Wpisy archiwalne w kategorii
Wyprawa
| Dystans całkowity: | 63796.44 km (w terenie 1125.52 km; 1.76%) |
| Czas w ruchu: | 3550:39 |
| Średnia prędkość: | 17.97 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 78.01 km/h |
| Suma podjazdów: | 900660 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 154 (0 %) |
| Maks. tętno średnie: | 133 (0 %) |
| Suma kalorii: | 43238 kcal |
| Liczba aktywności: | 751 |
| Średnio na aktywność: | 84.95 km i 4h 43m |
| Więcej statystyk | |
Czwartek, 26 lipca 2018
Kategoria Surly-arch, AdB, Wyprawa
Amici di Bici, dz. 323
Maristuen - Tyinefjell - Tyinosen (BIG, FANTASTYCZNY widok na Jotunheimen, patrz niżej) - Vang - Ryfoss - Eggeasvegen - Beitostolen. Trasa.

Od rana zimno, ale potem robiło się coraz cieplej i po południu był wręcz upał. Wiatr po raz pierwszy od jeziora Vanern przeszkadzał (był E), ale na tyle był słaby, że niewiele uprzykrzał życie :)
Śpimy niestety na kempingu, gdzie odbywa się festiwal Trollrock. W tej chwili akurat jest cicho, ale jak dopierdzielą, to się ziemia trzęsie. Ponoć o pierwszej mają przestać... No, ale nic innego w okolicy nie ma.

Od rana zimno, ale potem robiło się coraz cieplej i po południu był wręcz upał. Wiatr po raz pierwszy od jeziora Vanern przeszkadzał (był E), ale na tyle był słaby, że niewiele uprzykrzał życie :)
Śpimy niestety na kempingu, gdzie odbywa się festiwal Trollrock. W tej chwili akurat jest cicho, ale jak dopierdzielą, to się ziemia trzęsie. Ponoć o pierwszej mają przestać... No, ale nic innego w okolicy nie ma.
- DST 102.43km
- Teren 2.00km
- Czas 05:46
- VAVG 17.76km/h
- VMAX 63.67km/h
- Temperatura 30.0°C
- Podjazdy 1438m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 25 lipca 2018
Kategoria Surly-arch, AdB, Wyprawa
Amici di Bici, dz. 322
W nocy padało, rano też. Wstaliśmy więc dopiero o 8 i niespiesznie się pakowaliśmy w przerwach między deszczami. Jeszcze zakupy i start dopiero tuż przed godz. 11. Na szczęście dziś krótki dzień. No i pogoda z każdą chwilą była coraz lepsza :)
Laerdal - Ljosne - Borgund (tu stavkyrka, najładniejsza w Norwegii) - Borlaug - Osen Eldrevatnet (BIG) - Borlaug - Maristuen. Trasa.
Nocleg na bardzo kameralnym kempingu na 800 m npm. Jest godz 21:30, widno jeszcze jak w dzień, ale zimno jak w nocy (12 stopni ;)
Laerdal - Ljosne - Borgund (tu stavkyrka, najładniejsza w Norwegii) - Borlaug - Osen Eldrevatnet (BIG) - Borlaug - Maristuen. Trasa.
Nocleg na bardzo kameralnym kempingu na 800 m npm. Jest godz 21:30, widno jeszcze jak w dzień, ale zimno jak w nocy (12 stopni ;)
- DST 80.64km
- Teren 0.50km
- Czas 04:28
- VAVG 18.05km/h
- VMAX 58.02km/h
- Temperatura 21.0°C
- Podjazdy 1501m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 24 lipca 2018
Kategoria Surly-arch, AdB, Wyprawa
Amici di Bici, dz. 321.
Aurland - Stegastein (platforma widokowa z NIESAMOWITYMI widokami na fiord, nie patrzeć w dół! ;) - Snow Road (BIG) - Laerdal. Trasa.
Skończyliśmy nieco wcześniej niż było w planach, żeby w razie jutrzejszej dupówy (którą zapowiadają) mieszkać przy Kiwi a nie przy niczym ;)
Skończyliśmy nieco wcześniej niż było w planach, żeby w razie jutrzejszej dupówy (którą zapowiadają) mieszkać przy Kiwi a nie przy niczym ;)
- DST 52.85km
- Czas 03:48
- VAVG 13.91km/h
- VMAX 71.48km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 1517m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 22 lipca 2018
Kategoria Surly-arch, AdB, Wyprawa
Amici di Bici, dz. 319, czyli tunele
Trochę lenia mieliśmy rano, bo okazało się, że mleko skisło i przyszło nam startować bez kawy. Ale co się odwlecze, to tylko do Kiwi (najtańszy supermarket w Norwegii), czyli raptem 10 km i to zjazdu. Tamże kawa mrożona (na świeżo zakupionym mleku), "lepciejsze" śniadanie i hajda.
Najpierw płaskowyż z dość malowniczym masywem, który przebiegał równolegle do naszej trasy, a po jego drugiej stornie biegła Rallarveggen. Ponoć jest to największy płaskowyż typu alpejskiego w Europie i ma aż 35 km długości. Skoro szutrowa Rallarveggen jest na tym samym płaskowyżu, tylko z drugiej strony, to czemu mielibyśmy nią jechać, a nie przyjemnym asfaltem przez Hagafoss? Oczywiście że wybraliśmy asfalt! W ogóle nie bardzo kumam, po ludzie tak się pchają na tę Rallarveggen. Nawet biga tam nie ma :P
Ale główną atrakcją dnia były tunele. W sumie było ich kilkanaście, łącznie miały chyba ze 20 km długości, najdłuższy miał 4,2 km, a we wszystkich zimno jak pieron (10 stopni) i w większości zupełnie ciemno. Na szczęście ruch raczej symboliczny, bo boczna droga i niedziela. A po wyłonieniu się z każdego widoki zapierały dech. Ale najpiękniejszy był sam dół i widok na południowo-wschodnią cześć najdłuższego fiordu świata (Sognefjord), czyli Aurlandsfjorden. Pionowe ściany, przez które przegryzają się tunele każą myśleć, kto i jak wpadł na to, żeby w ogóle zbudować tutaj drogę...?
Trasa, zwróćcie uwagę, jak się droga z samą sobą przeplata przed Vassbygdi :)
Śpimy w Winjum Hytter, w czteroosobowej chatce bez kuchni ani łazienki (są kilkadziesiąt metrów dalej), ale za to za zbójeckie 450 koron za noc. Ale nic w lepszej cenie (ani w ogóle w żadnej poza polem namiotowym) nie ma, bo wszystko zajęte - nazbyt turystyczna okolica :)
A chcieliśmy wreszcie kimnąć pod dachem, tym bardziej, że jutro dzień everestowy :)
Najpierw płaskowyż z dość malowniczym masywem, który przebiegał równolegle do naszej trasy, a po jego drugiej stornie biegła Rallarveggen. Ponoć jest to największy płaskowyż typu alpejskiego w Europie i ma aż 35 km długości. Skoro szutrowa Rallarveggen jest na tym samym płaskowyżu, tylko z drugiej strony, to czemu mielibyśmy nią jechać, a nie przyjemnym asfaltem przez Hagafoss? Oczywiście że wybraliśmy asfalt! W ogóle nie bardzo kumam, po ludzie tak się pchają na tę Rallarveggen. Nawet biga tam nie ma :P
Ale główną atrakcją dnia były tunele. W sumie było ich kilkanaście, łącznie miały chyba ze 20 km długości, najdłuższy miał 4,2 km, a we wszystkich zimno jak pieron (10 stopni) i w większości zupełnie ciemno. Na szczęście ruch raczej symboliczny, bo boczna droga i niedziela. A po wyłonieniu się z każdego widoki zapierały dech. Ale najpiękniejszy był sam dół i widok na południowo-wschodnią cześć najdłuższego fiordu świata (Sognefjord), czyli Aurlandsfjorden. Pionowe ściany, przez które przegryzają się tunele każą myśleć, kto i jak wpadł na to, żeby w ogóle zbudować tutaj drogę...?
