Savoie vivre, dz. 34
Wstaliśmy zacnie i o 8:10 opuściliśmy kemping. Ale bez śniadania, bo nie mieliśmy ingrediencji. Po małych zakupach w Petit Casino i bardzo solidnym śniadaniu na kulturalnym stoliku w miasteczku wyruszyliśmy dopiero o 9:30 :P
Od razu big. Ale podjazd spokojny, 6-8?ły czas. Generalnie Francuzi raczej umieją prowadzić górskie drogi. Pierwszy etap na piękne jezioro zaporowe Lac de Roselend, potem wypłaszczenie i druga część podjazdu na przełęcz Cormet de Roselend. Generalnie spoko mi się jechało, zwłaszcza końcówkę znad jeziora, na której wyprzedziłem trzech szosowców :)
Potem zjazd do Bourg Saint Maurice, solidne zakupy w Intermarche (lepsze ceny niż w małych sklepach, aczkolwiek i tak drogo) i na kemping Eden w Landry. Tu rozbiliśmy namiot i szykujemy się na biga La Plangne. A tu Serwecz stwierdza, że nie jedzie. Zmęczenie to jedno, a dwa, ze zgubił klocek hamulcowy w tylnym kole, nie ma sprawnego hamulca! Przeszedł kilkaset metrów naszą trasą, ale klocka nie znalazł. W tej sytuacji zdecydował, że wraca do Bourg do sklepu rowerowego po nowe wsuwki. Faktycznie bez tej części roweru lepiej po górach nie jeździć :P
Ja zaś wyruszyłem o 15:30. Początek wzdłuż rzeki i pod silny wiatr. Potem lekki pojazd trawersem i po 6 km zaczął się bardzo spoko podjazd: 7-8?ły czas. Szkoda, że w pełnym słońcu i głownie pod wiatr, ale i tak nieźle zapieprzałem. Do koty 1700 cały czas 10-11 km/h! :o Potem trochę już mnie zmęczenie dopadło, więc zwolniłem do 9-10 :P
Na górze spore miasteczko (kurort narciarski), ale poza tym nic ciekawego. Nawet widoki niespecjalne. Za to o godz. 18 już zaledwie 15 stopni. Ubrałem się na zjazd i w pół godziny bylem na dole. Potem jeszcze kwadrans po z grubsza płaskim na kemping. Ogólnie bardzo udany dzień, a ze względu na to, że drugi big na lekko, to niemal restowy :P
No i świetna średnia! :o
Od razu big. Ale podjazd spokojny, 6-8?ły czas. Generalnie Francuzi raczej umieją prowadzić górskie drogi. Pierwszy etap na piękne jezioro zaporowe Lac de Roselend, potem wypłaszczenie i druga część podjazdu na przełęcz Cormet de Roselend. Generalnie spoko mi się jechało, zwłaszcza końcówkę znad jeziora, na której wyprzedziłem trzech szosowców :)
Potem zjazd do Bourg Saint Maurice, solidne zakupy w Intermarche (lepsze ceny niż w małych sklepach, aczkolwiek i tak drogo) i na kemping Eden w Landry. Tu rozbiliśmy namiot i szykujemy się na biga La Plangne. A tu Serwecz stwierdza, że nie jedzie. Zmęczenie to jedno, a dwa, ze zgubił klocek hamulcowy w tylnym kole, nie ma sprawnego hamulca! Przeszedł kilkaset metrów naszą trasą, ale klocka nie znalazł. W tej sytuacji zdecydował, że wraca do Bourg do sklepu rowerowego po nowe wsuwki. Faktycznie bez tej części roweru lepiej po górach nie jeździć :P
Ja zaś wyruszyłem o 15:30. Początek wzdłuż rzeki i pod silny wiatr. Potem lekki pojazd trawersem i po 6 km zaczął się bardzo spoko podjazd: 7-8?ły czas. Szkoda, że w pełnym słońcu i głownie pod wiatr, ale i tak nieźle zapieprzałem. Do koty 1700 cały czas 10-11 km/h! :o Potem trochę już mnie zmęczenie dopadło, więc zwolniłem do 9-10 :P
Na górze spore miasteczko (kurort narciarski), ale poza tym nic ciekawego. Nawet widoki niespecjalne. Za to o godz. 18 już zaledwie 15 stopni. Ubrałem się na zjazd i w pół godziny bylem na dole. Potem jeszcze kwadrans po z grubsza płaskim na kemping. Ogólnie bardzo udany dzień, a ze względu na to, że drugi big na lekko, to niemal restowy :P
No i świetna średnia! :o
- DST 98.46km
- Czas 05:44
- VAVG 17.17km/h
- VMAX 68.30km/h
- Temperatura 30.0°C
- Podjazdy 2762m
- Sprzęt Surlier
- Aktywność Jazda na rowerze
Savoie vivre, dz. 33
Ciężki dzień. Wyjazd o 8:40, zaraz potem zakupy w Karfurze (pyszne bagietki, masło i dżem, mniam!) i przed bigiem drugie śniadanie na przystanku. Fragment wzdłuż ekspresówki był na szczęście ościeżkowany, jeszcze mała przełączka, zjazd i zaczynamy biga Col de la Croix-Fry.
Wszedł spoko, na sporym luzie i kolejna dwustumetrowa przełęcz po nim też. Potem zjazd na 800 i kolejny big, czyli Signal de Bisanne. Ten już z większymi oporami, zwłaszcza pod koniec "czuć było nóżki"*.
Na podjeździe dwa niewielkie zjazdy, za to ostatnie 200m to skok w bok, więc przynajmniej na lekko. Ze szczytu kapitalne widoki na masyw Mont Blanc! :-)

Po zebraniu bagaży zorietowaliśmy się, że market na dole czynny do 19 i nie zdążymy :-/ Spróbowaliśmy male Proxi po drodze, ale mimo, że czynne do 19, a my byliśmy pod nim o 18:58, to zamknięte na głucho :-/
Trudno, będzie kolacja w barze. Po dotarciu na kemping w Beaufort zasięgamy języka. Są raczej restauracje a nie bary. Mimo to po rozbiciu namiotu jedziemy do centrum. I tu szok, najtańsze danie mięsne kosztuje... 20 eur! Serwecz się skusił, a ja się zbuntowałem i wróciłem na kemping na zupkę chińską.
Oprócz tego oczywiście mycie, pranie, zmywanie... I tak już o 22 mam wolne i mogę zasiąść z telefonem :-P
*(c) Wilk
Wszedł spoko, na sporym luzie i kolejna dwustumetrowa przełęcz po nim też. Potem zjazd na 800 i kolejny big, czyli Signal de Bisanne. Ten już z większymi oporami, zwłaszcza pod koniec "czuć było nóżki"*.
Na podjeździe dwa niewielkie zjazdy, za to ostatnie 200m to skok w bok, więc przynajmniej na lekko. Ze szczytu kapitalne widoki na masyw Mont Blanc! :-)

Po zebraniu bagaży zorietowaliśmy się, że market na dole czynny do 19 i nie zdążymy :-/ Spróbowaliśmy male Proxi po drodze, ale mimo, że czynne do 19, a my byliśmy pod nim o 18:58, to zamknięte na głucho :-/
Trudno, będzie kolacja w barze. Po dotarciu na kemping w Beaufort zasięgamy języka. Są raczej restauracje a nie bary. Mimo to po rozbiciu namiotu jedziemy do centrum. I tu szok, najtańsze danie mięsne kosztuje... 20 eur! Serwecz się skusił, a ja się zbuntowałem i wróciłem na kemping na zupkę chińską.
Oprócz tego oczywiście mycie, pranie, zmywanie... I tak już o 22 mam wolne i mogę zasiąść z telefonem :-P
*(c) Wilk
- DST 104.52km
- Teren 0.50km
- Czas 06:36
- VAVG 15.84km/h
- VMAX 63.51km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 2680m
- Sprzęt Surlier
- Aktywność Jazda na rowerze
Savoie vivre, dz. 32
Czterema pociągami z Augsburga do Genewy. Potem już na rowerach z Serweczem:
Genewa - Annemasse - La Saleve (big) - Methonnex - Le Plot.

Genewa z podjazdu na La Saleve

Widok ze szczytu La Saleve. W chmurach masyw MontBlanc
Dobrze wrócić do jazdy po kilku dniach przerwy. Cisnąłem jak dziki, ale teraz wieczorem jestem zaskakująco zmęczony. No i zimno jest, raptem 14 stopni :O
Genewa - Annemasse - La Saleve (big) - Methonnex - Le Plot.

Genewa z podjazdu na La Saleve

Widok ze szczytu La Saleve. W chmurach masyw MontBlanc
Dobrze wrócić do jazdy po kilku dniach przerwy. Cisnąłem jak dziki, ale teraz wieczorem jestem zaskakująco zmęczony. No i zimno jest, raptem 14 stopni :O
- DST 46.84km
- Czas 02:52
- VAVG 16.34km/h
- VMAX 60.51km/h
- Temperatura 21.0°C
- Podjazdy 1106m
- Sprzęt Surlier
- Aktywność Jazda na rowerze
Po mieście Augburg z N. :)
A N. na hulajnodze! :D
- DST 20.49km
- Teren 0.30km
- Czas 01:06
- VAVG 18.63km/h
- VMAX 34.55km/h
- Temperatura 33.0°C
- Podjazdy 50m
- Sprzęt Surlier
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 19 sierpnia 2020
Po mieście Augburg
Po N na przedmiejski dworzec autobusowy. Po N.! :DD
- DST 9.86km
- Czas 00:28
- VAVG 21.13km/h
- VMAX 30.83km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 26m
- Sprzęt Surlier
- Aktywność Jazda na rowerze
Po mieście Augburg
Na myjnię.
- DST 10.34km
- Czas 00:35
- VAVG 17.73km/h
- VMAX 34.55km/h
- Temperatura 22.0°C
- Podjazdy 39m
- Sprzęt Surlier
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 17 sierpnia 2020
Po mieście Augburg
Poza kupy, większość w deszczu :)
EDIT: trudno w to uwierzyć (bo wszystkie dni wyprawowe w tym miesiącu były raczej łatwe, oprócz dnia z Passo Manghen), ale... już pobiłem rekord podjazdów sierpnia! :o Do rekordu dystansu jeszcze sporo brakuje, ale też jest zagrożony w tym miesiącu :)
EDIT: trudno w to uwierzyć (bo wszystkie dni wyprawowe w tym miesiącu były raczej łatwe, oprócz dnia z Passo Manghen), ale... już pobiłem rekord podjazdów sierpnia! :o Do rekordu dystansu jeszcze sporo brakuje, ale też jest zagrożony w tym miesiącu :)
- DST 10.37km
- Czas 00:34
- VAVG 18.30km/h
- VMAX 30.12km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 75m
- Sprzęt Surlier
- Aktywność Jazda na rowerze
Alpi mio amore, dz. 31
Wstałem ciut przed godz. 6, bo dziś długi dzień. Wyjazd o 8:20. Na dzień dobry od razu big i to solidny, początkowo trzymał 12%. Potem odpuścił i raz było 2-3, a raz 7-9%. I tak aż prawie na kotę 1900. Ładne widoki! :)


Zawsze mi się strasznie podobały te polodowcowe U-kształtne doliny. Człowiekowi wychowanemu na polskich górach to się głowie nie mieści, że dno doliny może być tak rozległe i płaskie :)
Stamtąd już teoretycznie tylko w dół. Za to daleeeko. No i oczywiście pod wiatr (w dól doliny). Wszelako już przed Reutte wiatr i zrobił się słaby i boczny, czasem nawet leciutko sprzyjający. Wreszcie dotarłem do granicy niemieckiej, a tamże, w Fuessen ładny przełom rzeki Lech.

Przełom zimnego Lecha ;)
Dalej już raczej płasko i niezbyt widokowo. Po drodze testowałem kilka razy ścieżki rowerowe, ze zmiennym szczęściem. Niekiedy sensownie trzymały się rzeczki, innym razem robiły na bok (nie piesze) wycieczki i szły przy szosie, ale robiąc znacznie więcej podjazdów niż ona, bo gdy szosa wcinała się w pagórek, to ścieżka szła przez szczyt. Ogólnie fanem nie zostanę, ale też przyznaję, że niemieckie ścieżki są jak najbardziej do jazdy, o ile człowiekowi się bardzo nie spieszy. Na luzacką wycieczkę jak najbardziej, na daleką przelotówkę jakby mniej.
W Schongau musiałem machnąć 12% pod górę do centrum na wzgórzu, bo skończyło mi się żarcie (jednak nie całkiem przemyślałem te piątkowe zakupy :P), a tylko tam były kebabownie :P Turek jak zwykle się spisał i za 4 euro najadłem się do syta. Dalej już praktycznie płasko aż do przedmieść Augsburga, gdzie kilka niewielkich pagórków nie zrobiło wrażenia na moich nogach (jest moc!), ale na psychice już troszkę tak (miałem dość ze względu na ból dłoni i tyłka, bądź co bądź niemal 9 godzin w siodle dziś).
Wreszcie o 20:30 dotarłem do mojego kapitalnego "AirBnB", czyli mieszkania Serwecza, który wyjechawszy na urlop wspaniałomyślnie pozwolił mi u siebie pomieszkać :)
Imst - Hahntennjoch (big) - Stanzach - Reutte - DE - Fuessen - Schongau - Igling - Augburg.
Koniec pierwszej części wyprawy. Teraz tygodniowy odpoczynek w Augsburgu a potem razem z Serweczem ruszamy dalej :)


Zawsze mi się strasznie podobały te polodowcowe U-kształtne doliny. Człowiekowi wychowanemu na polskich górach to się głowie nie mieści, że dno doliny może być tak rozległe i płaskie :)
Stamtąd już teoretycznie tylko w dół. Za to daleeeko. No i oczywiście pod wiatr (w dól doliny). Wszelako już przed Reutte wiatr i zrobił się słaby i boczny, czasem nawet leciutko sprzyjający. Wreszcie dotarłem do granicy niemieckiej, a tamże, w Fuessen ładny przełom rzeki Lech.

Przełom zimnego Lecha ;)
Dalej już raczej płasko i niezbyt widokowo. Po drodze testowałem kilka razy ścieżki rowerowe, ze zmiennym szczęściem. Niekiedy sensownie trzymały się rzeczki, innym razem robiły na bok (nie piesze) wycieczki i szły przy szosie, ale robiąc znacznie więcej podjazdów niż ona, bo gdy szosa wcinała się w pagórek, to ścieżka szła przez szczyt. Ogólnie fanem nie zostanę, ale też przyznaję, że niemieckie ścieżki są jak najbardziej do jazdy, o ile człowiekowi się bardzo nie spieszy. Na luzacką wycieczkę jak najbardziej, na daleką przelotówkę jakby mniej.
W Schongau musiałem machnąć 12% pod górę do centrum na wzgórzu, bo skończyło mi się żarcie (jednak nie całkiem przemyślałem te piątkowe zakupy :P), a tylko tam były kebabownie :P Turek jak zwykle się spisał i za 4 euro najadłem się do syta. Dalej już praktycznie płasko aż do przedmieść Augsburga, gdzie kilka niewielkich pagórków nie zrobiło wrażenia na moich nogach (jest moc!), ale na psychice już troszkę tak (miałem dość ze względu na ból dłoni i tyłka, bądź co bądź niemal 9 godzin w siodle dziś).
Wreszcie o 20:30 dotarłem do mojego kapitalnego "AirBnB", czyli mieszkania Serwecza, który wyjechawszy na urlop wspaniałomyślnie pozwolił mi u siebie pomieszkać :)
Imst - Hahntennjoch (big) - Stanzach - Reutte - DE - Fuessen - Schongau - Igling - Augburg.
Koniec pierwszej części wyprawy. Teraz tygodniowy odpoczynek w Augsburgu a potem razem z Serweczem ruszamy dalej :)
- DST 178.04km
- Teren 1.20km
- Czas 08:44
- VAVG 20.39km/h
- VMAX 72.16km/h
- Temperatura 27.0°C
- Podjazdy 1561m
- Sprzęt Surlier
- Aktywność Jazda na rowerze
Alpi mio amore, dz. 30
Rano na lekko big Moeseralm. Straszny ruch, okazało się, że w okolicach szczytu jest regularny park rozrywki! Z takimi bajerami.
A że dziś święto...
Powrót na kemping, lancz i jadę już bagażem na biga Pillerhoehe. Stok idealnie nasłoneczniony, temperatura doszła do 42 stopni, a tu przez większość czasu 11-12%. Uch, ciężko było!
Wreszcie zjazd do Imst, na którym trochę pokropiło. Chciałbym pojechać dalej, ale dalej jest 1200 m podjazdu. Trochę dużo na dziś, a w trakcie nie ma gdzie spać. Przeszukałem trasę pod katem miejsc na dziko, ale nic! Albo wsie, albo stroma ściana trawersowana szosą...
Rad nierad zostałem w Imst na noc. Bez sensu, bo jutro bardzo długi dzień (180 km) i pewnie będę żałował, ale nie wymyśliłem nic sensowniejszego. Przynajmniej mam wolne popołudnie :-)
A że dziś święto...
Powrót na kemping, lancz i jadę już bagażem na biga Pillerhoehe. Stok idealnie nasłoneczniony, temperatura doszła do 42 stopni, a tu przez większość czasu 11-12%. Uch, ciężko było!
Wreszcie zjazd do Imst, na którym trochę pokropiło. Chciałbym pojechać dalej, ale dalej jest 1200 m podjazdu. Trochę dużo na dziś, a w trakcie nie ma gdzie spać. Przeszukałem trasę pod katem miejsc na dziko, ale nic! Albo wsie, albo stroma ściana trawersowana szosą...
Rad nierad zostałem w Imst na noc. Bez sensu, bo jutro bardzo długi dzień (180 km) i pewnie będę żałował, ale nie wymyśliłem nic sensowniejszego. Przynajmniej mam wolne popołudnie :-)
- DST 54.82km
- Teren 2.00km
- Czas 03:45
- VAVG 14.62km/h
- VMAX 61.18km/h
- Temperatura 29.0°C
- Podjazdy 1677m
- Sprzęt Surlier
- Aktywność Jazda na rowerze
Alpi mio amore, dz. 29
Jako że nie mogłem zostać na drugą noc w beczce (zarezerwowana), więc rano, mimo że tu zostaję, musiałem się z grubsza spakować i przenieść rzeczy na nową chawirę. Początkowo miał to być namiot, ale okazało się, że jest hytta za te samą cenę co beczka, a że pogoda dziś miała być pod psem, to się zdecydowałem, mimo że namiot byłby o połowę tańszy. Na hyttę wszelakoż trzeba było troszkę poczekać, bo jeszcze się poprzedni lokatorzy wyprowadzali. Ale jako że dziś dzień na lekko, to opóźnienie nie bardzo mnie martwiło.
Start o godz. 10. Pierwsze kilometry do Prutz, gdzie w Hoferze (tutejsza nazwa Aldiego) kupiłem bułki i czekoladę na drogę. W drodze powrotnej wpadnę na większe zakupy, ale teraz tylko to. Podjazd na Kaunertaler Gletscher jest dłuuugi. 39 km w jedną stronę, ale przy okazji aż 1900 metrów podjazdu. W końcu to czwarty najwyższy punkt, jaki osiągnę na rowerze (po Cime de la Bonette, Oetztal Arena i Passo dello Stelvio), czyli niebłahe 2750 m npm. No to w pedał. Na początek łagodnie doliną i kilkoma tunelami. Potem raz się wypłaszczało (do zera), a raz wyostrzało (do 12%) i tak - z dwoma postojami na żarcie - dotarłem do dłuuugiego jeziora zaporowego o bardzo fiordopodobnym wyglądzie :)

Jezioro trzeba objechać (można sobie wybrać z której strony), a potem już jest konkret. Kolejne 1000 metrów, z nachyleniami 9-12% non stop (no dobrze "stop", bo w dwóch miejscach jest niestety po kilkanaście metrów zjazdu).

Na kocie 2000 zaczęło padać. Najpierw leciutko, potem już mocniej. Nie jakiś straszny deszcz, raczej średnio słaby, ale z tych, co potrafią padać przez całe dnie. Ten też nie zamierzał przestać. Na górze, tj pod lodowcem było +8 stopni, byłem mocno podmoczony (mimo kurtki) i dość solidnie zmarznięty (mimo podjazdu).

Na szczęście jest tam duży obiekt, gdzie na piętrze jest restauracja, a na dole łazienki i jakby poczekalnia. Więc było gdzie się ogrzać, a nawet podsuszyć kurtkę w łazienkowej suszarce do rąk (jedyne znane mi sensowne zastosowanie tego urządzenia!). Tuż przed szczytem wyprzedził mnie też autobus, który miał z tyłu wieszaki na rowery. Hmm... zimno, mokro, na kemping daleko, moje klocki hamulcowe mocno zużyte, w tym deszczu może mnie czekać wymiana... hmmm... Na górze znalazłem rozkład jazdy. Dotarłem o 14:45, a autobus odjeżdżał z powrotem o 16. Wydawało mi się, ze to za długo, żeby czekać, ale na suszeniu, jedzeniu i ogrzewaniu się zeszło tyle czasu, że następny raz spojrzałem na zegarek o 15:35. Wtedy klamka zapadła, zjeżam autobusem jak mięczak :) Zwłaszcza, że cena nie przerażała, tylko 10,20 EUR z rowerem.
Zjazd bardzo przyjemny (bo w cieple), ale jednak mocno stresujący. Taką super krętą i mocno nachyloną górską drogę dużo gorzej odbiera się jako pasażer. No, ale potem się uodporniłem i o 17:15 byłem na dole. Wspomniane zakupy zrobiłem skrupulatnie i bez pośpiechu, bo jutro jest święto i wszystko zamknięte, a w niedzielę w Austrii i Niemczech zawsze jest wszystko zamknięte, więc zakupów musi mi wystarczyć do poniedziałkowego śniadania włącznie. W efekcie na kempingu byłem o 18:30, ale nieźle zaopatrzony i nie przemarznięty. Trochę droga ta przyjemność (80 EUR za dwie noce i to z masywną zniżką plus 10 za autobus), ale raz nie zawsze :)
Więc to z powodu tego zjazdu autobusem taki żenujący dystans dzisiaj, ale podjazdów raptem o 100 metrów mniej niż by było w obie strony ;)
Start o godz. 10. Pierwsze kilometry do Prutz, gdzie w Hoferze (tutejsza nazwa Aldiego) kupiłem bułki i czekoladę na drogę. W drodze powrotnej wpadnę na większe zakupy, ale teraz tylko to. Podjazd na Kaunertaler Gletscher jest dłuuugi. 39 km w jedną stronę, ale przy okazji aż 1900 metrów podjazdu. W końcu to czwarty najwyższy punkt, jaki osiągnę na rowerze (po Cime de la Bonette, Oetztal Arena i Passo dello Stelvio), czyli niebłahe 2750 m npm. No to w pedał. Na początek łagodnie doliną i kilkoma tunelami. Potem raz się wypłaszczało (do zera), a raz wyostrzało (do 12%) i tak - z dwoma postojami na żarcie - dotarłem do dłuuugiego jeziora zaporowego o bardzo fiordopodobnym wyglądzie :)

Jezioro trzeba objechać (można sobie wybrać z której strony), a potem już jest konkret. Kolejne 1000 metrów, z nachyleniami 9-12% non stop (no dobrze "stop", bo w dwóch miejscach jest niestety po kilkanaście metrów zjazdu).

Na kocie 2000 zaczęło padać. Najpierw leciutko, potem już mocniej. Nie jakiś straszny deszcz, raczej średnio słaby, ale z tych, co potrafią padać przez całe dnie. Ten też nie zamierzał przestać. Na górze, tj pod lodowcem było +8 stopni, byłem mocno podmoczony (mimo kurtki) i dość solidnie zmarznięty (mimo podjazdu).

Na szczęście jest tam duży obiekt, gdzie na piętrze jest restauracja, a na dole łazienki i jakby poczekalnia. Więc było gdzie się ogrzać, a nawet podsuszyć kurtkę w łazienkowej suszarce do rąk (jedyne znane mi sensowne zastosowanie tego urządzenia!). Tuż przed szczytem wyprzedził mnie też autobus, który miał z tyłu wieszaki na rowery. Hmm... zimno, mokro, na kemping daleko, moje klocki hamulcowe mocno zużyte, w tym deszczu może mnie czekać wymiana... hmmm... Na górze znalazłem rozkład jazdy. Dotarłem o 14:45, a autobus odjeżdżał z powrotem o 16. Wydawało mi się, ze to za długo, żeby czekać, ale na suszeniu, jedzeniu i ogrzewaniu się zeszło tyle czasu, że następny raz spojrzałem na zegarek o 15:35. Wtedy klamka zapadła, zjeżam autobusem jak mięczak :) Zwłaszcza, że cena nie przerażała, tylko 10,20 EUR z rowerem.
Zjazd bardzo przyjemny (bo w cieple), ale jednak mocno stresujący. Taką super krętą i mocno nachyloną górską drogę dużo gorzej odbiera się jako pasażer. No, ale potem się uodporniłem i o 17:15 byłem na dole. Wspomniane zakupy zrobiłem skrupulatnie i bez pośpiechu, bo jutro jest święto i wszystko zamknięte, a w niedzielę w Austrii i Niemczech zawsze jest wszystko zamknięte, więc zakupów musi mi wystarczyć do poniedziałkowego śniadania włącznie. W efekcie na kempingu byłem o 18:30, ale nieźle zaopatrzony i nie przemarznięty. Trochę droga ta przyjemność (80 EUR za dwie noce i to z masywną zniżką plus 10 za autobus), ale raz nie zawsze :)
Więc to z powodu tego zjazdu autobusem taki żenujący dystans dzisiaj, ale podjazdów raptem o 100 metrów mniej niż by było w obie strony ;)
- DST 45.32km
- Czas 03:30
- VAVG 12.95km/h
- VMAX 48.38km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 2009m
- Sprzęt Surlier
- Aktywność Jazda na rowerze





















