Informacje

  • Wszystkie kilometry: 237867.23 km
  • Km w terenie: 5617.80 km (2.36%)
  • Czas na rowerze: 477d 10h 04m
  • Prędkość średnia: 20.76 km/h
  • Więcej informacji.
baton rowerowy bikestats.pl
Jak to drzewiej bywało: button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Zaprzyjaźnione blogi i strony

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy aard.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Poniedziałek, 4 października 2010 Kategoria .Author-arch, Użytkowo

Po mieście

Częściowo z N. :)
Bardzo silny wiatr SSE.
  • DST 21.46km
  • Czas 01:06
  • VAVG 19.51km/h
  • VMAX 36.00km/h
  • Temperatura 9.0°C
  • Podjazdy 91m
  • Sprzęt Author
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 3 października 2010 Kategoria Wycieczka, !Cube

Wiatru w polu bynajmniej nie trzeba szukać

Skoczyłem dokończyć szlak okolic Łodzi. Jak się okazało wczoraj brakło jednak aż 18 km, z czego pierwszy fragment tak zarośniętą miedzą, że nic dziwnego, że ją po ciemku przeoczyłem. Na dodatek żadnego znaku, który by wskazywał, ze to tamtędy - znalazłem ją tylko dlatego, że dziś jechałem w przeciwnym kierunku ;)

Miedza była, jak to miedza, między dwoma polami, a wiało na niej jak cholera. Okazało się zatem, że tytułowe powiedzenie jest bez sensu - wiatru w polu jest pełno :)

Potem do rodziców umyć rower ;)




  • DST 60.03km
  • Teren 7.70km
  • Czas 02:44
  • VAVG 21.96km/h
  • VMAX 40.45km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 269m
  • Sprzęt HyperCube
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 2 października 2010 Kategoria Wycieczka, !Cube

Szlak okolic Łodzi, czyli niezły forfiter! ;)

Stwierdziwszy, że ten weekend, to prawdopodobnie ostatnia szansa, by walnąć 200, z czego ok. połowa w terenie, a co za tym idzie, ze nie ma co czekać ze zrobieniem czerwonego szlaku wokółłódzkiego, wstałem dziś o szóstej i pojechałem.

Pogoda od rana nawet przyjemna, 7 stopni, słaby wiatr SE, mało chmur, jadziem! Zacząłem w Wiskitnie, bo w tym miejscu szlak przebiega najbliżej mojego domu. Początek rozczarowywał - absolutna większość asfaltem. Do Tuszyna zaledwie 2 km w terenie! Dalej już nieco ciekawiej - jeszcze w Tuszynie bardzo nierówna, trawiasta dróżka pełna grzybiarzy, potem Rezerwat Molenda, znów sporo asfaltu i wreszcie coś, czego nie znałem - las miejski Miasta Pabianic. Las bardzo ładny, ale błota mnóstwo. Zaczęło się przedzieranie :)

W samych Pabianicach oczywiście beznadziejne oznakowanie, więc trochę błądziłem (na mojej mapie 1:50.000 tego obszaru nie było, a na 250 w ogóle nie zaznaczono przebiegu szlaku), natomiast za miastem wreszcie zrobiło się naprawdę ciekawie. Najpierw bardzo ładna, równa szutrowa droga skrajem lasu, potem korzeniaste drogi przez las - bardzo urokliwy zresztą o tej porze roku. Za drogą Dobroń-Ldzań zaś zaczęły się piachy. Szczęśliwie można je było ominąć ścieżką wydeptaną skrajem drogi, pomiędzy drzewami - fantastyczny slalom przy 25 km/h :)

Dalej była Kolumna i jej fatalna trylinka, ale przetrwałem ;) Lasy na północ od kolumny znów piaszczyste i tym razem raczej bez alternatywnych ścieżek - trzeba było solidnie popracować, więc w Mikołajewicach odetchnąłem z naprawdę sporą ulgą. Aż do Lutomierska było juz bardzo przyjemnie. Stamtąd zaś dużo asfaltu: Kazimierz, Babiczki. Dalej szuter i drugi naprawdę fantastyczny odcinek - Piaskowa Góra koło Rąbinka. Kilkunastometrowe, porośnięte lasem pagóry, niekiedy naprawdę solidnie nastromnione otaczały mnie zewsząd, a szlak jakimś cudem... szedł po płaskim. Aż się wkurzyłem i podjechałem na jedną taką niby-wydmę. 10% jak nic (na oko, bo miałem Sigmę bez pomiaru nachylenia). Zjazd był oczywiście karkołomny :)



Przez Aleksandrów asfaltami i dalej kolejny piaszczysty odcinek przez Rudę Bugaj. Przyznaję, że się go obawiałem, bo byłem tam jakiś miesiąc temu i o mało nie skończyło się pchaniem. Na szczęście po ostatnich deszczach piach się nieco zbił i w sumie nawet przyjemnie się jechało :) Gdzieś w tych okolicach liczba kilometrów w terenie przekroczyła 50% całego dystansu i już poniżej tego progu nie spadła aż do samej, stricte asfaltowej, końcówki.

Następny etap to Grotniki - droga z Rudy Bugaj dość prosta, acz niekiedy kałuże całkiem rzetelne - trzeba było pomysłowo omijać :) Przez Grotniki za to jechało się świetnie - droga dobrze ubita, dość równa, raczej sucha. Podobnie w Lesie Grotnickim - tyle że tam był szuter.

Dalej miałem odcinek znany mi z Setki po łódzku - droga niezła, a tuż przed krajową "jedynką" wąziutka ścieżka wśród pokrzyw, na której nieźle trzęsie - kolejne bardzo fajne miejsce :)

Rosanów i dalsza część trasy, aż do Białej jak dla mnie bez historii, poza tym, ze wciąż przybywało kilometrów w terenie :) W Białej zrobiłem dłuższy postój, bo już mi kiszki marsza grały i... spojrzałem na zegarek. Była 16. Późno! No, ale cóż robić trzeba jechać dalej, jak zdążę to super, jak nie, to szkoda i cześć.

Las Szczawiński bardzo przyjemny - jechałem tamtędy kiedyś w przeciwną stronę i zapamiętałem, że było cały czas w dół, więc teraz - w związku z narastającym zmęczeniem - trochę się obawiałem tego kilkukilometrowego choć łagodnego podjazdu. Ale nie taki diabeł straszny - w podjeździe były przerwy, a w ogóle to prawie nie było podjazdu ;)

Swędów. Grzeję wzdłuż torów - zaczynam się spieszyć i przez to gubię szlak. Pośpiech jest złym doradcą - straciłem z 6 minut, a rzut oka na mapę zająłby maksymalnie 2. Dalej wzdłuż torów różnymi drogami, raz asfaltem, raz szutrem a raz ledwo widoczną i straszliwie trzęsącą ścieżynką aż do Glinnika. Stamtąd asfaltem do Smardzewa. Dalej już znanym odcinkiem do klasztoru w Łagiewnikach.



Dalej! Las łagiewnicki - tego odcinka szlaku nie jechałem albo nigdy albo od bardzo dawna - pozytywnie mnie zaskoczył: na początku wzdłuż małego, urokliwego wąwozu, potem górki, momentami trudna droga i meandrowanie. Super! Będę musiał tam wrócić :)

A tymczasem zaczęło się ściemniać, więc Rogowską do Wycieczkowej, dalej Kryształową i Łupkową i jestem przy zajeździe na Rogach. Nadal Łupkową (raz teren, raz stareńki asfalt) aż do Marmurowej, a tam wredna trylinka i brak oznaczeń szlaku. Co robić? Z mapy wynika, ze w lewo w Opolską - no to heja! Droga fatalna - dziury i błoto, a szlaku ani widu, ani słychu, ale trudno - nie mam już czasu szukać - grzeję na Radary, tam na pewno go znajdę!:)

Na rozstaju pod Radarami, jak popatrzyłem na oznaczenia skrętu, to stwierdziłem, że jednak musiałem mimo woli pojechać szlakiem, chociaż nigdzie nie było znaku. No i dobra, dalej!

Trochę dróg i ścieżek przez okolice, których nie potrafię nazwać i wylatuję na drogę wiodącą prosto do Nowosolnej. Asfalt, z górki. No to w pedał! 5 km do Wiączynia śmignąłem w 11 minut. Dobrze, ale trzeba szybciej, bo przede mną las Wiączyński, a jest już prawie ciemno!

Wpadam do lasu - jeszcze widać drogę, ale znaków - już nie. Nawet z czołówką ciężko je dostrzec. Błądzę. W końcu ponownie chrzanię znaki i jadę wg mapy - jak się okazało, znów celnie - znaki odnajdują się za ok. kilometr. Tymczasem jest już całkiem ciemno, w krzakach coś się przedziera, a w świetle czołówki błysną niekiedy jakieś ślepia. Kurna, trochę straszno! Na dodatek dwukrotnie wpadam w kałużę po piasty, w której przednie koło się zatrzymuje, a ja robię podpórkę. Prawą stopę mam podmoczoną, a lewą całkiem mokrą. Nic to, pędzę dalej, zaraz będzie cmentarz wojenny i znów asfalt. No i jest, po jakimś kilometrze, może półtora. Dobra nasza - wyjechałem z tego strasznego lasu! ;)

Postój, przebiórka w ciepłe, batonik i uczenie się następnego odcinka mapy na pamięć. Umiem? Umiem, no to w drogę!

Faktycznie, wszystko mi się zgadza z mapą i licznikiem - skręcam w lewo, za 1,5 km w prawo, po 600 m w lewo i teraz ma być za 1,5 km w prawo. Robi się terenowo, widać właściwie nic, oprócz szronu na czymś, co rośnie na polu, przez które biegnie droga (jest 5 stopni). Drogi w prawo nie ma. Brnę w coraz węższe i bardziej grząskie ścieżki, wreszcie jadę skrajem zaoranego pola, bo nic innego już nie ma. Prędkość: 8 km/h. Ledwo. W końcu mnie zrzuciło na większym wykrocie, zatrzymuję się, rozglądam i... w trop za mną biegną kolejne świecące ślepia. Tym razem nie umykają z mojej drogi, ale wyraźnie mnie śledzą! Pewnie pies, ale nawet nie widzę jak duży, cholera. No nic trza w pedał. Przez pole i strumyczek wpadam wreszcie do jakiejś zagrody - czy tu aby nie będzie kolejnych psów? Na szczęście nie - zagroda jest jeszcze w budowie i niezamieszkana, a podjazd wyprowadza mnie na szosę. Uff.

Szlak oczywiście w tym polu zgubiłem, ale teraz jest mi już wszystko jedno, gdyż stwierdzam, że po ciemku i z moją latarką i tak nie mam szans go ukończyć, bo nie widzę przebiegu drogi. No cóż, szkoda, zabrakło ok. 10, maksymalnie 15 km, więc było bardzo blisko, ale jednak przy moim tempie dzień okazał się zbyt krótki.

Na otarcie łez pozostaje pierwsza dwusetka na Kjubie i pierwsza setka w terenie w życiu. No i naprawdę rzetelne zmęczenie. Jest to dla mnie jedna z tych rzeczy, dla których chce się jeździć :)

Końcówka przez Andrespol, Zakładową, Ofiary i Młynek ciągnie się dość mozolnie, gdyż pary zostało mi już naprawdę niewiele. Mam wrażenie, że moje 330 do Malborka dwa tygodnie temu, zrobione z rekordową średnią, zmęczyło mnie mniej. No cóż, teren, nawet na fullu, jednak to zupełnie coś innego niż szosa - zaczynam się o tym powoli przekonywać ;)

Podsumowanie
Wycieczka bardzo trudna. Przynajmniej dla mnie. Mimo, że teren nie zawsze był trudny, a nawet ten dość łatwy był w przewadze, to jednak to jest teren i wysysa siły chyba ponad dwukrotnie bardziej niż asfalt. Średnia z postojami 15,7, czyli ok. 6 km/h wolniej niż na szosie. Średnia bez postojów zresztą tak samo o ok. 6 km/h niższa. No i masakryczny ból tyłka. Muszę jednak pomyśleć nad zmianą siodełka w Kjubie ;)
Całość szlaku jest do zrobienia, ale najwcześniej w kwietniu, niestety.

Trasa tutaj oraz kolejne podstrony.
  • DST 205.57km
  • Teren 101.50km
  • Czas 10:07
  • VAVG 20.32km/h
  • VMAX 41.38km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Podjazdy 770m
  • Sprzęt HyperCube
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 1 października 2010 Kategoria .Author-arch, Użytkowo

Po mieście

  • DST 14.24km
  • Czas 00:39
  • VAVG 21.91km/h
  • VMAX 37.00km/h
  • Temperatura 9.0°C
  • Podjazdy 51m
  • Sprzęt Author
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 30 września 2010 Kategoria .Author-arch, Użytkowo

Po mieście

Po raz pierwszy w tym tygodniu nie w deszczu ;)
  • DST 14.86km
  • Czas 00:43
  • VAVG 20.73km/h
  • VMAX 30.00km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Podjazdy 56m
  • Sprzęt Author
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 29 września 2010 Kategoria .Author-arch, Użytkowo

Po mieście

Znów w deszczu. Zimno :(
  • DST 11.55km
  • Czas 00:34
  • VAVG 20.38km/h
  • VMAX 31.50km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Podjazdy 45m
  • Sprzęt Author
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 28 września 2010 Kategoria .Author-arch, Użytkowo

Po mieście

w deszczu. Bida.
  • DST 8.26km
  • Czas 00:23
  • VAVG 21.55km/h
  • VMAX 31.00km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Podjazdy 38m
  • Sprzęt Author
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 27 września 2010 Kategoria .Author-arch, Użytkowo

Po mieście

Bardzo brzydko i rano deszcz, a poza tym jakiś zmęczony dziś byłem :/
  • DST 11.92km
  • Czas 00:36
  • VAVG 19.87km/h
  • VMAX 30.50km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Podjazdy 33m
  • Sprzęt Author
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 26 września 2010 Kategoria Surly-arch, Wypad

Mazury - dzień 9 i ostatni

czyli powrót z pociągiem z Suwałk ;)
  • DST 21.83km
  • Czas 01:03
  • VAVG 20.79km/h
  • VMAX 32.58km/h
  • Temperatura 21.0°C
  • Podjazdy 104m
  • Sprzęt arch-Surly
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 25 września 2010 Kategoria Surly-arch, Wypad

Mazury - dzień 8.

Sejny - Berżniki - Vytautaj - Lazdijaj - Ogrodniki - Sejny - Stary Folwark

Mając świadomość kończącego się urlopu postanowiliśmy nie zmarnować jego ostatniego pełnego dnia i jednak gdzieś pojechać. Oczywiście z planów odwiedzenia Troków wyszły nici, bo to zbyt daleko na jednodniową wycieczkę, a wczoraj daliśmy ciała ;) Ale jednak gdziekolwiek na Litwę można by skoczyć, żeby chociaż N. zobaczyła, jak tam jest (ja już byłem i wiedziałem, że żaden cymes :P)

No to pojechalismy na pętelkę, w tym ponad 12 km typową dla Litwy drogą, która jesli tylko nie jest co najmniej "żółta", to jest szutrowa. Ciekawe doświadczenie na sztywniaku. Wymordowałem się niewąsko, ale przynajmniej sprawdziły się moje słowa, że tak będzie ;);)

Poza tym obejrzeliśmy nijakie miasteczko Lazdijaj i na spróbowanie kupiliśmy dwa miejscowe sery i piwo w tamtejszym markecie. Piwo okazało się obrzydliwe, serów jeszcze nie jadłem, więc nie wiem ;)

ogólnie jednak wycieczka była przyjemna, a zakończyliśmy ją oglądanie klasztoru w Wigrach - bardzo przyjemne miejsce :)

No i ciepło - 20-22 stopnie! :)
Gdyby jeszcze nie ten wiatr, który przeszkadzał jak tylko mógł... ;)
  • DST 107.01km
  • Teren 12.50km
  • Czas 04:57
  • VAVG 21.62km/h
  • VMAX 56.65km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Podjazdy 588m
  • Sprzęt arch-Surly
  • Aktywność Jazda na rowerze

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl