Informacje

  • Wszystkie kilometry: 234947.97 km
  • Km w terenie: 5564.41 km (2.37%)
  • Czas na rowerze: 472d 04h 57m
  • Prędkość średnia: 20.73 km/h
  • Więcej informacji.
baton rowerowy bikestats.pl
Jak to drzewiej bywało: button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Zaprzyjaźnione blogi i strony

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy aard.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Wpisy archiwalne w kategorii

Wyprawa

Dystans całkowity:63796.44 km (w terenie 1125.52 km; 1.76%)
Czas w ruchu:3550:39
Średnia prędkość:17.97 km/h
Maksymalna prędkość:78.01 km/h
Suma podjazdów:900660 m
Maks. tętno maksymalne:154 (0 %)
Maks. tętno średnie:133 (0 %)
Suma kalorii:43238 kcal
Liczba aktywności:751
Średnio na aktywność:84.95 km i 4h 43m
Więcej statystyk
Wtorek, 10 października 2017 Kategoria Surly-arch, AdB, Wyprawa

Amici de Bici, dz. 66

W nocy bardzo mnie bolało gardło i rano marnie się czułem, więc gdyby nie fakt, że mieliśmy już nieodwoływalną (i rekordowo tanią - 10 EUR za noc!) rezerwację w Sarande oraz, że w Dhermi nie było praktycznie nic do jedzenia w sklepach ani w knajpach, to może wolałbym zostać w hotelu. No, ale w świetle wyżej wymienionych zależało mi, żeby dojechać i to mimo, że łamało mnie w kościach i prawdopodobnie miałem gorączkę :P
A jeszcze wyjątkowo wredna trasa była - profil jak ostrze piły - czechy, czechy, czechy... Na szczęście w jej drugiej połowie (i po dwóch ibupromach) poczułem się lepiej i jakoś się doczłapaliśmy do Sarandy. Mamy tu dwa noclegi (mieliśmy w planie jechać jutro na lekko na Syri i Kalter), więc może przez ten jeden dzień jakoś się wykuruję ;)

Z to widoki dziś piękne, szkoda, ze nie bardzo miałem siłę się zachwycać ;)




mały Wielki Kanion ;)



Dhermi - Hiimare - Borsh - Lukove - Sarande


  • DST 73.62km
  • Czas 05:00
  • VAVG 14.72km/h
  • VMAX 62.40km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Podjazdy 1660m
  • Sprzęt arch-Surly
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 9 października 2017 Kategoria Surly-arch, AdB, Wyprawa

Amici de Bici, dz. 65

Vlore - Qafa Llorgase (big) - Dhermi.

Od strony Vlore widoki ładne, od strony Dhermi - fantastyczne! :) Z przełęczy, oprócz morza i gór, było widać Korfu, inne greckie wyspy oraz... Apulię! Co prawda tylko w postaci kreski na horyzoncie, ale jednak! :)




Od strony Vlore




Od strony Dhermi

Poza tym ładna pogoda. Jak dla mnie jesień, zima i wiosna, powinny właśnie tak wyglądać. A lato też, tylko ciut cieplej :)
Ale jakby się ktoś zakochał w okolicy i chciał tam pojechać na urlop, to jedna uwaga: w Dhermi nie ma gdzie zrobić zakupów. Niby są dwa przydomowe sklepiki, ale zaopatrzone tragicznie. Polecamy Fergese Gjize (rodzaj paprykowego sosu w dużych słoikach - pyszne!), ale poza tym dramat. nawet chleba nie było!


  • DST 63.00km
  • Teren 0.40km
  • Czas 04:05
  • VAVG 15.43km/h
  • VMAX 64.77km/h
  • Temperatura 19.0°C
  • Podjazdy 1410m
  • Sprzęt arch-Surly
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 5 października 2017 Kategoria Surly-arch, AdB, Wyprawa

Amici de Bici, dz. 61

Dziś dzień wybitnie przelotowy. Pierwsze 50 km bez jedzenia (do Lushnje), potem po 3 kanapki i reszta znów praktycznie w ciągu. Po drodze N. stwierdziła, że jednak jest przeziębiona (podejrzewała to od przedwczoraj) i w związku z tym jutro i pojutrze robimy rest (w apartamencie po 15 EUR za noc :), żeby się wykurowała.

