Czwartek, 27 września 2018
Kategoria .Batawóz-arch, Użytkowo
Po mieście
- DST 20.76km
- Czas 00:59
- VAVG 21.11km/h
- VMAX 32.00km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 93m
- Sprzęt Batavus
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 26 września 2018
Kategoria .Batawóz-arch, Użytkowo
Po mieście
- DST 11.17km
- Czas 00:32
- VAVG 20.94km/h
- VMAX 27.00km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 31m
- Sprzęt Batavus
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 25 września 2018
Kategoria .Batawóz-arch, Użytkowo
Po mieście Łódź
- DST 11.48km
- Czas 00:36
- VAVG 19.13km/h
- VMAX 26.00km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 45m
- Sprzęt Batavus
- Aktywność Jazda na rowerze
Z Serweczem dobylegdzie, czyli do Lutomierska
Dom - Plac Wolności - Lublinek - Sanitariuszki - Gorzew - Petrykozy - Lutomiersk - Babiczki - Złotno - Łódź. Chłodno, oficjalnie ogłaszam koniec lata :(
- DST 66.73km
- Czas 02:44
- VAVG 24.41km/h
- VMAX 38.00km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 245m
- Sprzęt KTM
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 21 września 2018
Kategoria .Batawóz-arch, Użytkowo
Po mieście Łódź
- DST 22.82km
- Czas 01:09
- VAVG 19.84km/h
- VMAX 32.50km/h
- Temperatura 26.0°C
- Podjazdy 82m
- Sprzęt Batavus
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 19 września 2018
Kategoria .Batawóz-arch, Użytkowo
Po mieście
- DST 24.22km
- Czas 01:07
- VAVG 21.69km/h
- VMAX 37.50km/h
- Temperatura 27.0°C
- Podjazdy 86m
- Sprzęt Batavus
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 17 września 2018
Kategoria .Batawóz-arch, Użytkowo
Po mieście
- DST 10.43km
- Czas 00:30
- VAVG 20.86km/h
- VMAX 31.00km/h
- Temperatura 24.0°C
- Podjazdy 35m
- Sprzęt Batavus
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 15 września 2018
Kategoria Surly-arch, Wypad, podsumowania
Czeski film, dz. 6
Dożynki: Beroun - Velka Amerika (nieco rozczarowała, nie taka velka jak sobie wyobrażałem ;) - Praga - (pociągi) - Łódź. Trasa rowerem.

Velka Amerika
Pociągi mnie strasznie wkurzyły. Jechałem dwoma, oba podstawiane na dworzec, z którego odjeżdżałem (Praga i Katowice) i oba już podstawione zostały z opóźnieniem. Przez to pierwsze półgodzinne opóźnienie (którego pociąg nie nadrobił przez kilka godzin) wysiadłem w Katowicach, bo nie zdążyłbym nijak na ostatni pociąg z Warszawy do Łodzi i musiałbym nocować, a to drugie (również z "przyczyn technicznych" - dziękujemy za wiele wyjaśniające wyjaśnienia qfa!) mnie dobiło. Aczkolwiek ten akurat chyba nadrobił i w Łodzi byłem (nie pamiętam dokładnie, bo już prawie spałem ;) mniej więcej na czas. W domu ok 2:30 w nocy.
Aha, oczywiście na oba pociągi planowo sporo czekałem - w Pradze poszedłem na wczesny obiad do kebabowej jadłodajni (cielęcina z ryżem - marna i drogo), a i tak musiałem przesiedzieć ponad 2 godziny na ławce przed dworcem w towarzystwie chmary miejscowych żuli (na szczęście obojętnych na moją obecność), a w Katowicach (2,5 godziny plus opóźnienie) poszedłem na kawę - drogą i kiepską (So Coffee), ale przynajmniej dworzec ładnie odnowiony i jego okolice robią wrażenie. Wreszcie ukończono remont centrum i wygląda ono jak naprawdę europejskie miasto :)
Tak więc dzień i pół nocy spędzone na czekaniu na pociągi i w pociągach. Masakra :P
Podsumowanie wypadu:
Dystans: 527,5 km, średnio zaledwie 87,9 km dziennie, ale dwa dni były połówkowe, bez nich średnio dziennie 103,6 km
Podjazdy: 8442 m, średnio dziennie 1407 m i 1600m/ 100km (raczej solidnie)
Bigi: 6, czyli wszystkie :)

Velka Amerika
Pociągi mnie strasznie wkurzyły. Jechałem dwoma, oba podstawiane na dworzec, z którego odjeżdżałem (Praga i Katowice) i oba już podstawione zostały z opóźnieniem. Przez to pierwsze półgodzinne opóźnienie (którego pociąg nie nadrobił przez kilka godzin) wysiadłem w Katowicach, bo nie zdążyłbym nijak na ostatni pociąg z Warszawy do Łodzi i musiałbym nocować, a to drugie (również z "przyczyn technicznych" - dziękujemy za wiele wyjaśniające wyjaśnienia qfa!) mnie dobiło. Aczkolwiek ten akurat chyba nadrobił i w Łodzi byłem (nie pamiętam dokładnie, bo już prawie spałem ;) mniej więcej na czas. W domu ok 2:30 w nocy.
Aha, oczywiście na oba pociągi planowo sporo czekałem - w Pradze poszedłem na wczesny obiad do kebabowej jadłodajni (cielęcina z ryżem - marna i drogo), a i tak musiałem przesiedzieć ponad 2 godziny na ławce przed dworcem w towarzystwie chmary miejscowych żuli (na szczęście obojętnych na moją obecność), a w Katowicach (2,5 godziny plus opóźnienie) poszedłem na kawę - drogą i kiepską (So Coffee), ale przynajmniej dworzec ładnie odnowiony i jego okolice robią wrażenie. Wreszcie ukończono remont centrum i wygląda ono jak naprawdę europejskie miasto :)
Tak więc dzień i pół nocy spędzone na czekaniu na pociągi i w pociągach. Masakra :P
Podsumowanie wypadu:
Dystans: 527,5 km, średnio zaledwie 87,9 km dziennie, ale dwa dni były połówkowe, bez nich średnio dziennie 103,6 km
Podjazdy: 8442 m, średnio dziennie 1407 m i 1600m/ 100km (raczej solidnie)
Bigi: 6, czyli wszystkie :)
- DST 52.06km
- Teren 0.50km
- Czas 02:55
- VAVG 17.85km/h
- VMAX 50.61km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 772m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 14 września 2018
Kategoria Surly-arch, Wypad
Czeski film, dz. 5
Wstałem trochę wcześniej niż zwykle, a że nie musiałem zwijać obozu, to w trasie, po zakupie rohlikow na cały dzień bylem już o 8:10. Pogoda słaba, bardzo niskie chmury i taka wodna mgiełka w powietrzu. Nie aż mżawka, ale i nie brak opadu. No i oczywiście wiatr się odwrócił wraz z moją trasą i teraz był NEE, czyli... w pysk. Na szczęście bardzo slaby.
W sumie to nawet dobrze mi się jechało, tylko bardzo nudno. Teren jak to w Czechach - czechy, ale widoki żadne, a że trasa wiodła odludziem (i dobrze!), to nawet prawie żadnych mniej lub bardziej interesujących wytworów ręki ludzkiej nie było (poza jednym niebrzydkim klasztorem w Marianskim Tyncu kolo Kralewic oraz masztem radiowym zaaranżowanym na olbrzymi zegar słoneczny, szkoda tylko, że nie było słońca, więc nie wiadomo, która była godzina :P).

Klasztor w Mariańskim Tyńcu

Fragment zegara słonecznego - po lewej widać cyfrę XII, a po prawej - profilu cyfrę I. Cały cyferblat miał średnicę kilkuset metrów!
Ogólnie najciekawszym momentem było drugie śniadanie na przystanku, na podłodze którego leżało... 6 zdechłych myszy! Nawet rozważałem zemstę za Popiela, ale powstrzymała mnie myśl, ze myszy mogły paść od trutki :-P

Jak widać ewidentnie przydałoby się towarzystwo. No, ale jak się nie ma, kogo się lubi, to się jeździ solo (lub z myszami ;-)
Marianskie Łaźnie - Tepla - Bezverov - Kralevice - Zvikovec - Skryje - Beroun. Nocleg na kempingu, ale w pokoju za 250 CZK, A to dlatego, ze pogoda nadal niepewna (choc wyraźnie lepsza niż rano), a pole namiotowe strasznie obskurne. Sporo śmieci, daleko do kibla, knajpa tuż obok (gwar). Zresztą namiot bylby raptem o 100 koron tańszy.
A jutro ostatni big wypadu oraz jedna atrakcja, ale za to pierwszej klasy! :-)
W sumie to nawet dobrze mi się jechało, tylko bardzo nudno. Teren jak to w Czechach - czechy, ale widoki żadne, a że trasa wiodła odludziem (i dobrze!), to nawet prawie żadnych mniej lub bardziej interesujących wytworów ręki ludzkiej nie było (poza jednym niebrzydkim klasztorem w Marianskim Tyncu kolo Kralewic oraz masztem radiowym zaaranżowanym na olbrzymi zegar słoneczny, szkoda tylko, że nie było słońca, więc nie wiadomo, która była godzina :P).

Klasztor w Mariańskim Tyńcu

Fragment zegara słonecznego - po lewej widać cyfrę XII, a po prawej - profilu cyfrę I. Cały cyferblat miał średnicę kilkuset metrów!
Ogólnie najciekawszym momentem było drugie śniadanie na przystanku, na podłodze którego leżało... 6 zdechłych myszy! Nawet rozważałem zemstę za Popiela, ale powstrzymała mnie myśl, ze myszy mogły paść od trutki :-P

Jak widać ewidentnie przydałoby się towarzystwo. No, ale jak się nie ma, kogo się lubi, to się jeździ solo (lub z myszami ;-)
Marianskie Łaźnie - Tepla - Bezverov - Kralevice - Zvikovec - Skryje - Beroun. Nocleg na kempingu, ale w pokoju za 250 CZK, A to dlatego, ze pogoda nadal niepewna (choc wyraźnie lepsza niż rano), a pole namiotowe strasznie obskurne. Sporo śmieci, daleko do kibla, knajpa tuż obok (gwar). Zresztą namiot bylby raptem o 100 koron tańszy.
A jutro ostatni big wypadu oraz jedna atrakcja, ale za to pierwszej klasy! :-)
- DST 129.83km
- Czas 06:25
- VAVG 20.23km/h
- VMAX 56.67km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 1843m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 13 września 2018
Kategoria Surly-arch, Wypad
Czeski film, dz. 4
W nocy popsuła się pogoda. Mocno wiało (aż rzucało namiotem), a rano było mocno pochmurno, nadal wietrznie (oczywiście wiatr SW) i wg prognozy miało padać. A przede mną akurat najdłuższy dzień wypadu, w deszczu i w całości pod wiatr. Czy można chcieć więcej? Można, pociągu! :-)
Pociąg się znalazł. Najpierw do Klasterca nad Ohri. Tam popadywało, ale że był big, to nie było przeproś. Droga do Medenca częściowo w remoncie, trochę rozkopana i błotnista, ale przejezdna. Podjazd sam sobie łatwy. Mimo to zmęczenie poprzednimi dniami (chyba głównie tą pieszą wycieczką) dawało mi się we znaki, wiec z ulgą odhaczyłem szczyt i z powrotem do Klasterca. Trasa na tym odcinku.

Na szczycie BIGa Medenec
Male zakupy w Pennym i na pociąg. Ledwo dotarłem na stację, gdy zaczęło serio padać :-)
Kolejny pociąg to dalsze 60km, tym razem do Kynšperka nad Ohri. W świetle pogody nie miałem wątpliwości :-) W Kynšperku bylem opóźniony o pół godziny, czyli tuż przed 16, ale to jeszcze dość czasu, by zdążyć przez biga Vysoke Sedlo do Marianskych Łaźni . Marnie mi się jechało, ale jakoś poszło i tak oto siedzę w pensjonacie w Mariańskich za 24 EUR. Zdecydowałem się na nocleg pod dachem, bo w nocy i rano znów ma padać, wiec chociaż wystartuję na sucho ;)
W bonusie mam restaurację na dole, gdzie wreszcie zjadłem vyprażany syr z hranolkami i diablovou omackou. Mniam! :-)
Pociąg się znalazł. Najpierw do Klasterca nad Ohri. Tam popadywało, ale że był big, to nie było przeproś. Droga do Medenca częściowo w remoncie, trochę rozkopana i błotnista, ale przejezdna. Podjazd sam sobie łatwy. Mimo to zmęczenie poprzednimi dniami (chyba głównie tą pieszą wycieczką) dawało mi się we znaki, wiec z ulgą odhaczyłem szczyt i z powrotem do Klasterca. Trasa na tym odcinku.

Na szczycie BIGa Medenec
Male zakupy w Pennym i na pociąg. Ledwo dotarłem na stację, gdy zaczęło serio padać :-)
Kolejny pociąg to dalsze 60km, tym razem do Kynšperka nad Ohri. W świetle pogody nie miałem wątpliwości :-) W Kynšperku bylem opóźniony o pół godziny, czyli tuż przed 16, ale to jeszcze dość czasu, by zdążyć przez biga Vysoke Sedlo do Marianskych Łaźni . Marnie mi się jechało, ale jakoś poszło i tak oto siedzę w pensjonacie w Mariańskich za 24 EUR. Zdecydowałem się na nocleg pod dachem, bo w nocy i rano znów ma padać, wiec chociaż wystartuję na sucho ;)
W bonusie mam restaurację na dole, gdzie wreszcie zjadłem vyprażany syr z hranolkami i diablovou omackou. Mniam! :-)
- DST 61.32km
- Teren 1.50km
- Czas 03:35
- VAVG 17.11km/h
- VMAX 50.13km/h
- Temperatura 17.0°C
- Podjazdy 1329m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze





















