Roam2Rome&Beyond, dz. 12
Od świtu lampa, na kempingu daszek ze szmaty, ale cienia na piazzoli błyskawicznie ubywało. Jak startowałem tuż przed 9, to akurat już tylko rower się w nim mieścił ;-)
Na pierwszy ogień Sperlonga. Slynna z jaskini, w której dachu są jedne z najtrudniejszych dróg Europy. Niestety, nie udało mi się do niej dotrzeć. Zatrzymał mnie plot, musiałbym się sporo cofnąć. Ale i tak pięknie :-)


Willa Tyberiusza
Na drugi ogień Gaeta. Spory port i historyczne centrum, ale ciężko o dobry kadr. Nieco rozczarowała.


Potem długo drogami wzdłuż wybrzeża, z niezbyt silnym bocznym wiatrem i w ciężkim upale. Aż mnie stopy zaczęły palić, ale uratował mnie kranik ;-)

Potem się zrobiło albańsko (chociaż bez pizdy nad głową, niestety).

A potem były kilometry prywatnych plaż, gdzie się wynajmuje leżak za 5 eur, a morza nie widać zza kilometrów muru.
No i wreszcie Pozzuoli. Momentami pięknie!

Wiedziałem już, że kemping, gdzie chciałem spać, jest zamknięty na stałe, więc się nie przejąłem. Pojechałem do sklepu, a potem na hike wokół krateru wulkanu Monte Nuovo. Hike rozczarował, bo widoków tyle co nic. A liczyłem na fumarole, trzęsienia ziemi, fajerwerki. W końcu to środek Campi Flegrei...

No i wreszcie 5 km na upatrzoną dzikową miejscówkę nad jeziorem. Okazała się dobra, ale obsadzona przez wędkarzy. Nic to! Umyłem się w jeziorze (okazało się słone) i pojechałem na pobliską ławkę. Akurat na kolację i wieczorne posiedzenie. Miejsce na namiot upatrzone, od godziny nikt się nie pojawił w pobliżu, więc niedługo się rozbijam :-)

Sypialnia

Salon z aneksem
Jedyny minus to mocno slyszalna impreza z pobliskiej (chyba) plaży po drugiej stronie torów...
Na pierwszy ogień Sperlonga. Slynna z jaskini, w której dachu są jedne z najtrudniejszych dróg Europy. Niestety, nie udało mi się do niej dotrzeć. Zatrzymał mnie plot, musiałbym się sporo cofnąć. Ale i tak pięknie :-)


Willa Tyberiusza
Na drugi ogień Gaeta. Spory port i historyczne centrum, ale ciężko o dobry kadr. Nieco rozczarowała.


Potem długo drogami wzdłuż wybrzeża, z niezbyt silnym bocznym wiatrem i w ciężkim upale. Aż mnie stopy zaczęły palić, ale uratował mnie kranik ;-)

Potem się zrobiło albańsko (chociaż bez pizdy nad głową, niestety).

A potem były kilometry prywatnych plaż, gdzie się wynajmuje leżak za 5 eur, a morza nie widać zza kilometrów muru.
No i wreszcie Pozzuoli. Momentami pięknie!

Wiedziałem już, że kemping, gdzie chciałem spać, jest zamknięty na stałe, więc się nie przejąłem. Pojechałem do sklepu, a potem na hike wokół krateru wulkanu Monte Nuovo. Hike rozczarował, bo widoków tyle co nic. A liczyłem na fumarole, trzęsienia ziemi, fajerwerki. W końcu to środek Campi Flegrei...

No i wreszcie 5 km na upatrzoną dzikową miejscówkę nad jeziorem. Okazała się dobra, ale obsadzona przez wędkarzy. Nic to! Umyłem się w jeziorze (okazało się słone) i pojechałem na pobliską ławkę. Akurat na kolację i wieczorne posiedzenie. Miejsce na namiot upatrzone, od godziny nikt się nie pojawił w pobliżu, więc niedługo się rozbijam :-)

Sypialnia

Salon z aneksem
Jedyny minus to mocno slyszalna impreza z pobliskiej (chyba) plaży po drugiej stronie torów...
- DST 125.16km
- Teren 3.00km
- Czas 05:22
- VAVG 23.32km/h
- VMAX 49.10km/h
- Temperatura 36.0°C
- HRmax 146
- HRavg 109
- Kalorie 2515kcal
- Podjazdy 638m
- Sprzęt Flinta
- Aktywność Jazda na rowerze
Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy.
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!





















