HRmax 136
  • HRavg 112
  • Kalorie 3134kcal
  • Podjazdy 2185m
  • Sprzęt Flinta
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 9 września 2026 Kategoria !Flinta, .Favero, Wyprawa

Roam2Rome&Beyond, dz. 15

Start tuż przed 9, jakoś się udało. Po 6 km zakup bułek, serka i soku w Deco i tak oto mam (wraz z mortadelą, którą trzeba dojeść) wałówę na caly dzień.

Dotychczas były fajne boczne drożki, ale teraz zaczynam objazd półwyspu Sorrento, więc jest jedna droga i kosmiczny ruch. W zasadzie ciągły korek. Przedzieranie się (wraz ze skuterami) jest masakrą, ale jakoś jadę. Castellamare di Stabia, Vico Equense, Sorrento.



Potem skręcam w boczną drogę i robi się spokojniej. Natomiast cały czas solidne czechy. Ale idzie w sumie nieźle. 

Za Sorrento zjadam pierwszą bułkę. Potem nieco wiekszy podjazd (na około 500, oczywiście czeski) i niezłe zadupia, ale z widokami na Capri :-) 



Zjazd z powrotem do głównej i dalej czechy. Gdzieś tu druga bulka. Widoki na wybrzeże amalfitańskie wspaniałe, ale nie robią na mnie aż takiego wrażenia, jak 12 lat temu. Widać za dużo już widziałem od tego czasu ;-) 





Positano piękne i nawet nie aż tak strasznie zatłoczone, za to następne Amalfi po prostu zawalone ludźmi, samochodami i autobusami. Policja reguluje ruch.



W Minori trzecia bułka. Potem ostatnie dwie czechy i zjazd do Salerno. Mimo gpsa trochę błądzę, bo ślad prowadzi pod prąd. Ale alternatywą jest wjazd na autostradę, więc rad nierad zjeżdżam ok 500m pod prąd. Na szczęście jest dość szeroko i nie pojawia się żaden autobus. Uff. 

Samo Salerno zaskakująco spokojne, z przyjemną promenadą, przy której wszakże zero sklepów, a nawet lodziarni! Wpadam więc na lody do McD (zaskakująco dobre!), ale picie muszę kupić gdzieś indziej, bo 3,30 za pół litra coli to jest jakiś żart! 

Stąd już 15 km na kemping, płasko wzdłuż morza. I nadal zero sklepów. Spod jedynego minimarketu odjeżdżam zniesmaczony, bo sklepikarzowi nie podoba się, gdzie oparłem rower (a w niczym nie przeszkadzał!). Skoro tak traktuje klienta, to nie zobaczy moich pieniędzy. 

Po kilku kilometrach jest kemping, ale nie podoba mi się. Zero knajpy (a ja na dziś nie mam kolacji) ich "minimarket" świeci pustkami i nigdzie nie widać krzeseł. Kilka kilometrów dalej jest drugi, więc rezygnuję. Tylko że Baia dei Delfini działa jako bar przy plaży, ale kemping nieczynny! Za mały ruch turystyczny, mówi pani. No ładnie... 

Na szczęście za chwilę jest kolejny Il Cigno. Tu już nie grymaszę i biorę co jest. W sumie nieźle: stoly, krzesła, prąd... Cienia niewiele, ale już prawie zachód słońca, więc luz. Ale baru też nie ma. Pytam, gdzie można coś zjeść. Ponoć niedaleko przy rondzie jest bar. Jadę tam, bo choć w bar już nie wierzę, ale na mapie widzę w tamtym kierunku market A. L. D. I. (sic!). Ronda ani baru ni ma, ale market jest. Asortyment marny, ale znajduję na kolację pierożki z ricotta i szpinakiem, bakłażan w oliwie i parówki. Dam radę. Jest też zimne piciu, nareszcie! 



Powrót na kemping, oboz, mycie, pranie (w pralce!) i kolacja. Uch, to był męczący dzień... 
  • DST 123.51km
  • Czas 06:18
  • VAVG 19.60km/h
  • VMAX 49.50km/h
  • Temperatura 34.0°C
  • HRmax 144
  • HRavg 105
  • Kalorie 2650kcal
  • Podjazdy 1536m
  • Sprzęt Flinta
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 9 września 2026 Kategoria !Flinta, Wyprawa, .Favero

Roam2Rome&Beyond, dz. 14, Pompeje

Wydostanie się z Neapolu (walka, albo może gra komputerowa, gdzie system rzuca ci coraz to nowe wyzwania, ale masz tylko jedno życie).

Objazd Wezuwiusza od wschodu (spokojniej niż wzdłuż morza, ale i tak wielki ruch plus wszechobecne bazaltowe bloki, więc jazda polegała na wyszukiwaniu bocznych dróg, gdzie BYĆ MOŻE będzie kiepski, ale jednak asfalt). 

Wczesny obóz na kempingu Spartacus (ok 13), a reszta dnia to zwiedzanie piechotą Pompejów. ABSOLUTNY ODLOT, REWELACJA, MASAKRA I SZTOS!! Coś niewiarygodnego!!! Kompletnie urwało mi dupę. Kosmos! Zdjęcia kiedyś. 
  • DST 39.58km
  • Czas 01:59
  • VAVG 19.96km/h
  • VMAX 46.50km/h
  • Temperatura 34.0°C
  • HRmax 143
  • HRavg 102
  • Kalorie 753kcal
  • Podjazdy 351m
  • Sprzęt Flinta
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 6 września 2026 Kategoria Wyprawa, .Favero, !Flinta

Roam2Rome&Beyond, dz. 13, czyli zobaczyć Neapol i przeżyć ;-)

Noc na dziko upłynęła spokojnie, mimo kręcących się późnym wieczorem rybakow, którzy coś łowili siatką na motyle 🤣



Rano duża rosa i wszystko upaćkane w słonym piachu, bo to, na czym się rozbiłem, to nie była trawa, tylko jakby rzadkie skrzypy (?). No i przed 7 już lampa. Zwinąłem się bez jedzenia i o 8 ruszyłem. 

Po 2 km postój w kawiarni na toaletę, założenie soczewek i kawę z cornetto crema limone. Pyszne! Spieszyć się nie musiałem, bo bilet do Piscina Mirabilis miałem na 10:30, to raptem 5 km. Czas wykorzystałem na zastanowienie się, czy chcę dokładniej zwiedzić Neapol. Doszedłem do wniosku, że trzeba dać mu szansę, a że znalazłem fajny booking (mieszkanko w samym centrum po 47!), to wziąłem dwie noce. Jakoś o 9:30 stamtąd ruszyłem. 

Do Pisciny dotarłem krótko przed 10. Akurat otwierali i zgodzili się mnie wpuścić z wcześniejszą turą. Na którą składały się oprócz mnie... dwie osoby :-) Piscina niesamowita! 12000 m3 wody się tam mieściło, zbudowana 2000 lat temu! :o







Po zwiedzaniu byłem już głodny, więc najpierw trochę szukałem piekarni, a potem przejechałem z 10 km w stronę Neapolu szukając ławki w cieniu w celu śniadaniowym. Wreszcie się znalazła, i to z widokiem! 



Potem już koszmar (KOSZMAR!) jazdy przez aglomerację. Kostka, bazaltowe bloki albo asfalt tak strasznie zniszczony, że jechać szybciej niz 16 kmh się po prostu nie dawało! Do tego chaotyczny ruch i straszny hałas. Ryk silników, trąbienie, krzyki... Mimo że miałem tylko 20 km na kwaterę, to jeszcze po drodze musiałem zrobić postój! 

