Roam2Rome&Beyond, dz. 6
Start lekko po 9, ale że dziś niedziela, to pierwsze kroki do Coopa po zakupy na cały dzień, bo po godz. 12 tutti negozi sono chiusi ;-)
A że to duży sklep, to mimo że się sprężałem, to finalnie start w trasę o 10. Za to od początku pociągnąłem (jak na mnie) zacnie i pierwszy postój dopiero w Buonconvento, po ok 35 kilometrach. Miało być kolejne borgo piu bello, ale wyjątkowo nijakie się okazało. Słabizna, więc punkt o 12 ruszam dalej.
Potem jeszcze kawałek płasko i zaczął się podjazd do Pienzy. Po wodę zatrzymałem się w San Quirico i całe szczęście, bo to miasteczko akurat śliczne.

Zaś Pienza też bardzo ładna, ale mocno skomercjalozowana. Sklepy z antykami, prodotti tipici, całe autokary turystów... No nie ujęła mnie.




Potem dłuższy zjazd w dolinę Orcia i spory fragment leciutko pod górę krajówką, gdzie ładnie ciąłem 25-30. W ogóle mam wrażenie, że Flinta jest wyraźnie szybsza od Surliera. Fajnie :-)
Wreszcie z głównej szosy już solidnie pod górę do Bagni San Filippo. To była główna atrakcja dnia i nie rozczarowała bynajmniej :-)


Popluskałem się w wulkanicznych wodach prawie godzinkę (do 16:30), a potem piechotą na górę do roweru i o 17 ruszam na ostatni odcinek podjazdu. Zaledwie 400m w górę, ale ciężko idzie. Nawet wydawało mi się, że mocno słabuję, dopóki się nie połapałem, że są solidne nachylenia 9-12% i że tak naprawdę mam całkiem dobry VAM 700 :-)
Ale i tak ciężko szło i jeszcze gzy mnie żarły na podjeździe ;-)
Końcówka w dół przez Abbazia San Salvatore i niżej (zbyt nisko ;-) na agricamping Fabbrini. Regulana farma: osły, gęsi, kury, psy i co tam jeszcze. Nad ranem pewnie cicho nie będzie ;-)
No i mnóstwo gzów, ale co ciekawe, atakują tylko jak się przemieszczam. Jak spokojnie siedzę, to po chwili znikają. Dziwne fchuj.
A że to duży sklep, to mimo że się sprężałem, to finalnie start w trasę o 10. Za to od początku pociągnąłem (jak na mnie) zacnie i pierwszy postój dopiero w Buonconvento, po ok 35 kilometrach. Miało być kolejne borgo piu bello, ale wyjątkowo nijakie się okazało. Słabizna, więc punkt o 12 ruszam dalej.
Potem jeszcze kawałek płasko i zaczął się podjazd do Pienzy. Po wodę zatrzymałem się w San Quirico i całe szczęście, bo to miasteczko akurat śliczne.

Zaś Pienza też bardzo ładna, ale mocno skomercjalozowana. Sklepy z antykami, prodotti tipici, całe autokary turystów... No nie ujęła mnie.




Potem dłuższy zjazd w dolinę Orcia i spory fragment leciutko pod górę krajówką, gdzie ładnie ciąłem 25-30. W ogóle mam wrażenie, że Flinta jest wyraźnie szybsza od Surliera. Fajnie :-)
Wreszcie z głównej szosy już solidnie pod górę do Bagni San Filippo. To była główna atrakcja dnia i nie rozczarowała bynajmniej :-)


Popluskałem się w wulkanicznych wodach prawie godzinkę (do 16:30), a potem piechotą na górę do roweru i o 17 ruszam na ostatni odcinek podjazdu. Zaledwie 400m w górę, ale ciężko idzie. Nawet wydawało mi się, że mocno słabuję, dopóki się nie połapałem, że są solidne nachylenia 9-12% i że tak naprawdę mam całkiem dobry VAM 700 :-)
Ale i tak ciężko szło i jeszcze gzy mnie żarły na podjeździe ;-)
Końcówka w dół przez Abbazia San Salvatore i niżej (zbyt nisko ;-) na agricamping Fabbrini. Regulana farma: osły, gęsi, kury, psy i co tam jeszcze. Nad ranem pewnie cicho nie będzie ;-)
No i mnóstwo gzów, ale co ciekawe, atakują tylko jak się przemieszczam. Jak spokojnie siedzę, to po chwili znikają. Dziwne fchuj.
- DST 96.51km
- Czas 04:36
- VAVG 20.98km/h
- VMAX 55.10km/h
- Temperatura 33.0°C
- HRmax 140
- HRavg 110
- Kalorie 2389kcal
- Podjazdy 1385m
- Sprzęt Flinta
- Aktywność Jazda na rowerze
Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy.
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!





















