Środa, 28 lipca 2010
Kategoria .Author-arch, Użytkowo
Po mieście
W deszczu.
- DST 20.65km
- Czas 01:01
- VAVG 20.31km/h
- VMAX 32.50km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 79m
- Sprzęt Author
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 27 lipca 2010
Kategoria .Author-arch, Użytkowo
Po mieście
Wieczorem w ulewie ;)
- DST 10.75km
- Teren 0.50km
- Czas 00:31
- VAVG 20.81km/h
- VMAX 30.50km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 49m
- Sprzęt Author
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 26 lipca 2010
Kategoria .Author-arch, Użytkowo
Po mieście
- DST 28.35km
- Czas 01:19
- VAVG 21.53km/h
- VMAX 41.50km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 97m
- Sprzęt Author
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 25 lipca 2010
Kategoria .Author-arch, Użytkowo
Po mieście
Kapuśniaczek, chłodno! :)
- DST 22.41km
- Teren 0.10km
- Czas 01:10
- VAVG 19.21km/h
- VMAX 32.00km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 92m
- Sprzęt Author
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 24 lipca 2010
Kategoria .Author-arch, Użytkowo
Po mieście
Zmęczenie.
- DST 11.44km
- Czas 00:35
- VAVG 19.61km/h
- VMAX 34.50km/h
- Temperatura 21.0°C
- Podjazdy 39m
- Sprzęt Author
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 23 lipca 2010
Kategoria Surly-arch, Wyprawa
Powrót z dworca
Z Łodzi-Widzew w ulewie i na Śląskiej w wodzie po piasty! Nic nie kłamię! Żałowałem, że nie mam wiosła! ;)
Podsumowanie
Całkowity dystans wyprawy Le B.I.G. Tour des Alpes 2010 wyniósł 2.530,330 km, a suma podjazdów 38.943 m, czyli średnio wyraźnie więcej podjeżdżaliśmy niż podczas Balkaplina 2009 (teraz 1.539 m na każde 100 km trasy, a wówczas 1.172,5 m/100 km)
Całkowity koszt: 1.800 zł
Podsumowanie
Całkowity dystans wyprawy Le B.I.G. Tour des Alpes 2010 wyniósł 2.530,330 km, a suma podjazdów 38.943 m, czyli średnio wyraźnie więcej podjeżdżaliśmy niż podczas Balkaplina 2009 (teraz 1.539 m na każde 100 km trasy, a wówczas 1.172,5 m/100 km)
Całkowity koszt: 1.800 zł
- DST 10.02km
- Czas 00:30
- VAVG 20.04km/h
- VMAX 31.00km/h
- Temperatura 21.0°C
- Podjazdy 21m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 22 lipca 2010
Kategoria Surly-arch, Wyprawa
Le B.I.G Tour des Alpes, dzień 20 i ostatni
Mariazell - Terz - Rohrer Sattel (ostatni BIG wyprawy - i całe szczęscie, mam dość podjazdów na kilka tygodni! ;) - Pernitz -Wiener Neustadt - Eisenstadt - Neusiedl - Bratyslawa - (pociąg) - Skalite - Przeł. Zwardońska - Zwardoń.
Potworny upał. Upał i parno. I gorąco, i duszno. MASAKRA!! A oprócz tego UPAŁ!!
No, ale chcieliśmy dziś być w Bratysławie i zakończyć tę nierówną walkę ;);) więc mimo to jechaliśmy. W Eisenstadt pożegnaliśmy się z Transatlantykiem, który pożeglował szybciej, żeby dojechać za Bratysławę, tam spać i nazajutrz dalej ciąć rowerem, aż dotnie do Ostrowca Świętokrzyskiego. A my powiedzieliśmy "pas". Udało się nam jeszcze dwukrotnie okrążyć Bratysławę - najpierw w Austrii, mając ją po prawej stronie, a potem na Słowacji, oglądając ją z lewej, zanim wreszcie wjechaliśmy do miasta (tak bystro poprowadzili drogę, no! :)
I tylko dzięki temu krążeniu wyszedł nam tak masakryczny dystans na koniec wyprawy. Mój rekord życiowy z pełnym bagażem, Serwecza chyba też, ale wtedy nawet sobie tego nie uświadomiliśmy. Że się powtórzę: MASAKRA :P
Potem już normalne słowackie życie, czyli:
- nie można się myć w umywalni na dworcu,
- szybciej wyciągaj portfel, skoro chcesz ODE MNIE kupić bilet na pociąg,
- kup no ode mnie kamerę wartą 900 EUR za 100 EUR - tu za rogiem jest mój sklep! (specjalnie dla Ciebie otworzę go o godz. 22... czyżby łomem? :p)
i takie tam inne. Krótko mówiąc - jakbym się cofnął o dobre 15 lat, ech młodość :D
No, ale jest pociąg, więc jadziem. Nocleg na dworcu w Żylinie też nie wypadł źle, natomiast porannego sprintu rowerowego na Przełęcz Zwardońską nie zapomnę chyba nigdy. 11 km/h na dziesięcioprocentówce z pełnym bagażem to jest coś, no nie?! :D Ale na pociąg w Zwardoniu zdążyliśmy... na styk :)
Potworny upał. Upał i parno. I gorąco, i duszno. MASAKRA!! A oprócz tego UPAŁ!!
No, ale chcieliśmy dziś być w Bratysławie i zakończyć tę nierówną walkę ;);) więc mimo to jechaliśmy. W Eisenstadt pożegnaliśmy się z Transatlantykiem, który pożeglował szybciej, żeby dojechać za Bratysławę, tam spać i nazajutrz dalej ciąć rowerem, aż dotnie do Ostrowca Świętokrzyskiego. A my powiedzieliśmy "pas". Udało się nam jeszcze dwukrotnie okrążyć Bratysławę - najpierw w Austrii, mając ją po prawej stronie, a potem na Słowacji, oglądając ją z lewej, zanim wreszcie wjechaliśmy do miasta (tak bystro poprowadzili drogę, no! :)
I tylko dzięki temu krążeniu wyszedł nam tak masakryczny dystans na koniec wyprawy. Mój rekord życiowy z pełnym bagażem, Serwecza chyba też, ale wtedy nawet sobie tego nie uświadomiliśmy. Że się powtórzę: MASAKRA :P
Potem już normalne słowackie życie, czyli:
- nie można się myć w umywalni na dworcu,
- szybciej wyciągaj portfel, skoro chcesz ODE MNIE kupić bilet na pociąg,
- kup no ode mnie kamerę wartą 900 EUR za 100 EUR - tu za rogiem jest mój sklep! (specjalnie dla Ciebie otworzę go o godz. 22... czyżby łomem? :p)
i takie tam inne. Krótko mówiąc - jakbym się cofnął o dobre 15 lat, ech młodość :D
No, ale jest pociąg, więc jadziem. Nocleg na dworcu w Żylinie też nie wypadł źle, natomiast porannego sprintu rowerowego na Przełęcz Zwardońską nie zapomnę chyba nigdy. 11 km/h na dziesięcioprocentówce z pełnym bagażem to jest coś, no nie?! :D Ale na pociąg w Zwardoniu zdążyliśmy... na styk :)
- DST 220.72km
- Czas 09:56
- VAVG 22.22km/h
- VMAX 66.00km/h
- Temperatura 36.0°C
- Podjazdy 1499m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 21 lipca 2010
Kategoria Surly-arch, Wyprawa
Le B.I.G Tour des Alpes, dzień 19
Rano wstaliśmy wypoczęci i stwierdziliśmy, że dziś nic ciekawego nie ma w planie, żadnych trudnych przełęczy ani innych wyzwań, więc pozostaje nam powalczyć o średnią ;) No i powalczyliśmy, zwłaszcza, że przez większość dnia mielismy fantastyczny wiatr w plecy! :)
A było tak: Schladming - Liezen - Admont - Park nardowy Gesäuse (kolejny fantastyczny kanion, który przelecieliśmy na pełnym biegu, bo akurat strzeliło nam do głowy się pościgać - ale i tak był przepiękny!) - Göstling - Lunz - Grubberg (BIG-pomyłka - za co ten BIG?!) - Langau - Zellerrain (tu już byliśmy z Serweczem naprawdę zmęczeni, więc skończyła się "walka o średnią" - Serwecz nawet wymiotował, podejrzewam, że to był niegroźny udar słoneczny - i gdyby nie to, że Transatlantyk nam wypruł do przodu i nie odbierał SMSów, to nalegalibyśmy, by w tej dolinie nocować; no, ale wypruł, więc raczej niegroźny BIG stał się prawdziwą drogą przez mękę; ale jeśli nie my, to kto?! ;) - Mariazell.
Nocleg na kempingu nad Erlaufsee - trochę zbyt wielu turystów, ale po tak "sytym" dniu prysznic był koniecznością ;)
A było tak: Schladming - Liezen - Admont - Park nardowy Gesäuse (kolejny fantastyczny kanion, który przelecieliśmy na pełnym biegu, bo akurat strzeliło nam do głowy się pościgać - ale i tak był przepiękny!) - Göstling - Lunz - Grubberg (BIG-pomyłka - za co ten BIG?!) - Langau - Zellerrain (tu już byliśmy z Serweczem naprawdę zmęczeni, więc skończyła się "walka o średnią" - Serwecz nawet wymiotował, podejrzewam, że to był niegroźny udar słoneczny - i gdyby nie to, że Transatlantyk nam wypruł do przodu i nie odbierał SMSów, to nalegalibyśmy, by w tej dolinie nocować; no, ale wypruł, więc raczej niegroźny BIG stał się prawdziwą drogą przez mękę; ale jeśli nie my, to kto?! ;) - Mariazell.
Nocleg na kempingu nad Erlaufsee - trochę zbyt wielu turystów, ale po tak "sytym" dniu prysznic był koniecznością ;)
- DST 189.93km
- Czas 07:57
- VAVG 23.89km/h
- VMAX 69.05km/h
- Temperatura 31.0°C
- Podjazdy 1840m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 20 lipca 2010
Kategoria Surly-arch, Wyprawa
Le B.I.G Tour des Alpes, dzień 18
Hochtor (formalnie i chyba faktycznie najtrudniejszy podjazd wyprawy - od Heiligenblut nachylenie nie schodziło poniżej 9%, a dominowało 10-11, swoje dołożyły też skumulowane zmęczenie całą trasą i upał, który wrócił, by nas dręczyć ;) - Bruck - Bischofshofen (mielismy wjechać na Dientner Sattel - kolejny BIG - ale droga była zamknięta, a objazdem nie chciało nam się tłuc) - Radstadt - Mandling.
Nocleg na dziko w sąsiedztwie cementowni - spory ruch aut na bocznej dróżce w pobliżu, ale nikt się nie przyczepił ;)
Nocleg na dziko w sąsiedztwie cementowni - spory ruch aut na bocznej dróżce w pobliżu, ale nikt się nie przyczepił ;)
- DST 141.14km
- Teren 2.50km
- Czas 07:56
- VAVG 17.79km/h
- VMAX 69.00km/h
- Temperatura 29.0°C
- Podjazdy 2347m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 19 lipca 2010
Kategoria Surly-arch, Wyprawa
Le B.I.G Tour des Alpes, dzień 17
Cortina d'Ampezzo - Passo Tre Croci (mocny podjazd z trzymającą "dziesiątką") - Misurina - Tre Cime di Lavaredo (na pewno najtrudniejszy podjazd na wyprawie, tyle że robiony "na lekko" nie był tak morderczy, zwłaszcza, że nie było upału. Ale trzymające nachylenie 14-16% to jest jednak coś :) no i świetnie było wreszcie zobaczyć tę "Mekkę wspinania" na własne oczy, wyrównawszy porachunki sprzed roku) - Misurina - piękny i długi zjazd - Dobiacco - dalsza cześć zjazdu, tym razem doliną Drawy, niestety już znacznie łagodniejszą i pod wiatr - Lienz (Aldi! tanie żarcie!) - Iselsberg (na mapie niepozorna przełączka, ale w terenie kawałek stromego, choć niezbyt długiego podjazdu - w upale i z zaskoczenia dała w kość, zwłaszcza Serweczowi ;) - Winklern - Mortschach.
Nocleg po raz pierwszy od kilku dni na kempingu - takim "chłopskim" - z oborą i stertą gnoju, ale zadbanym i z ciepłą wodą, a przy tym niedrogim. Należało nam się! ;)
Nocleg po raz pierwszy od kilku dni na kempingu - takim "chłopskim" - z oborą i stertą gnoju, ale zadbanym i z ciepłą wodą, a przy tym niedrogim. Należało nam się! ;)
- DST 130.67km
- Czas 06:43
- VAVG 19.45km/h
- VMAX 69.05km/h
- Temperatura 29.0°C
- Podjazdy 2114m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze





