Kwatera w ścisłym centrum. Fajnie, ale trzeba się tam przedrzeć przez tłum. I trafić też ciężko. Ale okazała się super, więc uznajmy, że warto było :-) 



Dotarłem jakoś po godz. 13 (jeszcze były małe zakupy w Todisie), po czym musiałem się umyć z piachu i soli i odpocząć. Na miasto wyszedłem o 16, ale już piechotą. Długi spacer po całym szerokim centrum zajął mi kilka godzin, ale odwiedziłem wszystkie miejsca, które chciałem, oprócz tych biletowanych, które sobie zostawiam na jutro. Miasto mroczne, chotyczne, gorące i halasliwe. Robi wrażenie i piechotą da się ogarnąć, ale męczy bardzo. Wróciłem wykończony ;-) 




Dzielnica hiszpańska 


Galeria Umberto I 


Kościół San Francesco rżniety z bazyliki ŚP i z Pantheonu




Papież futbolu wiecznie żywy w Neapolu 




Wpadłem też do szynku ;-) 


Na cuoppo di mare

Jeszcze krótki wypad po pizzę na kolację (zdecydowanie wolę pizza romana!) i spać. 
  • DST 34.02km
  • Teren 1.00km
  • Czas 02:07
  • VAVG 16.07km/h
  • VMAX 43.50km/h
  • Temperatura 34.0°C
  • HRmax 126
  • HRavg 94
  • Kalorie 619kcal
  • Podjazdy 330m
  • Sprzęt Flinta
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 5 września 2026 Kategoria Wyprawa, .Favero, !Flinta

Roam2Rome&Beyond, dz. 12

Od świtu lampa, na kempingu daszek ze szmaty, ale cienia na piazzoli błyskawicznie ubywało. Jak startowałem tuż przed 9, to akurat już tylko rower się w nim mieścił ;-)

Na pierwszy ogień Sperlonga. Slynna z jaskini, w której dachu są jedne z najtrudniejszych dróg Europy. Niestety, nie udało mi się do niej dotrzeć. Zatrzymał mnie plot, musiałbym się sporo cofnąć. Ale i tak pięknie :-) 




Willa Tyberiusza

Na drugi ogień Gaeta. Spory port i historyczne centrum, ale ciężko o dobry kadr. Nieco rozczarowała. 





Potem długo drogami wzdłuż wybrzeża, z niezbyt silnym bocznym wiatrem i w ciężkim upale. Aż mnie stopy zaczęły palić, ale uratował mnie kranik ;-) 



Potem się zrobiło albańsko (chociaż bez pizdy nad głową, niestety). 



A potem były kilometry prywatnych plaż, gdzie się wynajmuje leżak za 5 eur, a morza nie widać zza kilometrów muru. 
No i wreszcie Pozzuoli. Momentami pięknie!





Wiedziałem już, że kemping, gdzie chciałem spać, jest zamknięty na stałe, więc się nie przejąłem. Pojechałem do sklepu, a potem na hike wokół krateru wulkanu Monte Nuovo. Hike rozczarował, bo widoków tyle co nic. A liczyłem na fumarole, trzęsienia ziemi, fajerwerki. W końcu to środek Campi Flegrei... 



No i wreszcie 5 km na upatrzoną dzikową miejscówkę nad jeziorem. Okazała się dobra, ale obsadzona przez wędkarzy. Nic to! Umyłem się w jeziorze (okazało się słone) i pojechałem na pobliską ławkę. Akurat na kolację i wieczorne posiedzenie. Miejsce na namiot upatrzone, od godziny nikt się nie pojawił w pobliżu, więc niedługo się rozbijam :-) 


Sypialnia 


Salon z aneksem 


Jedyny minus to mocno slyszalna impreza z pobliskiej (chyba) plaży po drugiej stronie torów... 
  • DST 125.16km
  • Teren 3.00km
  • Czas 05:22
  • VAVG 23.32km/h
  • VMAX 49.10km/h
  • Temperatura 36.0°C
  • HRmax 146
  • HRavg 109
  • Kalorie 2515kcal
  • Podjazdy 638m
  • Sprzęt Flinta
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 4 września 2026 Kategoria Wyprawa, .Favero, !Flinta

Roam2Rome&Beyond, dz. 11

Start lekko po 9 i już chłodno nie jest. Sprawnie przebijam się Tuscolaną do Parco degli Acquedotti, a tam jak zwykle cuda panie!





Potem jest sporo lokalnych, ale ruchliwych dróg w okolicy Ciampino oraz kiepskie nawierzchnie. To akurat zresztą cały dzień. Zaczynam podjazd na Lago Albano i zaskakuje mnie, jak jest solidny. Ale wchodzi dobrze, więc luz. A na górze cudne widoki na jezioro i Castel Gandolfo. 



Potem mały skok w bok w miejsce, gdzie rzekomo wygląda, jakby przedmioty toczyły się po szosie pod górę, ale nic takiego nie zaobserwowałam. Normalna droga w dół. I drugi skok w bok do Nemi. Tu akurat ślicznie :-) 



Wreszcie długi zjazd przez Velletri i mocno rolnicze tereny do Cisterna di Latina, gdzie dłuższy postój pod Lidlem połączony z lanczem. Na lancz pączki z nadzieniem ze smaru msszynowego ;-) 



A potem już długo po płaskim. Bardzo długo. Najpierw via Appia, potem boczne drogi przez plantacje kiwi-mutsmtów w Ninfie,



potem zamknięte ogrody, które miałem oglądać i znów rolnicze tereny. Płasko, nudno, boczny wiatr i ciężko o wodę. 

Pod koniec dnia popełniam jeszcze błąd nawigacyjny i ładuje się w zamkniętą drogę. Po kilometrze okazuje się, że mostu brak, więc wracam jak niepyszny. 

Wreszcie jest Terracina, eurospin z zimną colą i składnikami na kolację. Oraz kawałek dalej mnóstwo kempingow, ale tylko Europa ma miejsca na namioty. Kemping spoko, świetne wifi i nawet krzesło pożyczyli :-) cena 25. Idzie żyć :-) 



Ps. Ktoś woe, co to jest? Huann? :-) 



  • DST 121.99km
  • Teren 3.00km
  • Czas 05:43
  • VAVG 21.34km/h
  • VMAX 56.40km/h
  • Temperatura 36.0°C
  • HRmax 137
  • HRavg 104
  • Kalorie 2356kcal
  • Podjazdy 1021m
  • Sprzęt Flinta
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 3 września 2026 Kategoria Wyprawa, .Favero, !Flinta

Roam2Rome&Beyond, dz. 10, restowy, po mieście Rzym

Laterano, Aventino, Campidoglio, Colosseo, Monti (piechotą 12 km), Spagna, Re di Roma, Catacombe Callisto, Giannicolo, Mausoleo Augusto, San Pietro, Sonnino, Tuscolana.

Długi, owocny, wspaniały i męczący rest. Zwłaszcza, że upał potworny. Dobrze, że na kwaterze mam klimę ;-) 

Ps. Będzie dużo zdjęć, jak będę miał czas i dobry net ;-) 
  • DST 44.16km
  • Teren 1.00km
  • Czas 02:32
  • VAVG 17.43km/h
  • Temperatura 36.0°C
  • HRmax 118
  • HRavg 89
  • Kalorie 712kcal
  • Podjazdy 348m
  • Sprzęt Flinta
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 2 września 2026 Kategoria Wyprawa, .Favero, !Flinta

Roam2Rome&Beyond, dz. 9, PielgRZYMka :-)

Rano Monterano. Pokręcona trasa, kiepska, betonowa droga i straszne czechy. Całe szczęście, że się tam wczoraj nie pchałem z bagażem. Chociaż spać byłoby gdzie. Ale trasa taka, że coś czuję, że bym zawrócił...
Ale miejsce ogólnie ciekawe. O takie.











Potem już prosto do Rzymu, mojego ukochanego miasta na świecie. Oraz przez Rzym, po Rzymie, wzdłuż, w poprzek i na wskroś! Wiecznie kocham to miasto! ❤️ 




















  • DST 92.15km
  • Teren 3.50km
  • Czas 04:44
  • VAVG 19.47km/h
  • VMAX 54.50km/h
  • Temperatura 37.0°C
  • HRmax 141
  • HRavg 107
  • Kalorie 1520kcal
  • Podjazdy 747m
  • Sprzęt Flinta
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 1 września 2026 Kategoria Wyprawa, .Favero, !Flinta

Roam2Rome&Beyond, dz. 8

Dziś zapowiadał się długi dzień, bo oprócz standardowej stówyplus po pagórach mialo sporo zwiedzania, i to z pierwszej ligi.

Start wyjątkowo wcześnie, bo o 8:20, ale jeszcze musiałem wdepnać po chleb i ricottę, więc finalnie ruszam krótko przed 9. Oczywiście na dzień dobry jest pod wiatr. 

Do Bagnoreggio kilkanaście kilometrów falowania. Na wjeździe do miasteczka zrzucam sakwy w krzakach koło area sosta camper i ruszam na lekko w dół do Civita. 

No, muszę przyznać, że obłęd. Dziękuję niniejszym Ewie G. za polecenie mi tego cudeńka lata temu! 





Najlepsze jest to, że nawet niezbyt dużo komerchy, za to widać, że normalnie mieszkają tu ludzie! A to czyjś taras :o



Po 3 km spacerze do i po osadzie, ruszam lekko pod górę z powrotem. Zgarniam sakwy oganiając się od chmary małych czerwonych żuczków, którym chyba bardzo przypadł do gustu laserkowożółty kolor mojej koszulki ;-) 

Dalej czesko w dół prawie do Vitorchiano. Uno dei borghi jest już wszelako na podjeździe. I znowu jest śliczne! 



Tam odpoczywam trochę na ławce, a trochę moczę stopy w fontannie, obserwując pijące pszczoły :-) 



Dalej już solidnie pod górę na Lago di Vico. Łącznie 600m podjazdu. W mojej marnej formie to sporo, a jeszcze są solidne nachylenia, 12-15% przeplatane płaskimi odcinkami, ale na tyle krótkimi, że człowiek nie zdąży odpocząć, a za chwilę znów piła. Raz doszło nawet do 17%. Do tego bardzo kiepska nawierzchnia. Sytuację ratowały niewielki ruch i fakt, że większość podjazdu była w lesie, ergo w cieniu. 

Na górze jestem o 14:10. Stąd długi czeski zjazd do Sutri. Lecę gracko, teraz już z wiatrem, ale czuję, że dziś nie jest mój dzień. Jakieś zmęczenie / kryzys się wkrada i naprawdę kiepsko mi się jedzie. 

W Sutri fantastyczne groty wydrążone w tufie przez Etrusków i Rzymian oraz rzymski amfiteatr, jedyny na świecie w całości wykuty w skale! Niestety, jest zamknięty. 





Dalej już lekko pod górę, oczywiście czesko, w stronę Monterano. Po drodze robię zakupy w Eurospinie w Orelio Romano. Eurospin jest tuż za torami i oczywiście tuż przed nosem zamyka mi się szlaban. Ech, a tu ani grama cienia i buraki stoją na silnikach. Ech... 

Po zakupach mam zgryz, czy zjeżdżać dziś do Monterano. Na wyjeździe będzie piła, a ja się czuję naprawdę marnie. Mogę co prawda dzikować na dole, nawet taki jest plan, ale co będzie, jak nie znajdę odpowiedniego miejsca? Wtedy będę musiał to jeszcze dziś podjechać, a naprawdę mi się nie uśmiecha... 

W końcu zwycięża lenistwo i biorę booking w Canale Monterano. Na zwiedzanie skoczę rano na lekko. To nawet ma sens. W końcu to Monterano, a nie Montewieczorem ;-) 



Kwatera nawet fajna, z klimą, balkonem do gotowania i lodówką. 55 eur trochę drogo, ale trudno. Kryzys nie wybiera ;-) 


  • DST 98.45km
  • Teren 1.50km
  • Czas 04:45
  • VAVG 20.73km/h
  • VMAX 60.60km/h
  • Temperatura 32.0°C
  • HRmax 135
  • HRavg 108
  • Kalorie 2227kcal
  • Podjazdy 1455m
  • Sprzęt Flinta
  • Aktywność Jazda na rowerze

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl