Roam2Rome&Beyond, dz. 7
Obudziły mnie kury czy owce krótko przed 6 i już nie zasnąłem. Zbierałem się jednak leniwie i start jak zwykle o 9 :-P
Na początek ostra piła z powrotem do Abbazia, ale zaraz odbijam na południe. Sporo falowania po baardzo diablodobranocnych okolicach niczego. Z jednym postojem na batona dobijam do Pitigliano jakoś przed 12. A Pitigliano jak zawsze szokująco piękne.



Po objechaniu całej starówki ląduję w coopie na górze, gdzie tradycyjna pyszna lazania na wagę. Pamiętam, jak byliśmy wygłodniali, gdy ją jedliśmy w 2014, ale teraz smakowała mi tak samo, mimo że byłem tylko normalnie głodny :-)
Dalej już konkretny podjazd do Laterza, skąd z kolei falujący zjazd nad samo Lago Bolsena. Od razu na dzień dobry wyhaczam publiczną plażę i spędzam tam ponad godzinę co chwilę plawiąc się i chłodząc. Zajebista siesta! :-)

Potem kawałek wokół jeziora do Marty,

skąd już podjazd do Montefiascone. Łagodny, ale długi, już go miałem trochę dość. Ale za to na końcu czeka bardzo tani i - jak się okazuje - niezły dom pielgrzyma "I love host 24". Nikogo nie ma, ale drzwi otwarte, a w środku stojak na rowery, więc wstawiam i czekam na love hosta. Po chwili jest.
Cena się zgadza (22,50!), a pokój nie ma drzwi, tylko zasłonkę! :-) Trochę gorąco, ale nie dramat. Przy tej cenie zdecydowanie na plus.
Po kolacji złożonej z fig, jabłek i pomarańczy, idę jeszcze na spory spacer po miasteczku. Wyszło ponad 3 km, bo Montefiascone jest śliczne! Polecam! :-)



Na początek ostra piła z powrotem do Abbazia, ale zaraz odbijam na południe. Sporo falowania po baardzo diablodobranocnych okolicach niczego. Z jednym postojem na batona dobijam do Pitigliano jakoś przed 12. A Pitigliano jak zawsze szokująco piękne.



Po objechaniu całej starówki ląduję w coopie na górze, gdzie tradycyjna pyszna lazania na wagę. Pamiętam, jak byliśmy wygłodniali, gdy ją jedliśmy w 2014, ale teraz smakowała mi tak samo, mimo że byłem tylko normalnie głodny :-)
Dalej już konkretny podjazd do Laterza, skąd z kolei falujący zjazd nad samo Lago Bolsena. Od razu na dzień dobry wyhaczam publiczną plażę i spędzam tam ponad godzinę co chwilę plawiąc się i chłodząc. Zajebista siesta! :-)

Potem kawałek wokół jeziora do Marty,

skąd już podjazd do Montefiascone. Łagodny, ale długi, już go miałem trochę dość. Ale za to na końcu czeka bardzo tani i - jak się okazuje - niezły dom pielgrzyma "I love host 24". Nikogo nie ma, ale drzwi otwarte, a w środku stojak na rowery, więc wstawiam i czekam na love hosta. Po chwili jest.
Cena się zgadza (22,50!), a pokój nie ma drzwi, tylko zasłonkę! :-) Trochę gorąco, ale nie dramat. Przy tej cenie zdecydowanie na plus.
Po kolacji złożonej z fig, jabłek i pomarańczy, idę jeszcze na spory spacer po miasteczku. Wyszło ponad 3 km, bo Montefiascone jest śliczne! Polecam! :-)



- DST 92.36km
- Teren 0.80km
- Czas 04:33
- VAVG 20.30km/h
- VMAX 56.40km/h
- Temperatura 32.0°C
- HRmax 131
- HRavg 106
- Kalorie 2066kcal
- Podjazdy 1380m
- Sprzęt Flinta
- Aktywność Jazda na rowerze
Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy.
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!





