Co się akurat dobrze składa, bo ma padać. Może nie bardzo, ale jednak prognoza nie najlepsza, a od niedzieli znów ma być ładnie, więc akurat poczekamy, aż N. wyzdrowieje (a ja się, miejmy nadzieję, nie zarażę) i dalej w drogę :)

Elbasan - Rrogozhine - Lushnje - Fier - Vlore


  • DST 126.00km
  • Teren 0.50km
  • Czas 05:34
  • VAVG 22.63km/h
  • VMAX 46.53km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Podjazdy 397m
  • Sprzęt arch-Surly
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 4 października 2017 Kategoria Surly-arch, AdB, Wyprawa

Amici de Bici, dz. 60

Rano podjazd na mała przełączkę nad Jeziorem Ohrydzkim, a resztę dnia generalnie w dół z małymi hopkami, czyli dolina Shkumbin.
Uchodzi za wyjątkowo piękną, już z kilku albańskich ust słyszeliśmy, jak fajnie mamy, że tam będziemy, ale dla nas... nic specjalnego. Dolina jak dolina, nawet nie gorge. Za to śmieci tyle co wszędzie albo i więcej.

Z Elbasan jeszcze skok na biga Gracen i dopiero tam były piękne widoki :) Aczkolwiek liczyłem na widok z góry na Tiranę, ale niestety była zasłonięta.


Elbasan z góry


Paskudna (ale na szczęście już niedziałająca) huta na przedmieściach Elbasan


Widoki z biga Gracen

Wifi w hotelu  Le Olive raz działa a raz nie (ale głownie nie), więc wieczór spędzamy nieco wkurzeni :P


  • DST 115.47km
  • Teren 1.60km
  • Czas 05:34
  • VAVG 20.74km/h
  • VMAX 59.71km/h
  • Temperatura 27.0°C
  • Podjazdy 1394m
  • Sprzęt arch-Surly
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 3 października 2017 Kategoria Surly-arch, AdB, Wyprawa

Amici de Bici, dz. 59

Rano z hostelu/ kwatery na biga Dardhe Ski Pista Bigell (nawet ma "big" w nazwie! ;) - zimno było, a na górze chmura i 9 stopni, więc czym prędzej się ubrałem i na dół. Ponieważ i tak nie było szans dziś dotrzeć do Elbasan, więc nie spieszyliśmy się. Start dopiero w południe. Kotliną Korczy (największa kotlina Albanii) dotarliśmy po praktycznie płaskim terenie prawie nad jezioro Ohrydzkie i tam dopiero dwie male przełączki, gdzie zarazem jechaliśmy po własnych śladach z 2012 roku, tyle, że w przeciwnym kierunku. Aż ciężko było uwierzyć, że to to samo miejsce, bo zapamiętaliśmy okolicę jako niemal pustynną, a teraz rolnicze tereny, całe pola kukurydzy, papryki, kapusty... to chyba spichlerz Albanii. Ale jednak na sam koniec zrobiło się pustkowie i faktycznie to był ten fragment, który nam się pokrył. Po prostu wtedy nie mieliśmy pojęcia, że "za rogiem" gór jest taki róg obfitości. W każdym razie miejsce dość ruchliwe i niezbyt ładne.

Zjazd nad jezioro bez przygód, a w Pogradcu zrobiliśmy zakupy na resztę dnia i jutro, bo nocleg mieliśmy zarezerwowany w hotelu w środku niczego i nie wiadomo, jak daleko trzeba będzie jutro ujechać, zanim trafi się sklep. Reszta trasy po płaskim (o dziwo) brzegu jeziora. Widoki umiarkowanie ładne, woda na szczęście nadal bardzo czysta. Natomiast czy nadal ciepła - nie sprawdzaliśmy.



Hotel duży i pusty (23 EUR), z basenem (ale już opróżnionym) i fajnymi chatkami wokoło oraz własną plażą nad jeziorem. W sezonie musi tu być dość przyjemnie, jeśli ktoś akurat lubi spędzać czas w hotelu i okolicy :P

PS. Może i jest przyjemnie, O ILE jest ciepła woda w prysznicu. My, mimo dwukrotnej interwencji, mieliśmy ledwo letnią :/
  • DST 82.34km
  • Teren 0.50km
  • Czas 04:13
  • VAVG 19.53km/h
  • VMAX 62.77km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Podjazdy 1015m
  • Sprzęt arch-Surly
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 2 października 2017 Kategoria Surly-arch, AdB, Wyprawa

Amici de bici dz. 58

Bardzo przyjemny nocleg, hotel w samym centrum, a żarcie ww knajpach nadal tanie jak barszcz, więc kolacja była pyszna. Pokój też wygodny, więc wstaliśmy wypoczęci, mimo wczorajszego wymagającego dnia. Potem jeszcze wymieniliśmy resztkę denarów na albańskie leki, żeby na dzień dobry nie zostać bez kasy w nowym kraju.

Trasa: Bitola - Każani - Kozjak - Prespansko Jezero - Oteszewo - Albania - Gorice e Vogel - Lajthize - Plase - Korce



Dzień niezwykle przyjemny, większość czasu spokojne lub całkiem puste drogi (zwłaszcza w okolicach jeziora, gdzie właśnie spodziewaliśmy się dość turystycznej okolicy - jak nad Ohrydzkim - a tymczasem nic takiego - pustki!), przepiękne widoki, szczególnie po albańskiej stronie i pogoda całkiem OK, czyli taka sama jak wczoraj.



No i bez takiego przegięcia na koniec, żeby trzeba było jechać po ciemku. Aczkolwiek szkoda, że nie udało nam się bardziej sprężyć, bo chciałem jeszcze dziś pojechać z Korce na biga, a tak, to będę musiał jechać rano. Ale trudno ;)
  • DST 101.88km
  • Czas 05:56
  • VAVG 17.17km/h
  • VMAX 61.68km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Podjazdy 1366m
  • Sprzęt arch-Surly
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 1 października 2017 Kategoria Surly-arch, AdB, Wyprawa

Amici de Bici, dz. 57

W Skopje rano na stację kolejową, bowiem N. wymyśliła, że skoro nie ma gdzie spać po ok. 100 km, a jest po ok 150, to może da się podjechać pierwsze 50 pociągiem. Dało się :)

Do Wełesu zatem dość nieciekawymi (brudnymi i z niezamykanymi drzwiami wagonów) kolejami macedońskimi, a potem już na kołach przez Czaszkę i Izvor, za którym zaczął się szuter. Niezbyt ciężki, ale jednak mocno spowalniał, jak to szuter.



Zdobycie biga Babuna Pass zajęło nam zatem czas do godz. 15. Zjazd początkowo też po szutrze, ale tylko 6 km i dalej wreszcie asfalt. Co ciekawe, skończyły się (chwilowo) wapienie i zaczęły granity. Klimat w stylu Ciężkowic, tylko góry z 5 razy wyższe. Ładnie :)



W Prilepie chcieliśmy znów oszukać pociągiem, bo akurat był, a ze była już niemal 17, więc nie bardzo chciało nam się jechać jeszcze 40 km do zarezerwowanego noclegu w Bitoli. Niestety konduktorzy w ostrych słowach nam wytłumaczyli, że do macedońskich pociągów nie wolno zabierać rowerów. Wręcz nakrzyczeli na nas! Ciekawe, że konduktor z porannego pociągu nie miał o tym pojęcia...

Chcąc nie chcąc, pojechaliśmy zatem rowerami. Po drodze zrobiło się ciemno i już naprawdę serdecznie mieliśmy dość, ale jednak dotarliśmy. Hotel nawet przyjemny i tani (20 EUR), aczkolwiek w pokoju śmierdzi zastarzałym dymem papierosowym ;)

Prosta kreska to przejazd pociagiem

PS. Dziś wreszcie fajna pogoda, co prawda chmurzyło się, ale nie zanosiło się na deszcz i było w miarę ciepło.


  • DST 112.87km
  • Teren 26.50km
  • Czas 06:49
  • VAVG 16.56km/h
  • VMAX 46.62km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Podjazdy 1288m
  • Sprzęt arch-Surly
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 28 września 2017 Kategoria Surly-arch, AdB, Wyprawa

Amici de Bici, dz. 54

Pobudka jak zwykle krótko po szóstej. Nie pada? Nie, ale pochmurno. To jedziemy.
Wyjazd o 8:30, bo trochę lenia mieliśmy rano. Przez Prisztinę przejechaliśmy bez przygód, podziwiając niekiedy osobliwe widoki np. zebranie robotników na dachu (?) aktualnie budowanego budynku :P


Zebranie robotników

Pierwszy odcinek ruchliwą dwupasmówką przez ciągnące się kilometrami przedmieścia pełne magazynów, sklepów meblowych oraz... prywatnych szpitali. Ciekawe czy i jaka tu jest publiczna opieka zdrowotna...
Potem skręt na boczną i zaraz jeszcze boczniejszą drogę i podążamy w kierunku biga. Ruch bliski zeru, wsie kosowskie takie same jak serbskie - nieotynkowane, zaśmiecone i brzydkie z nielicznymi wyjątkami w postaci na oko bardzo bogatych domów za bardzo wysokimi ceglanymi murami. Tak wysokimi, że parteru zza nich nie widać, tylko wyższe piętra.

Wreszcie droga zrobiła się tak boczna, że skończył się asfalt. Jedziemy więc lekko błotnistym szutrem i tak sobie podreptujemy aż do wioski Zhegoc. Przed wioską był najmniejszy cmentarz świata (jak niżej), a za nią była nawet szkoła, pod którą czekali rodzice... w samochodach! na tej szutrowej drodze w środku niczego w odległości ok kilometra od wioski! Znak czasów...), a potem był big o tej samej nazwie i pomnik UCK na szczycie (jak wszędzie w Kosowie).


Najmniejszy cmentarz świata


BIG Zhegoc

Zjazd bardzo przyjemny i dość szybki i już jesteśmy na przedmieściach Gijan. Mieliśmy nadzieję na qebaptore (bar szybkiej obsługi z cevapcami i innymi pysznymi mięskami), ale na obwodnicy nic takiego nie było, niestety. Były za to hotele z otwartym wifi - też jak wszędzie w Kosowie :P

Dalej ruchliwa droga z ciężarówkami i takimi tam przez kolejne wioski i miasteczka, aż wreszcie w Kacanik i Vjeter (koło stacji kolejowej jak niżej) wróciliśmy na główną. Właśnie zaczynało padać...


stacja kolejowa

Głowna zaś była strasznie ruchliwa i niemożebnie zabłocona, cholera wie dlaczego - chyba tylko w Kosowie występuje to zjawisko, że podczas deszczu na asfalcie jest pełno błota (nie tylko w pobliżu wyjazdów z pól i placów budowy). Znów więc były kurtyny z ciężarówek i chlapanie spod własnych kół, więc po chwili byliśmy uwalani jak świnka Peppa po skakaniu w kałuży.

W Kacaniku (to inna miejscowość niż Kacanik i Vjeter) zaczął się przełom Lepenicy przez góry, więc od razu zrobiło się ładnie. Szkoda, że w deszczu, błocie i ruchu jakoś nie mieliśmy serca tego docenić ;)


budowa autostrady (?) w przełomie Lepenicy

Potem był Han i Elezit, jedyna czynna qebaptoria po drodze (aczkolwiek danie, które otrzymaliśmy niestety nie mogło się równać z prisztińskim odpowiednikiem, ale za to było jeszcze tańsze - 1 EUR za osobę podczas gdy w stolicy "aż" 1,5 EUR) i wreszcie granica macedońska.

Opuszczaliśmy Kosowo z pewną ulgą, ale też muszę przyznać, że mnie kolejny raz pozytywnie zaskoczyło. Dużo się zmienia i to na plus, zwłaszcza w stolicy. Oczywiście prowincja to nadal bida z nędzą oraz syf i śmieci, śmieci i syf, ale jest ewidentnie lepiej. Trzymamy za Kosowo kciuki! :)

W Macedonii krótki odcinek dalej wzdłuż Lepenicy aż do Skopje, nic ciekawego, poza tym, że zaraz za granicą znikło błoto, a na ostatnie 10 km przestało padać. Kwatera w Skopje niezła, zwłaszcza jak na swoją cenę (18 EUR za 2 osoby), więc chyba będzie tu fajny rest :)



PS.Rekord kilometrów we wrześniu pobity dziś, a rekord podjazdów już kilka dni temu :)
  • DST 123.88km
  • Teren 7.00km
  • Czas 06:14
  • VAVG 19.87km/h
  • VMAX 64.25km/h
  • Temperatura 13.0°C
  • Podjazdy 936m
  • Sprzęt arch-Surly
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 26 września 2017 Kategoria Surly-arch, AdB, Wyprawa

Amici de Bici, dz. 52

Rano pochmurno, ale nie padało, więc ruszamy. Szast-prast do granicy kosowskiej, gdzie chwila na paszporty (wokół pełno uzbrojonych po zęby policjantów w kamizelkach kuloodpornych - na żadnej dotychczasowej granicy tak nie było!). W Kosowie krajobraz niewiele się zmienił. Nadał ładne, choć niewybitne góry i przebrzydkie wytwory ręki ludzkiej. Jedziemy w górę doliny Ibaru i nudzimy się setnie. Sprawniej zaczęło iść dopiero, gdy wzięliśmy się za słuchanie książek.

W Kosowskiej Mitrowicy mieliśmy jechać przez miasto, ale N. genialnie wymyśliła, żeby jechać obwodnicą. Zazwyczaj to zły pomysł, bo pełno ciężarówek i wszyscy gnają, ale tutaj - strzał w dziesiątkę! Zero ruchu, przyzwoita droga, sielanka. Dopiero jak obie drogi się zeszły, to zrobił się ruch i to duży. Pył, hałas, smród. Po chwili pyłu już nie było, bo zaczęło padać. Było za to błoto dostające się na asfalt z pobocza. Do Prisztiny (40 km) jechaliśmy w deszczu. Niby to niewiele, ale w tym ruchu, wśród ciężarówek sypiących na nas kurtynami błota, przyjemne to nie było. Na szczęście ostatnie ok 20 km to dwupasmówka z szerokim poboczem - standard DK91 pod Łodzią, więc zrobiło się wręcz przyjemnie (gdyby nie wciąż padający deszcz).

15 km przed miastem poinformowaliśmy SMSowo gospodarza, ze będziemy za godzinę (zapas na małe zakupy) i jechaliśmy jak w dym. Po dotarciu na miejsce okazało się, że apartament zamknięty, nikt nie wie, gdzie szukać gospodarza i w ogóle jest lipa. Trafiło się otwarte wifi, więc przeglądamy serwisy, stoimy i czekamy. Jak wreszcie mnie olśniło, żeby sprawdzić maila, to się okazało, że rano dostaliśmy wiadomość z numerem telefonu. Szkoda, że innym niż podano na booking! Kolejny SMS z bośniackiej karty (a drogie są!) i czekamy. Cisza. Wreszcie na polski numer przyszedł SMS, że Play wita... w Słowenii! WTF?! Ale taki sam tekst przyszedł wcześniej na bośniacka kartę, tylko że dla niej to jest drogi roaming, a dla polskiej karty Słowenia to UE, więc połączenia i SMSy mamy bez limitu za darmo... Rada w radę, ryzykujemy i dzwonimy. Odbiera babka i mówi, że będzie za 10 minut. Była za kwadrans, ale niech tam. Czekając, co prawda na klatce schodowej (instytucji domofonu tu chyba nie znają), ale zmoknięci, nieźle zmarzliśmy. No, ale że mieszkanko okazało się fajne, więc dość szybko nam się humory poprawiły.

Wyskoczyłem jeszcze po zakupy, do bankomatu i jedzenie do pobliskiej knajpki. W bankomatach prowizja 5 EUR za każdą wypłatę, więc odpuściłem, jakoś nam wystarczy gotówki. Zakupy - lepiej niż w Serbii i Chorwacji, porównywalnie asortymentowo z Bośnią, ale trochę drożej, chyba bardziej w okolicach cenowych Słowenii właśnie ;) Natomiast jak wracałem, to knajpki zamknęli mi przed nosem. Czynne do godz. 18. No żeż shit!

Skończyło się na hamburgerze z frytkami z pobliskiego fast-foodu, bleh! :(

Jutro ma dalej cały dzień padać, więc zostajemy tu jeszcze jeden dzień. Przynajmniej obejrzymy sobie Prisztinę, a wbrew oczekiwaniom zapowiada się dość fajnie :)

Raszka - Rudnica - Kosowska Mitrovica - Prisztina.


  • DST 106.50km
  • Czas 05:12
  • VAVG 20.48km/h
  • VMAX 47.17km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Podjazdy 719m
  • Sprzęt arch-Surly
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 24 września 2017 Kategoria Surly-arch, AdB, Wyprawa

Amici de Bici, dz. 50

Dziś ciąg dalszy brzydkiej Serbii. Nieotynkowane chałupy, śmieci walające się wszędzie, niekiedy całymi hałdami, śmierdzące gruchoty i miasta miejscami przyppominające już arabskie a nie europejskie klimaty. Ogólnie, gdyby nie wczoraj i jutro, to można by nie przyjeżdżać do tego kraju. Aczkolwiek szkoda, bo potencjał (góry, góry, góry!) ma wielki. Ale póki co leżący odłogiem a nawet straszący nieco.

Sjenica - Duga Polana - Novi Pazar - Raszka.


Sjenica






Gdzieś na trasie


Niezwykły blok w Nowym Pazarze


  • DST 86.12km
  • Teren 0.20km
  • Czas 04:24
  • VAVG 19.57km/h
  • VMAX 55.05km/h
  • Temperatura 23.0°C
  • Podjazdy 547m
  • Sprzęt arch-Surly
  • Aktywność Jazda na rowerze

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl