Informacje

  • Wszystkie kilometry: 214443.61 km
  • Km w terenie: 5226.55 km (2.44%)
  • Czas na rowerze: 430d 14h 55m
  • Prędkość średnia: 20.75 km/h
  • Więcej informacji.
baton rowerowy bikestats.pl
Jak to drzewiej bywało: button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Zaprzyjaźnione blogi i strony

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy aard.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Piątek, 8 września 2023 Kategoria Wyprawa, !Surlier

Marvelling at the vistas, dz. 25

Dziś miał być łatwy dzień. I nawet był :-)
Wstałem więc o 7,  nikt z obsługi się nie pojawił, wyjechałem o 9. Oczywiście tym razem markety czynne dopiero od 9:30. Oni chyba specjalnie tak celują, żeby mnie zmusić do czekania :-P Ale tym razem wygrałem, bo była czynna piekarnia, a ja potrzebowałem tylko chleb :-P

Zostawiam sakwy w knajpie i o 9:30 już startuję na biga. Daleko, 22 km. I znów ta telepiąca nawierzchnia! Trudno, jadę. 

Postój o 10:40 w połowie drogi na 1300, zaczyna serio wiać. Wyżej wieje coraz mocniej, więc na szczycie (11:40) nawet się nie zatrzymuje, tylko od razu zjeżdżam ok kilometra w bardziej osłonięte miejsce. Ubiórka i na dół. 

Pod koniec zjazdu zrywam kilka jabłek z upatrzonej na podjeździe jabłoni (wyglądają niestety lepiej niż smakują) i o 12:40 zabieram sakwy, jem loda z knajpy i o 13 ruszam z zamiarem zrobienia wkrótce postoju na lancz i suszenie namiotu. Wymarzyłem sobie dżizasa w cieniu i trawkę w słońcu. Niestety nie ma ani jednego, ani drugiego. Są za to WIDOKI! 







Droga nadal fatalna, ale przy czymś takim to jakby mniej przeszkadza :-P
Wreszcie ląduję na samym dole przy elektrowni i dalej już lekkie czechy wzdłuż jeziora. Pod koniec krótki podjazd i wylatuje na główną. Nadal wieje solidnie, w zasadzie z boku, więc raz pomaga, raz przeszkadza. Mam trochę dość, bo jestem już bardzo głodny, a miejsca na suszenie wciąż nie ma! 

Wreszcie w A Rua jest kamienisty parking dla TIRów i dżizas pod dachem przy samoobsługowej stacji benzynowej. Rozbijam, jem, składam. O 15:30 ruszam na ostatni odcinek. Zostało 15 km :-)



Potem jeszcze Mercadona i o 16:45 jestem pod pensjonatem A Barca. Nikogo nie ma, ale dzwonię na podany numer i po chwili zjawia się facet. Pokój czysty i spory, nie ma czajnika, lodówki ani stolika, ale trudno, przecież tu nie robię dnia restowego :-P

Chociaż jest na tyle wcześnie, że jeszcze dziś solidnie odpocznę. Super! :-)


  • DST 81.57km
  • Czas 04:32
  • VAVG 17.99km/h
  • VMAX 68.82km/h
  • Temperatura 31.0°C
  • Podjazdy 1376m
  • Sprzęt Surlier
  • Aktywność Jazda na rowerze

Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy.
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl