Wpisy archiwalne w kategorii
Surly-arch
| Dystans całkowity: | 80462.30 km (w terenie 1049.48 km; 1.30%) |
| Czas w ruchu: | 3886:08 |
| Średnia prędkość: | 20.70 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 82.50 km/h |
| Suma podjazdów: | 763770 m |
| Liczba aktywności: | 991 |
| Średnio na aktywność: | 81.19 km i 3h 55m |
| Więcej statystyk | |
Środa, 11 sierpnia 2010
Kategoria Surly-arch, czasówka, Wycieczka
Happy 99 minutes, czyli rekordowa czasówka :D
Stała trasa i absolutnie fantastyczny wynik.
Nie wiem, jak mi się to udało zrobić, ale sam sobie niniejszym serdecznie gratuluję! :DDD
Dobra, po ochłonięciu mam koncepcję, jak do tego doszło: na początku przeleciałem przez miasto za TIRem (trzy zatrzymania na światłach) i dzięki temu na dzień dobry miałem średnią 38,5. Poza miastem TIR mi wkrótce uciekł, ale po lekkim spadku średniej utrzymałem ją w okolicach 37 (mimo sześciu kolejnych przymusowych zatrzymań) aż do ponownego wjazdu do miasta, gdzie w samej końcówce straciłem te 0,3 km/h (cztery zatrzymania i trochę przeciskania się między autami). Prawdopodobnie w dużej mierze zagrała psychologia: ja po prostu bardzo chciałem utrzymać tę fantastyczną średnią :)
Pomogła chyba też niemal bezwietrzna pogoda. W ostatnich latach to prawdziwy rarytas ;)
Ale co ciekawe nie czuję się specjalnie bardziej zmachany niż po tej samej trasie robionej ze średnimi typu 31-32. Widać, że jednak w człowieku drzemią wielkie rezerwy, trzeba tylko mieć motywację, by je uruchomić.
Nie wiem, jak mi się to udało zrobić, ale sam sobie niniejszym serdecznie gratuluję! :DDD
Dobra, po ochłonięciu mam koncepcję, jak do tego doszło: na początku przeleciałem przez miasto za TIRem (trzy zatrzymania na światłach) i dzięki temu na dzień dobry miałem średnią 38,5. Poza miastem TIR mi wkrótce uciekł, ale po lekkim spadku średniej utrzymałem ją w okolicach 37 (mimo sześciu kolejnych przymusowych zatrzymań) aż do ponownego wjazdu do miasta, gdzie w samej końcówce straciłem te 0,3 km/h (cztery zatrzymania i trochę przeciskania się między autami). Prawdopodobnie w dużej mierze zagrała psychologia: ja po prostu bardzo chciałem utrzymać tę fantastyczną średnią :)
Pomogła chyba też niemal bezwietrzna pogoda. W ostatnich latach to prawdziwy rarytas ;)
Ale co ciekawe nie czuję się specjalnie bardziej zmachany niż po tej samej trasie robionej ze średnimi typu 31-32. Widać, że jednak w człowieku drzemią wielkie rezerwy, trzeba tylko mieć motywację, by je uruchomić.
- DST 60.57km
- Czas 01:39
- VAVG 36.71km/h
- VMAX 63.78km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 210m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 8 sierpnia 2010
Kategoria Surly-arch, Wycieczka
Sto bą*, czyli setka z N. :)
Od rana padało, więc ruszyliśmy z N. dopiero po godz. 14. Mimo to spokojnie daliśmy radę wykręcić setkę i to przy silnym wietrze z zachodu. N. kręci już niesamowicie! :D
Łódź - Andrzejów - Wiączyń - Eufeminów - Gałkówek (oglądanie dwóch cmentarzy z I Wojny Światowej) - Bogdanka - Brzeziny - Rogów - Jeżów - Wierzchy - Koluszki - Różyca - Gałków - Justynów - Andrespol - Wiśniowa Góra - Kolumny - Łódź.
* przeczytać na głos ;)
Łódź - Andrzejów - Wiączyń - Eufeminów - Gałkówek (oglądanie dwóch cmentarzy z I Wojny Światowej) - Bogdanka - Brzeziny - Rogów - Jeżów - Wierzchy - Koluszki - Różyca - Gałków - Justynów - Andrespol - Wiśniowa Góra - Kolumny - Łódź.
* przeczytać na głos ;)
- DST 102.47km
- Teren 0.40km
- Czas 04:23
- VAVG 23.38km/h
- VMAX 51.50km/h
- Temperatura 23.0°C
- Podjazdy 384m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 7 sierpnia 2010
Kategoria Surly-arch, Wycieczka
Rozkręcanie po wyprawie
Łódź - Konstantynów - Lutomiersk - Szadek - Sikucin - Boczki - Annopole - Zduńska Wola - Łask - Pabianice - Łódź.
Niezbyt silny wiatr z SW, ale dał w kość.
Wieczorem dokrętka z N. na Rudę i z powrotem.
Czemu jestem taki zmęczony? :(
Niezbyt silny wiatr z SW, ale dał w kość.
Wieczorem dokrętka z N. na Rudę i z powrotem.
Czemu jestem taki zmęczony? :(
- DST 129.39km
- Teren 1.00km
- Czas 05:10
- VAVG 25.04km/h
- VMAX 44.00km/h
- Temperatura 27.0°C
- Podjazdy 355m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 31 lipca 2010
Kategoria Surly-arch, Wycieczka
Z N. dobylegdzie :)
Ruda - Gadka Stara - Ksawerów - Pabianice - Łódź. Do domu przegoniły nas deszcz i błocko ;)
- DST 31.83km
- Teren 0.50km
- Czas 01:35
- VAVG 20.10km/h
- VMAX 51.50km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 117m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 23 lipca 2010
Kategoria Surly-arch, Wyprawa
Powrót z dworca
Z Łodzi-Widzew w ulewie i na Śląskiej w wodzie po piasty! Nic nie kłamię! Żałowałem, że nie mam wiosła! ;)
Podsumowanie
Całkowity dystans wyprawy Le B.I.G. Tour des Alpes 2010 wyniósł 2.530,330 km, a suma podjazdów 38.943 m, czyli średnio wyraźnie więcej podjeżdżaliśmy niż podczas Balkaplina 2009 (teraz 1.539 m na każde 100 km trasy, a wówczas 1.172,5 m/100 km)
Całkowity koszt: 1.800 zł
Podsumowanie
Całkowity dystans wyprawy Le B.I.G. Tour des Alpes 2010 wyniósł 2.530,330 km, a suma podjazdów 38.943 m, czyli średnio wyraźnie więcej podjeżdżaliśmy niż podczas Balkaplina 2009 (teraz 1.539 m na każde 100 km trasy, a wówczas 1.172,5 m/100 km)
Całkowity koszt: 1.800 zł
- DST 10.02km
- Czas 00:30
- VAVG 20.04km/h
- VMAX 31.00km/h
- Temperatura 21.0°C
- Podjazdy 21m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 22 lipca 2010
Kategoria Surly-arch, Wyprawa
Le B.I.G Tour des Alpes, dzień 20 i ostatni
Mariazell - Terz - Rohrer Sattel (ostatni BIG wyprawy - i całe szczęscie, mam dość podjazdów na kilka tygodni! ;) - Pernitz -Wiener Neustadt - Eisenstadt - Neusiedl - Bratyslawa - (pociąg) - Skalite - Przeł. Zwardońska - Zwardoń.
Potworny upał. Upał i parno. I gorąco, i duszno. MASAKRA!! A oprócz tego UPAŁ!!
No, ale chcieliśmy dziś być w Bratysławie i zakończyć tę nierówną walkę ;);) więc mimo to jechaliśmy. W Eisenstadt pożegnaliśmy się z Transatlantykiem, który pożeglował szybciej, żeby dojechać za Bratysławę, tam spać i nazajutrz dalej ciąć rowerem, aż dotnie do Ostrowca Świętokrzyskiego. A my powiedzieliśmy "pas". Udało się nam jeszcze dwukrotnie okrążyć Bratysławę - najpierw w Austrii, mając ją po prawej stronie, a potem na Słowacji, oglądając ją z lewej, zanim wreszcie wjechaliśmy do miasta (tak bystro poprowadzili drogę, no! :)
I tylko dzięki temu krążeniu wyszedł nam tak masakryczny dystans na koniec wyprawy. Mój rekord życiowy z pełnym bagażem, Serwecza chyba też, ale wtedy nawet sobie tego nie uświadomiliśmy. Że się powtórzę: MASAKRA :P
Potem już normalne słowackie życie, czyli:
- nie można się myć w umywalni na dworcu,
- szybciej wyciągaj portfel, skoro chcesz ODE MNIE kupić bilet na pociąg,
- kup no ode mnie kamerę wartą 900 EUR za 100 EUR - tu za rogiem jest mój sklep! (specjalnie dla Ciebie otworzę go o godz. 22... czyżby łomem? :p)
i takie tam inne. Krótko mówiąc - jakbym się cofnął o dobre 15 lat, ech młodość :D
No, ale jest pociąg, więc jadziem. Nocleg na dworcu w Żylinie też nie wypadł źle, natomiast porannego sprintu rowerowego na Przełęcz Zwardońską nie zapomnę chyba nigdy. 11 km/h na dziesięcioprocentówce z pełnym bagażem to jest coś, no nie?! :D Ale na pociąg w Zwardoniu zdążyliśmy... na styk :)
Potworny upał. Upał i parno. I gorąco, i duszno. MASAKRA!! A oprócz tego UPAŁ!!
No, ale chcieliśmy dziś być w Bratysławie i zakończyć tę nierówną walkę ;);) więc mimo to jechaliśmy. W Eisenstadt pożegnaliśmy się z Transatlantykiem, który pożeglował szybciej, żeby dojechać za Bratysławę, tam spać i nazajutrz dalej ciąć rowerem, aż dotnie do Ostrowca Świętokrzyskiego. A my powiedzieliśmy "pas". Udało się nam jeszcze dwukrotnie okrążyć Bratysławę - najpierw w Austrii, mając ją po prawej stronie, a potem na Słowacji, oglądając ją z lewej, zanim wreszcie wjechaliśmy do miasta (tak bystro poprowadzili drogę, no! :)
I tylko dzięki temu krążeniu wyszedł nam tak masakryczny dystans na koniec wyprawy. Mój rekord życiowy z pełnym bagażem, Serwecza chyba też, ale wtedy nawet sobie tego nie uświadomiliśmy. Że się powtórzę: MASAKRA :P
Potem już normalne słowackie życie, czyli:
- nie można się myć w umywalni na dworcu,
- szybciej wyciągaj portfel, skoro chcesz ODE MNIE kupić bilet na pociąg,
- kup no ode mnie kamerę wartą 900 EUR za 100 EUR - tu za rogiem jest mój sklep! (specjalnie dla Ciebie otworzę go o godz. 22... czyżby łomem? :p)
i takie tam inne. Krótko mówiąc - jakbym się cofnął o dobre 15 lat, ech młodość :D
No, ale jest pociąg, więc jadziem. Nocleg na dworcu w Żylinie też nie wypadł źle, natomiast porannego sprintu rowerowego na Przełęcz Zwardońską nie zapomnę chyba nigdy. 11 km/h na dziesięcioprocentówce z pełnym bagażem to jest coś, no nie?! :D Ale na pociąg w Zwardoniu zdążyliśmy... na styk :)
- DST 220.72km
- Czas 09:56
- VAVG 22.22km/h
- VMAX 66.00km/h
- Temperatura 36.0°C
- Podjazdy 1499m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 21 lipca 2010
Kategoria Surly-arch, Wyprawa
Le B.I.G Tour des Alpes, dzień 19
Rano wstaliśmy wypoczęci i stwierdziliśmy, że dziś nic ciekawego nie ma w planie, żadnych trudnych przełęczy ani innych wyzwań, więc pozostaje nam powalczyć o średnią ;) No i powalczyliśmy, zwłaszcza, że przez większość dnia mielismy fantastyczny wiatr w plecy! :)
A było tak: Schladming - Liezen - Admont - Park nardowy Gesäuse (kolejny fantastyczny kanion, który przelecieliśmy na pełnym biegu, bo akurat strzeliło nam do głowy się pościgać - ale i tak był przepiękny!) - Göstling - Lunz - Grubberg (BIG-pomyłka - za co ten BIG?!) - Langau - Zellerrain (tu już byliśmy z Serweczem naprawdę zmęczeni, więc skończyła się "walka o średnią" - Serwecz nawet wymiotował, podejrzewam, że to był niegroźny udar słoneczny - i gdyby nie to, że Transatlantyk nam wypruł do przodu i nie odbierał SMSów, to nalegalibyśmy, by w tej dolinie nocować; no, ale wypruł, więc raczej niegroźny BIG stał się prawdziwą drogą przez mękę; ale jeśli nie my, to kto?! ;) - Mariazell.
Nocleg na kempingu nad Erlaufsee - trochę zbyt wielu turystów, ale po tak "sytym" dniu prysznic był koniecznością ;)
A było tak: Schladming - Liezen - Admont - Park nardowy Gesäuse (kolejny fantastyczny kanion, który przelecieliśmy na pełnym biegu, bo akurat strzeliło nam do głowy się pościgać - ale i tak był przepiękny!) - Göstling - Lunz - Grubberg (BIG-pomyłka - za co ten BIG?!) - Langau - Zellerrain (tu już byliśmy z Serweczem naprawdę zmęczeni, więc skończyła się "walka o średnią" - Serwecz nawet wymiotował, podejrzewam, że to był niegroźny udar słoneczny - i gdyby nie to, że Transatlantyk nam wypruł do przodu i nie odbierał SMSów, to nalegalibyśmy, by w tej dolinie nocować; no, ale wypruł, więc raczej niegroźny BIG stał się prawdziwą drogą przez mękę; ale jeśli nie my, to kto?! ;) - Mariazell.
Nocleg na kempingu nad Erlaufsee - trochę zbyt wielu turystów, ale po tak "sytym" dniu prysznic był koniecznością ;)
- DST 189.93km
- Czas 07:57
- VAVG 23.89km/h
- VMAX 69.05km/h
- Temperatura 31.0°C
- Podjazdy 1840m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 20 lipca 2010
Kategoria Surly-arch, Wyprawa
Le B.I.G Tour des Alpes, dzień 18
Hochtor (formalnie i chyba faktycznie najtrudniejszy podjazd wyprawy - od Heiligenblut nachylenie nie schodziło poniżej 9%, a dominowało 10-11, swoje dołożyły też skumulowane zmęczenie całą trasą i upał, który wrócił, by nas dręczyć ;) - Bruck - Bischofshofen (mielismy wjechać na Dientner Sattel - kolejny BIG - ale droga była zamknięta, a objazdem nie chciało nam się tłuc) - Radstadt - Mandling.
Nocleg na dziko w sąsiedztwie cementowni - spory ruch aut na bocznej dróżce w pobliżu, ale nikt się nie przyczepił ;)
Nocleg na dziko w sąsiedztwie cementowni - spory ruch aut na bocznej dróżce w pobliżu, ale nikt się nie przyczepił ;)
- DST 141.14km
- Teren 2.50km
- Czas 07:56
- VAVG 17.79km/h
- VMAX 69.00km/h
- Temperatura 29.0°C
- Podjazdy 2347m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 19 lipca 2010
Kategoria Surly-arch, Wyprawa
Le B.I.G Tour des Alpes, dzień 17
Cortina d'Ampezzo - Passo Tre Croci (mocny podjazd z trzymającą "dziesiątką") - Misurina - Tre Cime di Lavaredo (na pewno najtrudniejszy podjazd na wyprawie, tyle że robiony "na lekko" nie był tak morderczy, zwłaszcza, że nie było upału. Ale trzymające nachylenie 14-16% to jest jednak coś :) no i świetnie było wreszcie zobaczyć tę "Mekkę wspinania" na własne oczy, wyrównawszy porachunki sprzed roku) - Misurina - piękny i długi zjazd - Dobiacco - dalsza cześć zjazdu, tym razem doliną Drawy, niestety już znacznie łagodniejszą i pod wiatr - Lienz (Aldi! tanie żarcie!) - Iselsberg (na mapie niepozorna przełączka, ale w terenie kawałek stromego, choć niezbyt długiego podjazdu - w upale i z zaskoczenia dała w kość, zwłaszcza Serweczowi ;) - Winklern - Mortschach.
Nocleg po raz pierwszy od kilku dni na kempingu - takim "chłopskim" - z oborą i stertą gnoju, ale zadbanym i z ciepłą wodą, a przy tym niedrogim. Należało nam się! ;)
Nocleg po raz pierwszy od kilku dni na kempingu - takim "chłopskim" - z oborą i stertą gnoju, ale zadbanym i z ciepłą wodą, a przy tym niedrogim. Należało nam się! ;)
- DST 130.67km
- Czas 06:43
- VAVG 19.45km/h
- VMAX 69.05km/h
- Temperatura 29.0°C
- Podjazdy 2114m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 18 lipca 2010
Kategoria Surly-arch, Wyprawa
Le B.I.G Tour des Dolomites ;) dzień 16
Passo Costalunga (nie BIG, ale zaiste szkoda, bo podjazd bynajmniej nie łatwiejszy od np. Col de Braus czy Petit St. Bernard - to chyba sąsiedztwo Pordoi sprawia, że tej przełęczy nie przyznano miana BIGa) - Canazei - Passo Pordoi (wymagająca, trzyma nachylenie i nie odpuszcza) - Arabba - fantastycznie, trawersem wysoko na zboczu doliny poprowadzona droga - Livinallongo - Passo Falzarego - Passo Valparola (Falzarego porównywalne z Pordoi, a stamtąd trzyma 10% przez 1300 metrów na Valparolę na dość prostym odcinku, co sprawiło, że na powrotnym zjeździe naprawdę zdrowo się rozpędziliśmy i ja - trochę zapomniawszy, że nie mam bagażu, który bym mnie stabilizował - o mało co nie straciłem kontroli nad rowerem przy 65 km/h - na szczęście opanowałem - się i rower ;) - Pocol
Pierwszy nie upalny dzień wyprawy. Co więcej, bywało zimno! Na dole ok. 22 stopni, na przełęczach 12-14. Pochmurno. W sumie miła odmiana po dotychczasowych upałach, na szczęście nie padało, ale jak widać w Dolomitach zawsze jest znacznie gorsza pogoda niż w okolicy ;)
Zdecydowanie najfajniejszy nocleg na dziko na tej wyprawie. Namierzyliśmy mianowicie opuszczony dom "Casa Cantoniera" (dom dróżnika) przy szosie do Cortiny i okazało się, że to trzygwiazdkowy hotel za friko! ;) Szczegóły tutaj.
Pierwszy nie upalny dzień wyprawy. Co więcej, bywało zimno! Na dole ok. 22 stopni, na przełęczach 12-14. Pochmurno. W sumie miła odmiana po dotychczasowych upałach, na szczęście nie padało, ale jak widać w Dolomitach zawsze jest znacznie gorsza pogoda niż w okolicy ;)
Zdecydowanie najfajniejszy nocleg na dziko na tej wyprawie. Namierzyliśmy mianowicie opuszczony dom "Casa Cantoniera" (dom dróżnika) przy szosie do Cortiny i okazało się, że to trzygwiazdkowy hotel za friko! ;) Szczegóły tutaj.
- DST 110.83km
- Teren 1.00km
- Czas 07:47
- VAVG 14.24km/h
- VMAX 66.00km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 3191m
- Sprzęt arch-Surly
- Aktywność Jazda na rowerze





