Trasa, zwróćcie uwagę, jak się droga z samą sobą przeplata przed Vassbygdi :)
Śpimy w Winjum Hytter, w czteroosobowej chatce bez kuchni ani łazienki (są kilkadziesiąt metrów dalej), ale za to za zbójeckie 450 koron za noc. Ale nic w lepszej cenie (ani w ogóle w żadnej poza polem namiotowym) nie ma, bo wszystko zajęte - nazbyt turystyczna okolica :)
A chcieliśmy wreszcie kimnąć pod dachem, tym bardziej, że jutro dzień everestowy :)
- DST 107.29km
- Teren 2.00km
- Czas 05:41
- VAVG 18.88km/h
- VMAX 68.40km/h
- Temperatura 22.0°C
- Podjazdy 990m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 21 lipca 2018
Kategoria Surly-arch, AdB, Wyprawa
Amici di Bici, dz. 318, Hardangervidda
Rano piękny widokowo podjazd na biga Hardangervidda, w szczególności wodospad Voringfossen robi olbrzymie wrażenie, ale cała rzeka płynie w głęboko wciętym kanionie i jest tam po prostu "tyłekurwiście" ;) Przy okazji droga zamknięta nawet dla rowerzystów z powodu obsunięcia się ziemi, ale alternatywą był długi tunel z zakazem, więc postanowiliśmy się przebić. I faktycznie nie było nawet trudno - w jednym miejscu trzeba było przenosić przez rumowisko osobno bagaż i rowery, a w drugim rowery z bagażem przez zwalone drzewo, poza tym przejezdne.
Dalej płaskowyż Hardangervidda - na szczęście z wiatrem, bo ten był silny, a osłony żadnej. Jak momentami był boczny, to nieźle zawiewał :) Olawszy Rallarvegen (właściwie po co ludzie tam jeżdżą? Tyle płaskowyżów w Norwegii, niemożliwe, żeby ten był jakiś drastycznie inny od okolicznych, dostępnych z asfaltu), podążyliśmy dalej na północny wschód.
Nocleg na kempingu w Geilo (got me on my knees, Geilo). Sam kemping nie za specjalny (daleko do kibelka, nie bardzo jest na czym usiąść, ale dobre WiFi i sam kibelek wzorowy), ale z BARDZO miłym panem w recepcji, który podłączył nam przedłużacz, żebyśmy mieli prąd w namiocie i dał nam kuchenkę elektryczną, na której mogliśmy pogotować i pozwolił skorzystać za darmo z pralki i w ogóle :)
Trasa.
Dalej płaskowyż Hardangervidda - na szczęście z wiatrem, bo ten był silny, a osłony żadnej. Jak momentami był boczny, to nieźle zawiewał :) Olawszy Rallarvegen (właściwie po co ludzie tam jeżdżą? Tyle płaskowyżów w Norwegii, niemożliwe, żeby ten był jakiś drastycznie inny od okolicznych, dostępnych z asfaltu), podążyliśmy dalej na północny wschód.
Nocleg na kempingu w Geilo (got me on my knees, Geilo). Sam kemping nie za specjalny (daleko do kibelka, nie bardzo jest na czym usiąść, ale dobre WiFi i sam kibelek wzorowy), ale z BARDZO miłym panem w recepcji, który podłączył nam przedłużacz, żebyśmy mieli prąd w namiocie i dał nam kuchenkę elektryczną, na której mogliśmy pogotować i pozwolił skorzystać za darmo z pralki i w ogóle :)
Trasa.
- DST 84.68km
- Czas 04:56
- VAVG 17.16km/h
- VMAX 64.40km/h
- Temperatura 22.0°C
- Podjazdy 1562m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 20 lipca 2018
Kategoria Surly-arch, AdB, Wyprawa
Amici di Bici, dz. 317, Hardangerfjord
Dziś spokojny dzień. Odda - Kinsarvik - Eidfjord - Ovre Eidfjord, wzdłuż fiordu Hardanger. Widoki świetne, a to dopiero początek krainy fiordów! :)
A Natalii jeden jadł z ręki! :o
A Natalii jeden jadł z ręki! :o
- DST 82.09km
- Teren 0.50km
- Czas 04:15
- VAVG 19.32km/h
- VMAX 70.34km/h
- Temperatura 26.0°C
- Podjazdy 587m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 18 lipca 2018
Kategoria Surly-arch, AdB, Wyprawa
Amici di Bici, dz. 315
Od rana pogoda niepewna, a za to nadzieja na jutrzejsze auto w Oddzie wciąż żywa, więc stwierdziliśmy, że dziś łatwy dzień - tylko jedna przełęcz i Odda.
Roldal - Hare - Skare - Latefossen (piękny wodospad tuż przy szosie) - Odda.
Kemping w Oddzie nieludzko zatłoczony - kolejki do recepcji, kuchni, łazienek, toalet, etc. Szczęście, że myjemy się i jadamy o nietypowych porach, bo chyba byśmy nie mieli cierpliwości...
Roldal - Hare - Skare - Latefossen (piękny wodospad tuż przy szosie) - Odda.
Kemping w Oddzie nieludzko zatłoczony - kolejki do recepcji, kuchni, łazienek, toalet, etc. Szczęście, że myjemy się i jadamy o nietypowych porach, bo chyba byśmy nie mieli cierpliwości...
- DST 51.24km
- Czas 03:35
- VAVG 14.30km/h
- VMAX 62.84km/h
- Temperatura 22.0°C
- Podjazdy 824m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 17 lipca 2018
Kategoria Surly-arch, AdB, Wyprawa
Amici di Bici, dz. 314
Dziś trochę lżejszy dzień, bo:
1. Trochę jesteśmy zmęczeni
2. Druga cześć dnia to miał być kolejny zacny podjazd (blisko 800 metrów)
3. Kemping w Odda jest drogi i ponoć niezbyt fajny, a
4. Na jutro zapowiadają zlewę, więc trzeba by tam spędzić dwa dni
Od rana podjazd na Dyrskar Pass (BIG) w stale pogarszającej się pogodzie, najpierw częściowo pochmurno, potem pełne zachmurzenie, potem nasilający się wiatr. Wreszcie na samej przełęczy zaczęło lekko padać, a kilka kilometrów później lało już solidnie i wiał huragan. Co prawda w plecy, ale boczne podmuchy chciały zwalić z kół. Ponadto ten właśnie moment wybrały sobie moje tylne klocki hamulcowe, żeby się skończyć. Z duszą na ramieniu zjechałem na samym przednim hamulcu, bo wymiana w tej pogodzie to byłby koszmar. N. też się nieźle strachu najadła, nawet chciała sprowadzać, ale przekonałem ją, że "niżej jest lepiej" i faktycznie było. Kilkadziesiąt metrów niżej wiało już sporo słabiej, a potem i deszcz przeszedł.
A widoki na płaskowyżu boskie - jak na zdjęciach z Islandii, albo w "Drużynie Pierścienia"! :)
Mimo to zostaliśmy w Roldal z przyczyn j.w., tym bardziej, ze kemping Hyttegrund jest bardzo fajny i niedrogi (100 NOK za 2 osoby i namiot plus 10 za każde 5 minut prysznica). Ma nawet świetlicę, o której chyba nikt nie wie, a w której właśnie sobie wygodnie siedzimy :)
Dodzwoniłem się tez do wypożyczalni samochodów w Odda - ponoć bez problemu coś sieknę i to bez bankructwa. Gość przez telefon powiedział, że 430 koron za dzień. Podejrzanie tanio jak na Norwegię, ale oby! :)
Trasa.
PS. Pierwsza dwudziestka bigaczy w roku 2018 :)

1. Trochę jesteśmy zmęczeni
2. Druga cześć dnia to miał być kolejny zacny podjazd (blisko 800 metrów)
3. Kemping w Odda jest drogi i ponoć niezbyt fajny, a
4. Na jutro zapowiadają zlewę, więc trzeba by tam spędzić dwa dni
Od rana podjazd na Dyrskar Pass (BIG) w stale pogarszającej się pogodzie, najpierw częściowo pochmurno, potem pełne zachmurzenie, potem nasilający się wiatr. Wreszcie na samej przełęczy zaczęło lekko padać, a kilka kilometrów później lało już solidnie i wiał huragan. Co prawda w plecy, ale boczne podmuchy chciały zwalić z kół. Ponadto ten właśnie moment wybrały sobie moje tylne klocki hamulcowe, żeby się skończyć. Z duszą na ramieniu zjechałem na samym przednim hamulcu, bo wymiana w tej pogodzie to byłby koszmar. N. też się nieźle strachu najadła, nawet chciała sprowadzać, ale przekonałem ją, że "niżej jest lepiej" i faktycznie było. Kilkadziesiąt metrów niżej wiało już sporo słabiej, a potem i deszcz przeszedł.
A widoki na płaskowyżu boskie - jak na zdjęciach z Islandii, albo w "Drużynie Pierścienia"! :)
Mimo to zostaliśmy w Roldal z przyczyn j.w., tym bardziej, ze kemping Hyttegrund jest bardzo fajny i niedrogi (100 NOK za 2 osoby i namiot plus 10 za każde 5 minut prysznica). Ma nawet świetlicę, o której chyba nikt nie wie, a w której właśnie sobie wygodnie siedzimy :)
Dodzwoniłem się tez do wypożyczalni samochodów w Odda - ponoć bez problemu coś sieknę i to bez bankructwa. Gość przez telefon powiedział, że 430 koron za dzień. Podejrzanie tanio jak na Norwegię, ale oby! :)
Trasa.
PS. Pierwsza dwudziestka bigaczy w roku 2018 :)

- DST 61.92km
- Czas 03:33
- VAVG 17.44km/h
- VMAX 53.61km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 854m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 16 lipca 2018
Kategoria Surly-arch, AdB, Wyprawa
Amici di Bici, dz. 313
Wczoraj była niedziela, a w niedzielę prawie wszystkie sklepy w Norwegii są zamknięte. W związku z tym wystrzelaliśmy się dość mocno z zapasów i trzeba było od rana uderzyć do sklepu. Zakupy w Norwegii są o tyle ciekawym doświadczeniem, że przeżywa się ciężki szok cenowy. Bochenek (beznadziejnego w smaku) chleba kosztuje 4 EUR, butelka wody 2 EUR, butelka coli 3,5 EUR, kilogram sera 16-25 EUR, a o mięsie czy wedlinie lepiej wcale nie myślec, bo poniżej 100 zł za kilogram nie ma absolutnie nic, a dominują ceny typu 150 zł/kg. W sklepach można dorwać cenowe perełki, ale trzeba się naszukać i nie można być zbytnio wybrednym w kwestii rodzaju jedzienia. Jakościowo jest natomiast bez zarzutu, nawet najtańsze (co nie znaczy, że tanie!) produkty są zazwyczaj smaczne i ich skład nie przyprawia o ból brzucha. Ale w związku z poszukiwaniami czasu na zakupy schodzi sporo. A jeszcze po drodze musieliśmy znaleźć bankomat, bo chodziły słuchy, że w
dalszej drodze są kempingi, gdzie można płacić tylko gotówką. I faktycznie są.
Tak też i w "prawdziwą" trasę ruszyliśmy dziś z Rjukan o godz... 11. Podjazd z 250 na 900 metrów i już jesteśmy na słynnym płaskowyżu Hardangervidda (w jego skrajnie południowo-wschodniej części). Trzeba przyznać, że widoki boskie. Ciągnące się po horyzont jezioro Mosvatn, na tymże horyzoncie majaczą ośnieżone szczyty Hardangerviddy "właściwej", skaliste zbocza, wąwozy, rzeczki,... No uroczo!
Ale jednak w Rauland byliśmy dopiero po godzinie 15. Tu kolejna wizyta w markecie, bo przy tym upale skończyło nam się picie. Poza tym kupiliśmy obiadokolację na wieczór. Ale zanim wieczór, to jeszcze falowanie wzdłuż kolejnego jeziora, a potem 200 metrów podjazdu, żeby się wydostać z jego niecki.
Na kemping Tallaksbru (fatalne opinie w internecie, ale w praktyce dość zwyczajny, czyli OK) docieramy o 19:30. Zmęczeni i przegrzani decydujemy się na hyttę za 300 NOK, głownie dlatego, że jest w niej lodówka :P Zresztą pole namiotowe naprawdę jest bidne (zrudziała i kamienista trawa, brak prądu, daleko do łazienek), a hytta całkiem okej :)
Wieczorem próbuję jeszcze załatwić transport do Lysebotn, czyli na biga, który jest 160 km w bok i nie jeżdżą tam autobusy. W pobliskim hotelu bardzo miły recepcjonista próbuje znaleźć kogoś, kto mi wypożyczy samochód, ale niestety bez efektu. Więc albo odpuszczam Lysebotn, albo muszę tam dotrzeć rowerem, a to w obie strony 320 km i 5200 km podjazdu. Co gorsza, N. która w życiu nie chciałaby tam jechać, musiałaby na mnie tu czekać. Chyba ze dwa dni. No masakra...
No nic, odpuszczam. Może w Odda, gdzie jest partner Hertza uda się oficjalnie wypożyczyć (i oddać) samochód ;)
Tak też i w "prawdziwą" trasę ruszyliśmy dziś z Rjukan o godz... 11. Podjazd z 250 na 900 metrów i już jesteśmy na słynnym płaskowyżu Hardangervidda (w jego skrajnie południowo-wschodniej części). Trzeba przyznać, że widoki boskie. Ciągnące się po horyzont jezioro Mosvatn, na tymże horyzoncie majaczą ośnieżone szczyty Hardangerviddy "właściwej", skaliste zbocza, wąwozy, rzeczki,... No uroczo!
Ale jednak w Rauland byliśmy dopiero po godzinie 15. Tu kolejna wizyta w markecie, bo przy tym upale skończyło nam się picie. Poza tym kupiliśmy obiadokolację na wieczór. Ale zanim wieczór, to jeszcze falowanie wzdłuż kolejnego jeziora, a potem 200 metrów podjazdu, żeby się wydostać z jego niecki.
Na kemping Tallaksbru (fatalne opinie w internecie, ale w praktyce dość zwyczajny, czyli OK) docieramy o 19:30. Zmęczeni i przegrzani decydujemy się na hyttę za 300 NOK, głownie dlatego, że jest w niej lodówka :P Zresztą pole namiotowe naprawdę jest bidne (zrudziała i kamienista trawa, brak prądu, daleko do łazienek), a hytta całkiem okej :)
Wieczorem próbuję jeszcze załatwić transport do Lysebotn, czyli na biga, który jest 160 km w bok i nie jeżdżą tam autobusy. W pobliskim hotelu bardzo miły recepcjonista próbuje znaleźć kogoś, kto mi wypożyczy samochód, ale niestety bez efektu. Więc albo odpuszczam Lysebotn, albo muszę tam dotrzeć rowerem, a to w obie strony 320 km i 5200 km podjazdu. Co gorsza, N. która w życiu nie chciałaby tam jechać, musiałaby na mnie tu czekać. Chyba ze dwa dni. No masakra...
No nic, odpuszczam. Może w Odda, gdzie jest partner Hertza uda się oficjalnie wypożyczyć (i oddać) samochód ;)
- DST 97.40km
- Czas 05:55
- VAVG 16.46km/h
- VMAX 61.03km/h
- Temperatura 31.0°C
- Podjazdy 1664m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 15 lipca 2018
Kategoria Surly-arch, AdB, Wyprawa
Amici di Bici, dz. 312
Jondalen - Granshera - jezioro Tinnsjo - Miland - Gaustatopen (BIG, na lekko) - Miland.
Wreszcie górski dzień. Kota 1000 m przekroczona po raz pierwszy od Prowansji. Aż nie wiem, jak można było tyle czekać ;) No i piękne widoki na płaskowyżu Gaustatopen, zresztą wcześniej w okolicach jeziora Tinnsjo również - wyglądało (chyba) podobnie jak fiord. Ale póki co z ręki nie jadło ;)

Znów upał, chyba jeszcze większy niż w ostatnich dniach i znów wiatr w plecy. Zaczynam się obawiać, jak to się skończy...
Wreszcie górski dzień. Kota 1000 m przekroczona po raz pierwszy od Prowansji. Aż nie wiem, jak można było tyle czekać ;) No i piękne widoki na płaskowyżu Gaustatopen, zresztą wcześniej w okolicach jeziora Tinnsjo również - wyglądało (chyba) podobnie jak fiord. Ale póki co z ręki nie jadło ;)

Znów upał, chyba jeszcze większy niż w ostatnich dniach i znów wiatr w plecy. Zaczynam się obawiać, jak to się skończy...
- DST 108.75km
- Teren 0.50km
- Czas 05:45
- VAVG 18.91km/h
- VMAX 65.35km/h
- Temperatura 31.0°C
- Podjazdy 1773m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze





















