Wpisy archiwalne w kategorii
Wyprawa
| Dystans całkowity: | 65568.19 km (w terenie 1171.92 km; 1.79%) |
| Czas w ruchu: | 3638:41 |
| Średnia prędkość: | 18.02 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 78.01 km/h |
| Suma podjazdów: | 921446 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 154 (0 %) |
| Maks. tętno średnie: | 133 (0 %) |
| Suma kalorii: | 82151 kcal |
| Liczba aktywności: | 774 |
| Średnio na aktywność: | 84.71 km i 4h 42m |
| Więcej statystyk | |
Piątek, 13 kwietnia 2018
Kategoria Surly-arch, AdB, Wyprawa
Amici di Bici, dz.221, czyli już bez ściemy
Ostia Antica - Fiumicino - Fregene (tutaj trochę planespottingu, ładnie przelatywały nad głowami ;) - Ladispoli - Cerveteri (zwiedzanie etruskich grobowców z VIIw pne - super zachowane, ci Rzymianie to jednak umieli konserwować zabytki ;) - Sasso - Manziana (zrezygnpwaismy ze zwiedzania Monterano - trochę za daleko ww bok i dół, a nie było tam gdzie spać, niestety :/) - Bracciano - Anguillara Sabazia - Camping Parco del Lago.
Kemping fajny (ma takie domki, które na parterze mają "salon" w postaci wiaty ze stołem, ławkami, światłem i prądem, a na górze po drabince sypialnię z namiotowymi ścianami i dachem. Śpimy we własnym namiocie (20 EUR), ale "salon" squattujemy i na szczęcie nikomu to nie przeszkadza :) Na dodatek kemping prawie kompletnie pusty o tej porze. Aż dziw, że czynny, ale dla nas bomba! :)
Trasa.
Kemping fajny (ma takie domki, które na parterze mają "salon" w postaci wiaty ze stołem, ławkami, światłem i prądem, a na górze po drabince sypialnię z namiotowymi ścianami i dachem. Śpimy we własnym namiocie (20 EUR), ale "salon" squattujemy i na szczęcie nikomu to nie przeszkadza :) Na dodatek kemping prawie kompletnie pusty o tej porze. Aż dziw, że czynny, ale dla nas bomba! :)
Trasa.
- DST 94.58km
- Teren 0.50km
- Czas 05:20
- VAVG 17.73km/h
- VMAX 57.80km/h
- Temperatura 22.0°C
- Podjazdy 817m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 12 kwietnia 2018
Kategoria Surly-arch, AdB, Wyprawa
Amici di Bici, dz.220, back in the saddle
Oboje jesteśmy przeziębieni, a opóźnić startu nie mogliśmy, bo samolot nie czeka, więc dziś bardzo lajtowo: Roma - Ostia Antica. Pogoda niepewna, pod koniec popadywało. Od jutra ma być ponoć jak drut, więc mam nadzieję, że i zdrowie dopisze i ruszamy na serio :)
Trasa.
Trasa.
- DST 34.12km
- Teren 3.00km
- Czas 01:57
- VAVG 17.50km/h
- VMAX 35.00km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 115m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 13 listopada 2017
Kategoria Surly-arch, AdB, Wyprawa
Amici de Bici dz. 100, czyli zakończenie studniówki
Termoli - (pociąg) - Rzym i troszkę po mieście. Tu kończymy pierwszy etap wyprawy ;)
- DST 14.07km
- Czas 01:10
- VAVG 12.06km/h
- VMAX 24.66km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 30m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 12 listopada 2017
Kategoria Surly-arch, AdB, Wyprawa
Amici de Bici, dz. 99 i ostatni (tego etapu ;)
W zasadzie dzień przelotowy. Peschici - Rodi - Lesina - Termoli. Nic ciekawego po drodze (poza pomnikiem bez głowy i coraz lepszymi widokami na ośnieżoną już Majellę - blisko trzytysięczny szczyt w okolicach Pescary) ale chodziło o to, żeby dostać się na pociąg do Rzymu jutro rano :)
- DST 103.63km
- Czas 04:52
- VAVG 21.29km/h
- VMAX 55.34km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 437m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 11 listopada 2017
Kategoria Surly-arch, AdB, Wyprawa
Amici de Bici, dz. 98
NIGDZIE w okolicy nie było noclegu w sensowej cenie, tylko w Peschici. Dlatego taki śmieszny dystans. Jutro jedziemy do Termoli i kończymy ten etap wyprawy, bo od poniedziałku ma lać, więc pojutrze jedziemy pociągiem do Rzymu! :)
- DST 39.31km
- Czas 02:23
- VAVG 16.49km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 454m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 10 listopada 2017
Kategoria Surly-arch, AdB, Wyprawa
Amici de Bici, dz. 97
Cena za nocleg okazała się zgodna z umową :)
Poza tym dziś trochę goniliśmy, bo i nas goniły (chmury i pod koniec burza). Mattinata - Vieste. Piękne okolice, zatoczki, skały wystające z morza i mnóstwo kempingów, a wszystkie od dawna nieczynne. więc nocleg znów z bookingu, w pokoju u kogoś w mieszkaniu! Coraz drożej i coraz gorsze warunki ://
Poza tym dziś trochę goniliśmy, bo i nas goniły (chmury i pod koniec burza). Mattinata - Vieste. Piękne okolice, zatoczki, skały wystające z morza i mnóstwo kempingów, a wszystkie od dawna nieczynne. więc nocleg znów z bookingu, w pokoju u kogoś w mieszkaniu! Coraz drożej i coraz gorsze warunki ://
- DST 45.36km
- Czas 02:51
- VAVG 15.92km/h
- VMAX 61.20km/h
- Temperatura 189.0°C
- Podjazdy 802m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 9 listopada 2017
Kategoria Surly-arch, AdB, Wyprawa
Amici de Bici, dz. 96
W komentarzach do naszego noclegu na booking straszyli, że check-out jest do 10:30, a potem wyrzucają "na kopach" i bez gadania, więc mieliśmy spręża, wstaliśmy po 6, a o 8 wyruszyliśmy :P I dobrze, bo dzięki temu był spokojny dzień.
Rano chłodno, ruszaliśmy w 12 stopniach i zachmurzeniu, ale jeszcze przed Manfredonią (ok godz. 10) się rozpogodziło i promenada z palmami daktylowymi w miasteczku to już 25 stopni i pogoda jak w Polsce ładnym latem :)
Potem były zakupy w centro commerciale, bo następny market cholera wie gdzie i kiedy, a potem lekki podjazd na przełączkę 200 m npm przed Mattinatą. Stamtąd wykonałem klasycznego "skoka w boka" na lekko na biga Monte Sant'Angelo a N. zaczekała na mnie w ładnym miejscu z widokiem na klify i poszumem morza z oddali :) Big łatwy (na 825 m npm), ale dość się ciągnął, bo nachylenia to raptem 3-6%, więc kilometrów wyszło sporo (ok. 13 w jedną stronę), ale pocisnąłem i uwinąłem się w 1,5 godziny. Zjazd do Mattinaty to już formalność, ale spotkaliśmy na nim sakwiarzy z USA, którzy przejechali do Europy na 3 tygodnie. Czemu na tak krótko? Czemu o tej (nie najlepszej w końcu) porze roku? Jakoś nie spytaliśmy ;)
Nocleg w hotelu Alba okazał się niebyły, bo nie mają ciepłej wody, ale stanęli na wysokości zadania i załatwili nam nocleg w sąsiednim B&B. Na booking jest ono droższe o 15 EUR, jeszcze nie płaciliśmy, ale ponoć cena ma być ta sama co w hotelu. Zobaczymy :P
Rano chłodno, ruszaliśmy w 12 stopniach i zachmurzeniu, ale jeszcze przed Manfredonią (ok godz. 10) się rozpogodziło i promenada z palmami daktylowymi w miasteczku to już 25 stopni i pogoda jak w Polsce ładnym latem :)
Potem były zakupy w centro commerciale, bo następny market cholera wie gdzie i kiedy, a potem lekki podjazd na przełączkę 200 m npm przed Mattinatą. Stamtąd wykonałem klasycznego "skoka w boka" na lekko na biga Monte Sant'Angelo a N. zaczekała na mnie w ładnym miejscu z widokiem na klify i poszumem morza z oddali :) Big łatwy (na 825 m npm), ale dość się ciągnął, bo nachylenia to raptem 3-6%, więc kilometrów wyszło sporo (ok. 13 w jedną stronę), ale pocisnąłem i uwinąłem się w 1,5 godziny. Zjazd do Mattinaty to już formalność, ale spotkaliśmy na nim sakwiarzy z USA, którzy przejechali do Europy na 3 tygodnie. Czemu na tak krótko? Czemu o tej (nie najlepszej w końcu) porze roku? Jakoś nie spytaliśmy ;)
Nocleg w hotelu Alba okazał się niebyły, bo nie mają ciepłej wody, ale stanęli na wysokości zadania i załatwili nam nocleg w sąsiednim B&B. Na booking jest ono droższe o 15 EUR, jeszcze nie płaciliśmy, ale ponoć cena ma być ta sama co w hotelu. Zobaczymy :P
- DST 89.10km
- Czas 04:25
- VAVG 20.17km/h
- VMAX 53.84km/h
- Temperatura 22.0°C
- Podjazdy 1167m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 7 listopada 2017
Kategoria Surly-arch, AdB, Wyprawa
Amici de Bici, dz. 94
Dziś dzień przelotowy, żeby jutro machnąć biga :)
Rano padało, ale jak wyszliśmy, to już wyglądało słońce i zapowiadało się, że podjęliśmy słuszną decyzję :)
Z Matery wyjechaliśmy mocno w dół i kawałkiem remontowanej drogi, gdzie oczywiście nieludzko się ubłociliśmy :/
Potem dość ruchliwą strada provinciale bez pobocza, a jak się zrobiła krajówka i poboczne, to ruch zanikł. Za to zrobił się wiatr w plecy, najpierw nieśmiały, a potem całkiem solidny :)
Generalnie po drodze nie było żadnych miejscowości ani prawie żadnych siedzib ludzkich, więc nie wymieniam trasy :P Pola, pola, pola, pagórki, pola, tak wyglądał krajobraz. Gdyby nie to, że pagórki trochę większe, to powiedziałbym, że to Wielkopolska :P Zwłaszcza, że po południu zaczęły po okolicy chodzić ulewy. W pewnym momencie w zasięgu wzroku mieliśmy ich siedem! Nas jednak jakoś deszcz omijał i dopiero w Lavello, gdzie zboczyliśmy po zakupy (błąd, bo akurat była sjesta :P) trochę pokropiło.
Potem zaczął się podjazd do Rionero, na którym N. złapała gumę. Szybka wymiana w środku niczego z opcją deszczu, przed którym nie byłoby się gdzie schować, ale jakoś się udało. Reszta podjazdu w coraz większym chłodzie, ale na szczęście na sucho. Padać zaczęło dopiero, jak znaleźliśmy się w B&B Casabrenna w Rionero. Drogo (41,6 EUR), ale dość przyjemnie, a rano ma ponoć być śniadanie (tzn rogaliki, ciastka i inne słodycze, zastanawia nas, czemu oni tu jadają takie śniadania, skoro w piekarni za rogiem jest tak pyszny chleb?! :o)
Rano padało, ale jak wyszliśmy, to już wyglądało słońce i zapowiadało się, że podjęliśmy słuszną decyzję :)
Z Matery wyjechaliśmy mocno w dół i kawałkiem remontowanej drogi, gdzie oczywiście nieludzko się ubłociliśmy :/
Potem dość ruchliwą strada provinciale bez pobocza, a jak się zrobiła krajówka i poboczne, to ruch zanikł. Za to zrobił się wiatr w plecy, najpierw nieśmiały, a potem całkiem solidny :)
Generalnie po drodze nie było żadnych miejscowości ani prawie żadnych siedzib ludzkich, więc nie wymieniam trasy :P Pola, pola, pola, pagórki, pola, tak wyglądał krajobraz. Gdyby nie to, że pagórki trochę większe, to powiedziałbym, że to Wielkopolska :P Zwłaszcza, że po południu zaczęły po okolicy chodzić ulewy. W pewnym momencie w zasięgu wzroku mieliśmy ich siedem! Nas jednak jakoś deszcz omijał i dopiero w Lavello, gdzie zboczyliśmy po zakupy (błąd, bo akurat była sjesta :P) trochę pokropiło.
Potem zaczął się podjazd do Rionero, na którym N. złapała gumę. Szybka wymiana w środku niczego z opcją deszczu, przed którym nie byłoby się gdzie schować, ale jakoś się udało. Reszta podjazdu w coraz większym chłodzie, ale na szczęście na sucho. Padać zaczęło dopiero, jak znaleźliśmy się w B&B Casabrenna w Rionero. Drogo (41,6 EUR), ale dość przyjemnie, a rano ma ponoć być śniadanie (tzn rogaliki, ciastka i inne słodycze, zastanawia nas, czemu oni tu jadają takie śniadania, skoro w piekarni za rogiem jest tak pyszny chleb?! :o)
- DST 115.35km
- Czas 05:57
- VAVG 19.39km/h
- VMAX 57.96km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 1194m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 4 listopada 2017
Kategoria Surly-arch, AdB, Wyprawa
Amici de Bici, dz. 91
Cozzana - Alberobello (znacznie słabsze niż oczekiwaliśmy, ładniejsze trulli są wszędzie wokoło, a nie akurat w tym mieście, natomiast przy wyjeździe z miasteczka kupiliśmy najpyszniejszy chleb w życiu!) - Gioia del Colle - Matera (dojechaliśmy o zmroku, więc jeszcze niewiele zwiedziliśmy, pierwsze wrażenie: skołowanie, bo nie sposób się połapać, o co kaman z tymi grotami ;)
- DST 95.37km
- Teren 0.50km
- Czas 05:13
- VAVG 18.28km/h
- VMAX 61.08km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 840m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 3 listopada 2017
Kategoria Surly-arch, AdB, Wyprawa
Amici de Bici, dz. 90
Nareszcie Italia!
Na promie kimaliśmy na fotelach, bo kabiny były pieruńsko drogie (125 EUR od osoby - fotele po 60), w dużej sali, gdzie było pełno ludzi, w tym jeden strasznie chrapiący facet, więc wyspani specjalnie nie byliśmy. Dlatego postanowiliśmy, że dzisiejszy dzień będzie krótszy.
W Bari obejrzeliśmy bardzo klimatyczne stare miasto - pełne wąskich, krętych uliczek, zaułków, przejść w portykach, kapliczek tamże, suszącego się prania, kobiet sprzedających ręcznie robiony makaron, mężczyzn sprzedających świeże ryby z kipy samochodu i w ogóle atmosfery śródziemnomorza ;) No bardzo fajne miejsce, mógłbym tam pomieszkać kilka dni czy tygodni :)
Dalej wzdłuż wybrzeża na wschód i południowy wschód aż do Polignano a Mare. Po drodze na polach pełno kamiennych budynków gospodarczych ze stożkowatymi dachami. Nazywa się toto "trullo" i spekuluję, że powstało, wskutek pozbycia się kamieni z gleby pola, żeby ich nie wywozić, tylko wykorzystać. Dach stożkowy, bo taki łatwiej wybudować niż płaski (wystarczy ułożyć odpowiednio kamienie, zamiast kombinować z konstrukcją nośną i dachówką czy łupkiem).

Trulli
Samo Polignano robi olbrzymie wrażenie. Zbudowane na klifach, jakby wyrastające wprost z morza, znów pełne uliczek i zaułków, a każdy dom inny i przylegający do sąsiednich na różnych poziomach tak, że piętro jednego jest pomiędzy piętrami drugiego (co jest wymuszone układem podłoża), generalnie miodzio! Polignano to normalnie takie Hunderthaeuserwasser! :)


Polignano a Mare

Zaułek w Polignano

Streetart
Dalej trochę pod górkę i trochę falowania wśród zagonów warzyw (marchewki, kopru, papryki chili, oliwek, ziemniaków, pomidorów, sałaty i innych nieropoznawalnych) i innych terenów rezydencjalno-rolnicznych aż do Cozzana, gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg przez AirBnB.

Zagon nierozpoznawalnych warzyw i drzewka oliwne
Trochę trudno było trafić, bo punkt GPS wypada pomiędzy ulicami, a przedostać się między nimi nie jest łatwo, bo mocno pogrodzone, a naokoło zjazd i podjazd, ale warto było, bo gospodarze bardzo mili. Przyjęli nas super gościnnie, oprali, nakarmili domowymi pysznościami z własnego ogródka (nadziewane bakłażany, wino i oliwa własnej roboty, owoce, warzywa - w tym pędy cykorii, kawa,...) i w ogóle. Tylko jeden minus, że nie bardzo mieliśmy czas dla siebie, bo trochę nazbyt byli uprzejmi ;) Ale za to trochę poćwiczyliśmy włoski dla początkujących ;)
Na promie kimaliśmy na fotelach, bo kabiny były pieruńsko drogie (125 EUR od osoby - fotele po 60), w dużej sali, gdzie było pełno ludzi, w tym jeden strasznie chrapiący facet, więc wyspani specjalnie nie byliśmy. Dlatego postanowiliśmy, że dzisiejszy dzień będzie krótszy.
W Bari obejrzeliśmy bardzo klimatyczne stare miasto - pełne wąskich, krętych uliczek, zaułków, przejść w portykach, kapliczek tamże, suszącego się prania, kobiet sprzedających ręcznie robiony makaron, mężczyzn sprzedających świeże ryby z kipy samochodu i w ogóle atmosfery śródziemnomorza ;) No bardzo fajne miejsce, mógłbym tam pomieszkać kilka dni czy tygodni :)
Dalej wzdłuż wybrzeża na wschód i południowy wschód aż do Polignano a Mare. Po drodze na polach pełno kamiennych budynków gospodarczych ze stożkowatymi dachami. Nazywa się toto "trullo" i spekuluję, że powstało, wskutek pozbycia się kamieni z gleby pola, żeby ich nie wywozić, tylko wykorzystać. Dach stożkowy, bo taki łatwiej wybudować niż płaski (wystarczy ułożyć odpowiednio kamienie, zamiast kombinować z konstrukcją nośną i dachówką czy łupkiem).

Trulli
Samo Polignano robi olbrzymie wrażenie. Zbudowane na klifach, jakby wyrastające wprost z morza, znów pełne uliczek i zaułków, a każdy dom inny i przylegający do sąsiednich na różnych poziomach tak, że piętro jednego jest pomiędzy piętrami drugiego (co jest wymuszone układem podłoża), generalnie miodzio! Polignano to normalnie takie Hunderthaeuserwasser! :)


Polignano a Mare

Zaułek w Polignano

Streetart
Dalej trochę pod górkę i trochę falowania wśród zagonów warzyw (marchewki, kopru, papryki chili, oliwek, ziemniaków, pomidorów, sałaty i innych nieropoznawalnych) i innych terenów rezydencjalno-rolnicznych aż do Cozzana, gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg przez AirBnB.

Zagon nierozpoznawalnych warzyw i drzewka oliwne
Trochę trudno było trafić, bo punkt GPS wypada pomiędzy ulicami, a przedostać się między nimi nie jest łatwo, bo mocno pogrodzone, a naokoło zjazd i podjazd, ale warto było, bo gospodarze bardzo mili. Przyjęli nas super gościnnie, oprali, nakarmili domowymi pysznościami z własnego ogródka (nadziewane bakłażany, wino i oliwa własnej roboty, owoce, warzywa - w tym pędy cykorii, kawa,...) i w ogóle. Tylko jeden minus, że nie bardzo mieliśmy czas dla siebie, bo trochę nazbyt byli uprzejmi ;) Ale za to trochę poćwiczyliśmy włoski dla początkujących ;)
- DST 59.24km
- Teren 0.50km
- Czas 03:33
- VAVG 16.69km/h
- VMAX 45.90km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 400m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze





















