Wpisy archiwalne w miesiącu
Wrzesień, 2026
| Dystans całkowity: | 98.45 km (w terenie 1.50 km; 1.52%) |
| Czas w ruchu: | 04:45 |
| Średnia prędkość: | 20.73 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 60.60 km/h |
| Suma podjazdów: | 1455 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 135 (0 %) |
| Maks. tętno średnie: | 108 (0 %) |
| Suma kalorii: | 2227 kcal |
| Liczba aktywności: | 1 |
| Średnio na aktywność: | 98.45 km i 4h 45m |
| Więcej statystyk | |
Roam2Rome&Beyond, dz. 8
Dziś zapowiadał się długi dzień, bo oprócz standardowej stówyplus po pagórach mialo sporo zwiedzania, i to z pierwszej ligi.
Start wyjątkowo wcześnie, bo o 8:20, ale jeszcze musiałem wdepnać po chleb i ricottę, więc finalnie ruszam krótko przed 9. Oczywiście na dzień dobry jest pod wiatr.
Do Bagnoreggio kilkanaście kilometrów falowania. Na wjeździe do miasteczka zrzucam sakwy w krzakach koło area sosta camper i ruszam na lekko w dół do Civita.
No, muszę przyznać, że obłęd. Dziękuję niniejszym Ewie G. za polecenie mi tego cudeńka lata temu!


Najlepsze jest to, że nawet niezbyt dużo komerchy, za to widać, że normalnie mieszkają tu ludzie! A to czyjś taras :o

Po 3 km spacerze do i po osadzie, ruszam lekko pod górę z powrotem. Zgarniam sakwy oganiając się od chmary małych czerwonych żuczków, którym chyba bardzo przypadł do gustu laserkowożółty kolor mojej koszulki ;-)
Dalej czesko w dół prawie do Vitorchiano. Uno dei borghi jest już wszelako na podjeździe. I znowu jest śliczne!

Tam odpoczywam trochę na ławce, a trochę moczę stopy w fontannie, obserwując pijące pszczoły :-)

Dalej już solidnie pod górę na Lago di Vico. Łącznie 600m podjazdu. W mojej marnej formie to sporo, a jeszcze są solidne nachylenia, 12-15% przeplatane płaskimi odcinkami, ale na tyle krótkimi, że człowiek nie zdąży odpocząć, a za chwilę znów piła. Raz doszło nawet do 17%. Do tego bardzo kiepska nawierzchnia. Sytuację ratowały niewielki ruch i fakt, że większość podjazdu była w lesie, ergo w cieniu.
Na górze jestem o 14:10. Stąd długi czeski zjazd do Sutri. Lecę gracko, teraz już z wiatrem, ale czuję, że dziś nie jest mój dzień. Jakieś zmęczenie / kryzys się wkrada i naprawdę kiepsko mi się jedzie.
W Sutri fantastyczne groty wydrążone w tufie przez Etrusków i Rzymian oraz rzymski amfiteatr, jedyny na świecie w całości wykuty w skale! Niestety, jest zamknięty.


Dalej już lekko pod górę, oczywiście czesko, w stronę Monterano. Po drodze robię zakupy w Eurospinie w Orelio Romano. Eurospin jest tuż za torami i oczywiście tuż przed nosem zamyka mi się szlaban. Ech, a tu ani grama cienia i buraki stoją na silnikach. Ech...
Po zakupach mam zgryz, czy zjeżdżać dziś do Monterano. Na wyjeździe będzie piła, a ja się czuję naprawdę marnie. Mogę co prawda dzikować na dole, nawet taki jest plan, ale co będzie, jak nie znajdę odpowiedniego miejsca? Wtedy będę musiał to jeszcze dziś podjechać, a naprawdę mi się nie uśmiecha...
W końcu zwycięża lenistwo i biorę booking w Canale Monterano. Na zwiedzanie skoczę rano na lekko. To nawet ma sens. W końcu to Monterano, a nie Montewieczorem ;-)

Kwatera nawet fajna, z klimą, balkonem do gotowania i lodówką. 55 eur trochę drogo, ale trudno. Kryzys nie wybiera ;-)

Start wyjątkowo wcześnie, bo o 8:20, ale jeszcze musiałem wdepnać po chleb i ricottę, więc finalnie ruszam krótko przed 9. Oczywiście na dzień dobry jest pod wiatr.
Do Bagnoreggio kilkanaście kilometrów falowania. Na wjeździe do miasteczka zrzucam sakwy w krzakach koło area sosta camper i ruszam na lekko w dół do Civita.
No, muszę przyznać, że obłęd. Dziękuję niniejszym Ewie G. za polecenie mi tego cudeńka lata temu!


Najlepsze jest to, że nawet niezbyt dużo komerchy, za to widać, że normalnie mieszkają tu ludzie! A to czyjś taras :o

Po 3 km spacerze do i po osadzie, ruszam lekko pod górę z powrotem. Zgarniam sakwy oganiając się od chmary małych czerwonych żuczków, którym chyba bardzo przypadł do gustu laserkowożółty kolor mojej koszulki ;-)
Dalej czesko w dół prawie do Vitorchiano. Uno dei borghi jest już wszelako na podjeździe. I znowu jest śliczne!

Tam odpoczywam trochę na ławce, a trochę moczę stopy w fontannie, obserwując pijące pszczoły :-)

Dalej już solidnie pod górę na Lago di Vico. Łącznie 600m podjazdu. W mojej marnej formie to sporo, a jeszcze są solidne nachylenia, 12-15% przeplatane płaskimi odcinkami, ale na tyle krótkimi, że człowiek nie zdąży odpocząć, a za chwilę znów piła. Raz doszło nawet do 17%. Do tego bardzo kiepska nawierzchnia. Sytuację ratowały niewielki ruch i fakt, że większość podjazdu była w lesie, ergo w cieniu.
Na górze jestem o 14:10. Stąd długi czeski zjazd do Sutri. Lecę gracko, teraz już z wiatrem, ale czuję, że dziś nie jest mój dzień. Jakieś zmęczenie / kryzys się wkrada i naprawdę kiepsko mi się jedzie.
W Sutri fantastyczne groty wydrążone w tufie przez Etrusków i Rzymian oraz rzymski amfiteatr, jedyny na świecie w całości wykuty w skale! Niestety, jest zamknięty.


Dalej już lekko pod górę, oczywiście czesko, w stronę Monterano. Po drodze robię zakupy w Eurospinie w Orelio Romano. Eurospin jest tuż za torami i oczywiście tuż przed nosem zamyka mi się szlaban. Ech, a tu ani grama cienia i buraki stoją na silnikach. Ech...
Po zakupach mam zgryz, czy zjeżdżać dziś do Monterano. Na wyjeździe będzie piła, a ja się czuję naprawdę marnie. Mogę co prawda dzikować na dole, nawet taki jest plan, ale co będzie, jak nie znajdę odpowiedniego miejsca? Wtedy będę musiał to jeszcze dziś podjechać, a naprawdę mi się nie uśmiecha...
W końcu zwycięża lenistwo i biorę booking w Canale Monterano. Na zwiedzanie skoczę rano na lekko. To nawet ma sens. W końcu to Monterano, a nie Montewieczorem ;-)

Kwatera nawet fajna, z klimą, balkonem do gotowania i lodówką. 55 eur trochę drogo, ale trudno. Kryzys nie wybiera ;-)

- DST 98.45km
- Teren 1.50km
- Czas 04:45
- VAVG 20.73km/h
- VMAX 60.60km/h
- Temperatura 32.0°C
- HRmax 135
- HRavg 108
- Kalorie 2227kcal
- Podjazdy 1455m
- Sprzęt Flinta
- Aktywność Jazda na rowerze





















