Roam2Rome&Beyond, dz. 3
Wczoraj długo nie mogłem zasnąć, więc przestawiłem budzik na lekko po 7 i w związku z tym start dopiero o 9. Czułem że to błąd, ale i tak się bardzo nie wyspałem ;-)
Pierwsze kilometry do eurospina, gdzie po 3 bułki i ogórka stałem w kolejce chyba ze 20 minut!! bo pani kasjerka coś komuś rozliczała z jakichś kartek. Nie mam pojęcia, o co chodziło, ale jakaś masakra.
Potem do Florencji. Imponująca i zatłoczona jak zawsze. Miło być na chwilę, ale wszystko tam mam zwiedzone, więc kilka nostalgicznych fotek i dalej.





A dalej wzgórza Chianti. Wino, oliwa, upał, czechy i kiepskie drogi :-P Bardzo ładnie, ale sporą cenę się płaci w zmęczeniu.

Wino...

... oliwki i... upał
Za Greve in Chianti pojawia się 15% piła w stronę Montefioralle, czyli uno dei borghi piu belli. Faktycznie śliczne, jak miniaturka Perugii.



To już Abbazia San Michele

Ogarniam piechotą, biorę wodę i dalej. A dalej czechy, czechy, czechy i nieziemski upał. Do 42 stopni. Wreszcie dłuższy zjazd do Poggibonsi, a stamtąd już konkretny podjazd na główne danie dnia, czyli San Gimignano. W tym upale bardzo mi dał w kość. Ale warto było! No obłęd! Niech przemówią obrazy...





San Gimignano. Tu się najbogatsi ścigali, który najwyższą wieżę wybuduje :-)
Zachwyty kończę ok 17, ale jeszcze wpadam do Coopa po ciastka i piciu na dalszą drogę. A to jeszcze 35 km czech z inklinacją ku górze. Ciężko idze, nawet jakieś skurcze mnie chcą łapać (po wewnętrznej stronie uda! To coś nowego!). Chyba mam lekki udar cieplny. Ale jadę. I jadę. Wyprzedza mnie jak wiatr grubasek na szosowce i nawet mi troszkę wstyd, ale nie tak bardzo. Jadę.
Wreszcie jest Conad na przedmieściach Sieny. Kupuję winogrona i grejpfruta na kolację (nic konkretnego raczej nie wcisnę, a chcę uzupełnić mikroelementy) i jeszcze 3 km pod górę na kemping. Docieram tuż po 20, kompletnie wypluty. Wciąż są 33 stopnie...
Decyduję, że jutro rest, więc przynajmniej prać dzisiaj nie muszę. Pod prysznice zdrowy hektar (ponad 200m), jeszcze ich dość długo znaleźć nie mogę. W ogóle kemping kiepski. Niby jest wifi i prąd, ale kompletnie nie ma gdzie usiąść, podłoże nierówne, no i do sanitariatów daleko. A ja tu jestem na 3 noce (rest, a potem dzień stacjonarny). No trudno, fatalnie też nie jest, a odpocząć muszę.
Zasypiam w połowie paczki winogron i kubka herbaty...
Pierwsze kilometry do eurospina, gdzie po 3 bułki i ogórka stałem w kolejce chyba ze 20 minut!! bo pani kasjerka coś komuś rozliczała z jakichś kartek. Nie mam pojęcia, o co chodziło, ale jakaś masakra.
Potem do Florencji. Imponująca i zatłoczona jak zawsze. Miło być na chwilę, ale wszystko tam mam zwiedzone, więc kilka nostalgicznych fotek i dalej.





A dalej wzgórza Chianti. Wino, oliwa, upał, czechy i kiepskie drogi :-P Bardzo ładnie, ale sporą cenę się płaci w zmęczeniu.

Wino...

... oliwki i... upał
Za Greve in Chianti pojawia się 15% piła w stronę Montefioralle, czyli uno dei borghi piu belli. Faktycznie śliczne, jak miniaturka Perugii.



To już Abbazia San Michele

Ogarniam piechotą, biorę wodę i dalej. A dalej czechy, czechy, czechy i nieziemski upał. Do 42 stopni. Wreszcie dłuższy zjazd do Poggibonsi, a stamtąd już konkretny podjazd na główne danie dnia, czyli San Gimignano. W tym upale bardzo mi dał w kość. Ale warto było! No obłęd! Niech przemówią obrazy...





San Gimignano. Tu się najbogatsi ścigali, który najwyższą wieżę wybuduje :-)
Zachwyty kończę ok 17, ale jeszcze wpadam do Coopa po ciastka i piciu na dalszą drogę. A to jeszcze 35 km czech z inklinacją ku górze. Ciężko idze, nawet jakieś skurcze mnie chcą łapać (po wewnętrznej stronie uda! To coś nowego!). Chyba mam lekki udar cieplny. Ale jadę. I jadę. Wyprzedza mnie jak wiatr grubasek na szosowce i nawet mi troszkę wstyd, ale nie tak bardzo. Jadę.
Wreszcie jest Conad na przedmieściach Sieny. Kupuję winogrona i grejpfruta na kolację (nic konkretnego raczej nie wcisnę, a chcę uzupełnić mikroelementy) i jeszcze 3 km pod górę na kemping. Docieram tuż po 20, kompletnie wypluty. Wciąż są 33 stopnie...
Decyduję, że jutro rest, więc przynajmniej prać dzisiaj nie muszę. Pod prysznice zdrowy hektar (ponad 200m), jeszcze ich dość długo znaleźć nie mogę. W ogóle kemping kiepski. Niby jest wifi i prąd, ale kompletnie nie ma gdzie usiąść, podłoże nierówne, no i do sanitariatów daleko. A ja tu jestem na 3 noce (rest, a potem dzień stacjonarny). No trudno, fatalnie też nie jest, a odpocząć muszę.
Zasypiam w połowie paczki winogron i kubka herbaty...
- DST 128.80km
- Teren 0.50km
- Czas 06:40
- VAVG 19.32km/h
- VMAX 55.80km/h
- Temperatura 37.0°C
- HRmax 154
- HRavg 123
- Kalorie 3143kcal
- Podjazdy 1887m
- Sprzęt Flinta
- Aktywność Jazda na rowerze
Komentarze
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!





















