Roam2Rome&Beyond, dz. 1
Rano w Bolonii padało, ale jak wysiadłem, to już schło. Po kilkunastu minutach ruszam więc w miasto. Z wizyty w 2014 zapamiętałem je jako urocze i to się potwierdzilo. Portyki, portyki, portyki. Oraz wieże. Musi fajnie wyglądać z góry, ale nie było mi dane.

Posnułem się po centrum, zrobiłem sporo fot, wypiłem cappuccino, zjadłem brioche z ricottą i w drogę!

Wyjazd z miasta słaby, wszędzie remonty. Chwilę jechałem z szosowcem i gadaliśmy, a potem już solo na Modenę. Wiatr początkowo przodoboczny, potem się zmienił na tylny. Na odcinku do Modeny (z jednym sikustopem) miałem więc średnią 28. Niezła ta Flinta! :-)
Sama Modena nieco rozczarowała. Poza Piazza Grande nic ciekawego.

No chyba, że się jest miłośnikiem motoryzacji. Jakby ktoś chciał kiedyś kupić samochód, ale nie wiedział jaki i chciał odbyć jazdę próbną każdą marką, to zapraszam do Modeny! Jest tu aleja salonów samochodowych, od Hyundaia i Skody, poprzez Mercedesa i Jeepa, po Ferrari (które zresztą właśnie tu jest produkowane). Brać i wybrać!
Na wyjeździe z miasta zrobiłem drobne zakupy (na duże nie mam miejsca, mocno ograniczyłem bagaż w tym roku ;-) i ruszyłem do Castelvetro, czyli miasteczka na oficjalnej liście I borghi piu belli d'Italia
Ładne, ale wiele takich już widziałem (z listy i spoza ;-) ale sklep przy wytwórni octu balsamicznego fajny. Szkoda, że zamknięty :-P


Dalej pagórkami wzdłuż rzeki, konsekwentnie łagodne i w górę, to już Apeniny. Trochę mnie zaczęła piec stopa, więc po 20 km zrobiłem sobie postój przy fontannie i wymoczyłem nogi. Przy 32 stopniach to czysta frajda :-)
Potem jeden trochę ostrzejszy (do 7%) podjazd, trochę falowania i jestem w Fanano. Tu się szykuje fiesta, ale ja tylko po pizzę na kolację i spadam na kemping. Pizza al taglio okazała się bardziej focaccią z dodatkami (bardzo grube ciasto), ale w smaku całkiem całkiem.
Ale przedtem jeszcze solidna piła na sam kemping, ok 300mb z nachyleniami 14-16%. Na Flincie z bagażem to już na stojąco. Ale jakoś poszło, ośle.
Kemping spoko. Sama miejscówka wprawdzie krzywa i z gałązkami, ale jest prąd, ciepła woda, dobre ciśnienie, spoko umywalka do prania (też z ciepłą wodą) i niezbyt daleko trza łazić. No i w miarę cicho, chociaż teraz akurat siedzę w pobliżu dokazujących bachoren. Ale w okolice mojego namiotu chyba się nie zapuszczają. Kemping 4/5, cena 27.
A jutro pierwszy big wyprawy i od razu gravelowy... ;-)

Posnułem się po centrum, zrobiłem sporo fot, wypiłem cappuccino, zjadłem brioche z ricottą i w drogę!

Wyjazd z miasta słaby, wszędzie remonty. Chwilę jechałem z szosowcem i gadaliśmy, a potem już solo na Modenę. Wiatr początkowo przodoboczny, potem się zmienił na tylny. Na odcinku do Modeny (z jednym sikustopem) miałem więc średnią 28. Niezła ta Flinta! :-)
Sama Modena nieco rozczarowała. Poza Piazza Grande nic ciekawego.

No chyba, że się jest miłośnikiem motoryzacji. Jakby ktoś chciał kiedyś kupić samochód, ale nie wiedział jaki i chciał odbyć jazdę próbną każdą marką, to zapraszam do Modeny! Jest tu aleja salonów samochodowych, od Hyundaia i Skody, poprzez Mercedesa i Jeepa, po Ferrari (które zresztą właśnie tu jest produkowane). Brać i wybrać!
Na wyjeździe z miasta zrobiłem drobne zakupy (na duże nie mam miejsca, mocno ograniczyłem bagaż w tym roku ;-) i ruszyłem do Castelvetro, czyli miasteczka na oficjalnej liście I borghi piu belli d'Italia
Ładne, ale wiele takich już widziałem (z listy i spoza ;-) ale sklep przy wytwórni octu balsamicznego fajny. Szkoda, że zamknięty :-P


Dalej pagórkami wzdłuż rzeki, konsekwentnie łagodne i w górę, to już Apeniny. Trochę mnie zaczęła piec stopa, więc po 20 km zrobiłem sobie postój przy fontannie i wymoczyłem nogi. Przy 32 stopniach to czysta frajda :-)
Potem jeden trochę ostrzejszy (do 7%) podjazd, trochę falowania i jestem w Fanano. Tu się szykuje fiesta, ale ja tylko po pizzę na kolację i spadam na kemping. Pizza al taglio okazała się bardziej focaccią z dodatkami (bardzo grube ciasto), ale w smaku całkiem całkiem.
Ale przedtem jeszcze solidna piła na sam kemping, ok 300mb z nachyleniami 14-16%. Na Flincie z bagażem to już na stojąco. Ale jakoś poszło, ośle.
Kemping spoko. Sama miejscówka wprawdzie krzywa i z gałązkami, ale jest prąd, ciepła woda, dobre ciśnienie, spoko umywalka do prania (też z ciepłą wodą) i niezbyt daleko trza łazić. No i w miarę cicho, chociaż teraz akurat siedzę w pobliżu dokazujących bachoren. Ale w okolice mojego namiotu chyba się nie zapuszczają. Kemping 4/5, cena 27.
A jutro pierwszy big wyprawy i od razu gravelowy... ;-)
- DST 118.24km
- Czas 05:19
- VAVG 22.24km/h
- VMAX 51.10km/h
- Temperatura 30.0°C
- HRmax 141
- HRavg 117
- Kalorie 2720kcal
- Podjazdy 1027m
- Sprzęt Flinta
- Aktywność Jazda na rowerze
Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy.
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!





















