Wtorek, 15 września 2026
Kategoria !Flinta, .Favero, podsumowania, Wyprawa
Powrót z dworca i po mieście Wiedeń (plus podsumowanie)
Podsumowanie wyprawy Roam2Rome&Beyond 2026:
Dystans: 1744 km, średnio dziennie 83 km, średnio dziennie bez restów: 98 km. Słabizna.
Podjazdy: 20 558m, średnio dziennie 979 m, średnio dziennie bez restów: 1 175 m i średnio 1179 m/100 km. Słabizna straszna.
Bigi: jeden i to powtórzony (ale przynajmniej od drugiej strony :p). Ale nie ma się co dziwić, bo w Italii mam już wszystkie bigi zrobione i ta wyprawa miały inny motyw.
Motyw: zwiedzanie, oglądanie, napawanie się Italią - w każdym aspekcie. I tutaj owszem, nazwiedzałem się za wszystkie czasy, odwiedziłem mnóstwo interesujących, pięknych i wspaniałych miejsc. i równie wiele po prostu uroczych! Co w sumie oznaczało, że to oglądanie i te zachwyty (często piechotą) zajęły sporo czasu, więc nic dziwnego, że na jazdę było go tym razem mniej. Ale nie żałuję, bo raz, że to ITALIA i absolutnie wszystko jest tam wspaniałe (to znaczy wszystko oprócz nawierzchni i stylu jazdy kierowców :p) i warte bliższego poznania, a po wtóre byłem bez formy (trochę odpuściłem późną wiosnę i wczesne lato, a potem jeszcze pod koniec lipca złapałem kontuzję) i w górach zwyczajnie mógłbym nie dać rady, a przynajmniej bardzo się zajeżdżać.
Motyw poboczny: nowy rower. Wyprawa na Flincie (gravelowy Focus Atlas 6.9) wzbudziła mieszane uczucia. Rower jest wyraźnie szybszy od Surliera, ale też zauważalnie mniej wygodny. Poza tym jego przełożenia nie nadają się w góry! Kto to słyszał, żeby podjazd 13% był wyzwaniem?! A był, zwłaszcza jeśli wypadł pod koniec dnia. Więc wniosek taki, że na góry trza zmienić blaty z 46/30 na 42/26 albo nawet 40/24, o ile taki zestaw da się zdobyć. Co oczywiście wymusza przesunięcie przedniej przerzutki w dół. Natomiast sam fakt braku twardych przełożeń nie powinien być problemem - rzadko korzystałem z 46-11 i nie byłoby tragedii, gdybym go nie miał. Co do wygody, to na pewno muszę mieć lepszą owijkę, bo oryginalna jest cienka i dość szybko się poprzesuwała odsłaniając gołe aluminium kiery. Do siodła się w miarę przyzwyczaiłem, ale mimo ponoć bardzo sensownego kształtu demonem wygody to ono nie jest. Więc do rozważenia coś nowego w tym względzie No i pytanie, czy pozycja nie jest trochę za bardzo wyciągnięta. Znowu, pod koniec dnia często miałem takie wrażenie... No i pedały zatrzaskowe na wyprawie to chyba jednak nie dla mnie. Dość często brakowało mi możliwości zmiany pozycji na pedale, chociaż trochę, chociaż na chwilę. Moje rozcięgno fanem SPD niestety nie jest... No, ale chciałem pomiar mocy, to miałem. Szkoda, że akurat tym razem tej mocy miałem wyjątkowo mało i pomiar też nie zachwycił :p
Technicznie sprzęt bez zarzutu (poza owijką). Zwłaszcza hamulce mnie mile zaskoczyły, bo obawiałem się, że tarcze 160 mm na długie zjazdy z bagażem to będzie mało. Ale bez problemu dały radę.
Ograniczony bagaż sprawdził się dobrze. Niczego mi nie brakowało poza ewentualnie zapasem miejsca na trochę większe zakupy. Mogłem tego miejsca mieć więcej, gdybym nie wziął kurtki puchowej (nie użyłem ani razu) ani bluzy (użyłem raz), ale tu dochodzimy do kolejnego aspektu:
Pogoda: absolutny sztos. trzy tygodnie lampy i upału z jedną burzą przedostatniego dnia. Jak dla mnie zdecydowanie za gorąco, ale też musze przyznać, że miałem fart, bo przecież w Italii w sierpniu bywają długie deszczowe okresy i zimnawo. Więc chociaż ciężko było czasem wytrzymać, to jednak obiektywnie była to bardzo dobra pogoda.
Okoliczości:
1. Żarcie nieco rozczarowało. To oczywiście trochę kwestia braku miejsca a trochę pogody, bo nawet jak coś pysznego kupiłem, to musiałem to błyskawicznie zjeść, bo nazajutrz już było popsute. Ale już jedzenie w knajpach powinno być sztos, a jakoś nie było. W życiu się tyle pizzy nie nażarłem, ale ani razu nie byłem zachwycony, a tylko 2-3 razy zadowolony (w tym w Rzymie). No, lazania w Pitigliano pyszna, to fakt.
2. Styl jazdy kierowców mnie wkurzał. Oni po prostu MUSZĄ mnie wyprzedzić, nawet jeśli doskonale widać, że za moment będą hamować. No i MUSZĄ przy tym hamowaniu zajechać mi drogę, mimo że nie mają żadnych szans się przecisnąć po prawej (w przeciwieństwie do mnie).
3. Jakość dróg: większość kiepskich, niektóre po prostu FATALNE i stosunkowo niewiele dobrych. Rację ma Wilk, że drogi w Italii się mocno popsuły. Szkoda.
4. Język: jestem mile zaskoczony, jak dobrze mi szło po włosku. Myślałem, że po takiej przerwie będzie dramat, a tymczasem dość płynnie się komunikowałem! Oczywiście to nie były głębokie konwersacje, a raczej dość krótkie rozmówki o codziennych sprawach, ale mimo to jestem bardzo zadowolony :)
5. Inne: Italia jest PIĘKNA! Wspaniała, cudowna, olśniewająca! Nic dziwnego, że sami Włosi nazywają swój kraj Il Bel Paese - w 200% na to zasługuje! Mimo punktów 1-3 powyżej bynajmniej się nie odkochałem. L'Italia mio amore!
Dystans: 1744 km, średnio dziennie 83 km, średnio dziennie bez restów: 98 km. Słabizna.
Podjazdy: 20 558m, średnio dziennie 979 m, średnio dziennie bez restów: 1 175 m i średnio 1179 m/100 km. Słabizna straszna.
Bigi: jeden i to powtórzony (ale przynajmniej od drugiej strony :p). Ale nie ma się co dziwić, bo w Italii mam już wszystkie bigi zrobione i ta wyprawa miały inny motyw.
Motyw: zwiedzanie, oglądanie, napawanie się Italią - w każdym aspekcie. I tutaj owszem, nazwiedzałem się za wszystkie czasy, odwiedziłem mnóstwo interesujących, pięknych i wspaniałych miejsc. i równie wiele po prostu uroczych! Co w sumie oznaczało, że to oglądanie i te zachwyty (często piechotą) zajęły sporo czasu, więc nic dziwnego, że na jazdę było go tym razem mniej. Ale nie żałuję, bo raz, że to ITALIA i absolutnie wszystko jest tam wspaniałe (to znaczy wszystko oprócz nawierzchni i stylu jazdy kierowców :p) i warte bliższego poznania, a po wtóre byłem bez formy (trochę odpuściłem późną wiosnę i wczesne lato, a potem jeszcze pod koniec lipca złapałem kontuzję) i w górach zwyczajnie mógłbym nie dać rady, a przynajmniej bardzo się zajeżdżać.
Motyw poboczny: nowy rower. Wyprawa na Flincie (gravelowy Focus Atlas 6.9) wzbudziła mieszane uczucia. Rower jest wyraźnie szybszy od Surliera, ale też zauważalnie mniej wygodny. Poza tym jego przełożenia nie nadają się w góry! Kto to słyszał, żeby podjazd 13% był wyzwaniem?! A był, zwłaszcza jeśli wypadł pod koniec dnia. Więc wniosek taki, że na góry trza zmienić blaty z 46/30 na 42/26 albo nawet 40/24, o ile taki zestaw da się zdobyć. Co oczywiście wymusza przesunięcie przedniej przerzutki w dół. Natomiast sam fakt braku twardych przełożeń nie powinien być problemem - rzadko korzystałem z 46-11 i nie byłoby tragedii, gdybym go nie miał. Co do wygody, to na pewno muszę mieć lepszą owijkę, bo oryginalna jest cienka i dość szybko się poprzesuwała odsłaniając gołe aluminium kiery. Do siodła się w miarę przyzwyczaiłem, ale mimo ponoć bardzo sensownego kształtu demonem wygody to ono nie jest. Więc do rozważenia coś nowego w tym względzie No i pytanie, czy pozycja nie jest trochę za bardzo wyciągnięta. Znowu, pod koniec dnia często miałem takie wrażenie... No i pedały zatrzaskowe na wyprawie to chyba jednak nie dla mnie. Dość często brakowało mi możliwości zmiany pozycji na pedale, chociaż trochę, chociaż na chwilę. Moje rozcięgno fanem SPD niestety nie jest... No, ale chciałem pomiar mocy, to miałem. Szkoda, że akurat tym razem tej mocy miałem wyjątkowo mało i pomiar też nie zachwycił :p
Technicznie sprzęt bez zarzutu (poza owijką). Zwłaszcza hamulce mnie mile zaskoczyły, bo obawiałem się, że tarcze 160 mm na długie zjazdy z bagażem to będzie mało. Ale bez problemu dały radę.
Ograniczony bagaż sprawdził się dobrze. Niczego mi nie brakowało poza ewentualnie zapasem miejsca na trochę większe zakupy. Mogłem tego miejsca mieć więcej, gdybym nie wziął kurtki puchowej (nie użyłem ani razu) ani bluzy (użyłem raz), ale tu dochodzimy do kolejnego aspektu:
Pogoda: absolutny sztos. trzy tygodnie lampy i upału z jedną burzą przedostatniego dnia. Jak dla mnie zdecydowanie za gorąco, ale też musze przyznać, że miałem fart, bo przecież w Italii w sierpniu bywają długie deszczowe okresy i zimnawo. Więc chociaż ciężko było czasem wytrzymać, to jednak obiektywnie była to bardzo dobra pogoda.
Okoliczości:
1. Żarcie nieco rozczarowało. To oczywiście trochę kwestia braku miejsca a trochę pogody, bo nawet jak coś pysznego kupiłem, to musiałem to błyskawicznie zjeść, bo nazajutrz już było popsute. Ale już jedzenie w knajpach powinno być sztos, a jakoś nie było. W życiu się tyle pizzy nie nażarłem, ale ani razu nie byłem zachwycony, a tylko 2-3 razy zadowolony (w tym w Rzymie). No, lazania w Pitigliano pyszna, to fakt.
2. Styl jazdy kierowców mnie wkurzał. Oni po prostu MUSZĄ mnie wyprzedzić, nawet jeśli doskonale widać, że za moment będą hamować. No i MUSZĄ przy tym hamowaniu zajechać mi drogę, mimo że nie mają żadnych szans się przecisnąć po prawej (w przeciwieństwie do mnie).
3. Jakość dróg: większość kiepskich, niektóre po prostu FATALNE i stosunkowo niewiele dobrych. Rację ma Wilk, że drogi w Italii się mocno popsuły. Szkoda.
4. Język: jestem mile zaskoczony, jak dobrze mi szło po włosku. Myślałem, że po takiej przerwie będzie dramat, a tymczasem dość płynnie się komunikowałem! Oczywiście to nie były głębokie konwersacje, a raczej dość krótkie rozmówki o codziennych sprawach, ale mimo to jestem bardzo zadowolony :)
5. Inne: Italia jest PIĘKNA! Wspaniała, cudowna, olśniewająca! Nic dziwnego, że sami Włosi nazywają swój kraj Il Bel Paese - w 200% na to zasługuje! Mimo punktów 1-3 powyżej bynajmniej się nie odkochałem. L'Italia mio amore!
- DST 12.97km
- Czas 00:40
- VAVG 19.46km/h
- VMAX 36.60km/h
- Temperatura 23.0°C
- HRmax 136
- HRavg 95
- Kalorie 260kcal
- Podjazdy 105m
- Sprzęt Flinta
- Aktywność Jazda na rowerze
Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy.
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!





















