Wpisy archiwalne w kategorii
!Surlier
| Dystans całkowity: | 36338.52 km (w terenie 552.37 km; 1.52%) |
| Czas w ruchu: | 1940:20 |
| Średnia prędkość: | 18.73 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 77.37 km/h |
| Suma podjazdów: | 604027 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 168 (0 %) |
| Maks. tętno średnie: | 144 (0 %) |
| Suma kalorii: | 120160 kcal |
| Liczba aktywności: | 543 |
| Średnio na aktywność: | 66.92 km i 3h 34m |
| Więcej statystyk | |
Wysoka ściana
No, troszkę poszalałem. Myślałem, że będę dętka po wczorajszym, a tymczasem byłem wręcz mocnawy :)
W tamtą stroną potworna walka z wiatrem, zwłaszcza jak wyjechałem zza osłony w gór w Baden. Potem podjazd na biga Hohe Wand, gdzie na skywalku dosłownie łeb urywało.
https://www.youtube.com/shorts/wDx0AKQdyc8

Baden bei Wien

Raxalpe-Schneeberg



Hohe Wand
Z powrotem zaś czysta poezja. To co w tamtą stronę jechałem 6,5 godziny, to z powrotem... 3,5 :) (no dobra, wracałem krótszą i płaską trasą, ale jednak!)
W tamtą stroną potworna walka z wiatrem, zwłaszcza jak wyjechałem zza osłony w gór w Baden. Potem podjazd na biga Hohe Wand, gdzie na skywalku dosłownie łeb urywało.
https://www.youtube.com/shorts/wDx0AKQdyc8

Baden bei Wien

Raxalpe-Schneeberg



Hohe Wand
Z powrotem zaś czysta poezja. To co w tamtą stronę jechałem 6,5 godziny, to z powrotem... 3,5 :) (no dobra, wracałem krótszą i płaską trasą, ale jednak!)
- DST 155.11km
- Czas 06:51
- VAVG 22.64km/h
- VMAX 62.64km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 1598m
- Sprzęt Surlier
- Aktywność Jazda na rowerze
Na spokojnie
Przy pięknej pogodzie, acz wkurzającym wietrze E:
Wien - Laab im Walde - Pressbaum - Rappoltenkirchen - Sieghartskirchen - Riedberg - Mauerbach - Hainbuch - Sieblingstein - Exelberg - Wien.
Surlier to jest jednak najlepszy rower świata :)
Wien - Laab im Walde - Pressbaum - Rappoltenkirchen - Sieghartskirchen - Riedberg - Mauerbach - Hainbuch - Sieblingstein - Exelberg - Wien.
Surlier to jest jednak najlepszy rower świata :)
- DST 77.81km
- Czas 03:25
- VAVG 22.77km/h
- VMAX 55.53km/h
- Temperatura 24.0°C
- Podjazdy 1109m
- Sprzęt Surlier
- Aktywność Jazda na rowerze
Nareszcie Wienerwald
Ottakring - Neuwaldegg - Exelberg - Steinriegl - St Andra - Koenigstetten - Unterkirchbach - Sieblingstein - Exelberg - Neuwaldegg - Ottakring.
Umiarkowana temperatura i słabiutki zmienny wiatr. Fajnie na pierwszą wycieczkę sezonu :) (w sumie to drugą, bo przecież Malta!). No i faktycznie przestało stukać! :D
Umiarkowana temperatura i słabiutki zmienny wiatr. Fajnie na pierwszą wycieczkę sezonu :) (w sumie to drugą, bo przecież Malta!). No i faktycznie przestało stukać! :D
- DST 50.41km
- Czas 02:20
- VAVG 21.60km/h
- VMAX 59.15km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 1040m
- Sprzęt Surlier
- Aktywność Jazda na rowerze
Po mieście Wiedeń
Testowanie nowego przedniego koła. Wszystko działa plus CHYBA wreszcie przestało stukać "to coś"!!
- DST 10.48km
- Czas 00:30
- VAVG 20.96km/h
- VMAX 38.62km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 100m
- Sprzęt Surlier
- Aktywność Jazda na rowerze
Testowanie Surliera
Po wymianie sterów (niewiarygodnie drogiej! Nigdy więcej warsztatu w Wiedniu!) miałem nadzieję, że rower przestał cykać. Ale nie przestał. Cholera wie, co cyka :/
- DST 11.44km
- Czas 00:33
- VAVG 20.80km/h
- VMAX 43.00km/h
- Temperatura 8.0°C
- Podjazdy 192m
- Sprzęt Surlier
- Aktywność Jazda na rowerze
Happy Minutes
Tradycja :)
- DST 26.16km
- Czas 01:08
- VAVG 23.08km/h
- VMAX 61.79km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 640m
- Sprzęt Surlier
- Aktywność Jazda na rowerze
Happy Minutes
Trasa jak zawsze; Wilhelminenberg, Jubilaeumswarte, Schottenhof, Exelberg. Piękna pogoda! :)
- DST 26.12km
- Czas 01:14
- VAVG 21.18km/h
- VMAX 58.82km/h
- Temperatura 22.0°C
- Podjazdy 648m
- Sprzęt Surlier
- Aktywność Jazda na rowerze
Happy Minutes
Klasyka: Wilhelminenberg, Jubilaeumswarte, Schottenhof, Exelberg.
- DST 26.13km
- Czas 01:11
- VAVG 22.08km/h
- VMAX 61.91km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 641m
- Sprzęt Surlier
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 3 października 2022
Kategoria !Surlier, Wyprawa, podsumowania
Zwierz Alpuhary, dz. 30 - dzień powrotu
Na lotnisko w Maladze, pakowanie roweru, rozpakowywanie roweru w Wiedniu i z lotniska do domu. Silny wiatr NW w Wiedniu, dał mi w kość.
Podsumowanie wyprawy Zwierz Alpuhary 2022:
Całkowity dystans wyprawy: 2 423 km, średnio dziennie 91,7 km (bez dni restowych).
Całkowita suma podjazdów: 41 642 m, czyli 1718 m / 100 km. Zgodnie z oczekiwaniami mniej górzyście niż w Alpach, ale nie jakoś dużo mniej (ok. 15%).
Zaliczonych bigów: 27, średnio dziennie 1. W porównaniu do 1,7 w Alpach - żenada. I tu wychodzi charakterystyka jazdy po południowo-wschodniej Hiszpanii: czechy. Non stop czechy. Dlatego relatywnie dużo podjazdów przy relatywnie niewielu bigach.
Forma: z początku bardzo słabo (ale na szczęście pamiętałem o isostarze - jeden bidon dziennie - i chyba dzięki temu ominęły mnie skurcze łydek), a potem niewiele lepiej, bo raptem bez dramatu. Ani przez moment nie czułem się mocny. Nawet w lajtowej końcówce i po zacnym (wymuszonym) reście w Granadzie nie miałem jakiegoś odpału. Zaledwie poprawnie było. Lipa.
Sprzęt: z grubsza bez problemów, nawet z tylną przerzutką. Tzn. do dnia powrotu, bo po zmontowaniu roweru w Wiedniu zaczęła skakać, nawet na środkowym blacie. Trzeba oddać rower do przeglądu, bo od śmierci Ryśka nie był serwisowany. No i od ponad roku coś cyka z przodu, prawdopodobnie stery, ale po doświadczeniach z pękniętą ramą miewam najczarniejsze wizje :p W każdym razie żadnych - nawet drobnych - awarii komplikujących jazdę. Ani gumy, ani wymiany klocków, nic.
Okoliczności: ciekawe. Wybrzeże to ruch, palmy i upał, interior to pustynia, bezludzie i upał. A w obu miejscach czechy :p Uwaga na dostępność wody! W miasteczkach zawsze się jakoś zdobędzie (często są kraniki, a jak nie to od kogoś z domu), ale w górach często po prostu nie ma nic. O strumieniach zapomnij, a kraniki się trafiają, ale warto mieć ich mapę, bo jednak występują rzadko. No i nie wszystkie mają wodę. Powiedziałbym, że ok 15-20% było suchych.
Druga połowa wyprawy zdecydowanie bardziej widokowa od pierwszej, czytaj: Andaluzja wygrywa z Aragonią i Katalonią. Ceny całkiem ok. Noclegi wyraźnie tańsze niż w Austrii (ok. 40%), towary nieco tańsze (ok. 15%). Za to jedzenie marne. Praktycznie nic mnie nie chwyciło za serce. Najlepsze co jadłem w knajpie to stek i frytki, a najlepszy posiłek ze sklepu to lasagne :p No i pieczywo słabiutkie. Nawet świeżutkie z piekarni, smakuje jak marketowy odgrzewaniec - świeże, ale gumowate. Natomiast owoce prosto z drzew - super.
Ogólnie okoliczności oceniam na 4 minus w szkolnej skali. I chętnie porównam z północną Hiszpanią następnym razem* :)
* No i porównałem: północna Hiszpnia wygrywa (chyba że się nie lubi deszczu :p)
Podsumowanie wyprawy Zwierz Alpuhary 2022:
Całkowity dystans wyprawy: 2 423 km, średnio dziennie 91,7 km (bez dni restowych).
Całkowita suma podjazdów: 41 642 m, czyli 1718 m / 100 km. Zgodnie z oczekiwaniami mniej górzyście niż w Alpach, ale nie jakoś dużo mniej (ok. 15%).
Zaliczonych bigów: 27, średnio dziennie 1. W porównaniu do 1,7 w Alpach - żenada. I tu wychodzi charakterystyka jazdy po południowo-wschodniej Hiszpanii: czechy. Non stop czechy. Dlatego relatywnie dużo podjazdów przy relatywnie niewielu bigach.
Forma: z początku bardzo słabo (ale na szczęście pamiętałem o isostarze - jeden bidon dziennie - i chyba dzięki temu ominęły mnie skurcze łydek), a potem niewiele lepiej, bo raptem bez dramatu. Ani przez moment nie czułem się mocny. Nawet w lajtowej końcówce i po zacnym (wymuszonym) reście w Granadzie nie miałem jakiegoś odpału. Zaledwie poprawnie było. Lipa.
Sprzęt: z grubsza bez problemów, nawet z tylną przerzutką. Tzn. do dnia powrotu, bo po zmontowaniu roweru w Wiedniu zaczęła skakać, nawet na środkowym blacie. Trzeba oddać rower do przeglądu, bo od śmierci Ryśka nie był serwisowany. No i od ponad roku coś cyka z przodu, prawdopodobnie stery, ale po doświadczeniach z pękniętą ramą miewam najczarniejsze wizje :p W każdym razie żadnych - nawet drobnych - awarii komplikujących jazdę. Ani gumy, ani wymiany klocków, nic.
Okoliczności: ciekawe. Wybrzeże to ruch, palmy i upał, interior to pustynia, bezludzie i upał. A w obu miejscach czechy :p Uwaga na dostępność wody! W miasteczkach zawsze się jakoś zdobędzie (często są kraniki, a jak nie to od kogoś z domu), ale w górach często po prostu nie ma nic. O strumieniach zapomnij, a kraniki się trafiają, ale warto mieć ich mapę, bo jednak występują rzadko. No i nie wszystkie mają wodę. Powiedziałbym, że ok 15-20% było suchych.
Druga połowa wyprawy zdecydowanie bardziej widokowa od pierwszej, czytaj: Andaluzja wygrywa z Aragonią i Katalonią. Ceny całkiem ok. Noclegi wyraźnie tańsze niż w Austrii (ok. 40%), towary nieco tańsze (ok. 15%). Za to jedzenie marne. Praktycznie nic mnie nie chwyciło za serce. Najlepsze co jadłem w knajpie to stek i frytki, a najlepszy posiłek ze sklepu to lasagne :p No i pieczywo słabiutkie. Nawet świeżutkie z piekarni, smakuje jak marketowy odgrzewaniec - świeże, ale gumowate. Natomiast owoce prosto z drzew - super.
Ogólnie okoliczności oceniam na 4 minus w szkolnej skali. I chętnie porównam z północną Hiszpanią następnym razem* :)
* No i porównałem: północna Hiszpnia wygrywa (chyba że się nie lubi deszczu :p)
- DST 30.79km
- Czas 01:49
- VAVG 16.95km/h
- VMAX 33.95km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 164m
- Sprzęt Surlier
- Aktywność Jazda na rowerze
Zwierz Alpuhary, dz. 29 i ostatni
Dziś miałem mieć sporo czasu (i miałem), więc budzik na 7:20, ale i tak się obudziłem o 6:40. Siła przyzwyczajenia ;)
Punkt o 9 mam w aucie wszystko oprócz roweru i kilku podręcznych drobiazgów i ruszam na biga Las Palomas do Ronda. Przy okazji widzę, że auto jest kompletnie zablokowane przez kogoś, kto zaparkował na miejscu dla niepełnosprawnych. Nie wyjade, jak się nie ruszy :)
Wieje ostro SE. Najpierw zjazd 100 m do Grazelemy na start biga, o tej porze ulice opustoszałe, ale za to udaje mi się kupić świeży chleb :) Sam podjazd niezbyt długi i dość łatwy, wchodzi jak w masło i o 10 jestem z powrotem na kempingu.

Auto nadal zastawione, ale po interwencji u gospodarza dość szybko znajduje się właściciel i przeparkowuje. O 10:15 ruszam. Wieje jak diabli! Do Rondy większość czasu droga wąska i kręta, a mijanka z autobusem na zakręcie znów stresująca. W samej Rondzie duży ruch, ale udaje mi się znaleźć darmowy parking (konkretnie pierwszych 59 minut jest darmowych, ale przecież spoko zdążę, to tylko dwa kilometry spaceru w obie strony i kilkanaście zdjęć. I faktycznie zdążyłem, a Ronda przepiękna, prawie jak Pitigliano! ;)




Potem raptem 2,5 km autem i jestem pod ostatnim bigiem wyprawy - Alto de Cascajares. Zostawiam auto w bocznej dróżce i ruszam o 12:30. Wieje tak, że miejscu, gdzie droga wiedzie wąskim wąwozem, z najwyższym trudem jadę 9 kmh na nachyleniu raptem 3%. Łeb urywa i rowerem rzuca! Namordowałem się na tym bigu za trzech, zwłaszcza, że nachylenia małe, więc nic nie osłaniało od wiatru. Ma-sa-kra! Końcówka zamkniętą drogą prowadzącą przez teren kopalni i kamieniołom. Szczęście, że dziś niedziela, bo inaczej zapewne bym się tu w ogóle nie dostał! Na samej górze zwały żwiru i burze pyłowe od tego wiatru cholernego.


Zakładam okulary i zjeżdżam. Tu już dość przyjemnie, większość czasu z wiatrem, wiec mimo niskich nachyleń wykręcam maksymalna prędkość wyprawy :)

Moje większe! ;-)
Auto stoi nienaruszone, więc spakowawszy się wyruszam ok 15:20. Stąd już niecałe 100 km do Malagi. Jeszcze tankowanie pod koniec (tania benzyna w Hiszpanii - 1,60 EUR za litr) i dodatkowo odkurzam wnętrze, żeby się nie przyczepili. I tak się przyczepili, że nie wolno roweru we wnętrzu przewozić i w ogóle straszny raban gość zrobił, że się w złym miejscu rozładowuję (a wcześniej upewniłem się u innego gościa, że właśnie tutaj mam to robić, mimo że mnie się to miejsce wydawało bezsensowne), ale mu powiedziałem, że ma się odwalić, jak skończę się rozpakowywać, to pogadamy. A jak skończyłem, to go nie było :P A ten, co był, to obejrzał auto, stwierdził, że wszystko OK i bez problemów zwrócił mi depozyt (1200 EUR!). Uff.
Na koniec wpadłem do KFC po kolację (jakoś żadnej lokalnej restauracji w pobliżu nie znalazłem) i już przed 19 jestem w Hotel Royal Costa. Brzmi dumnie i faktycznie prawdziwy hotel, z eleganckimi recepcjonistami, śniadaniem, etc. No, spokojnie hotel biznesowy mógłby być, choć może taki trochę "przykurzony". Ale to pewnie od tego wiatru :p
A cena 37 EUR :)
Potem jeszcze gruby przepak przed lotem i już ok 20:30 mam wolny wieczór :)
Punkt o 9 mam w aucie wszystko oprócz roweru i kilku podręcznych drobiazgów i ruszam na biga Las Palomas do Ronda. Przy okazji widzę, że auto jest kompletnie zablokowane przez kogoś, kto zaparkował na miejscu dla niepełnosprawnych. Nie wyjade, jak się nie ruszy :)
Wieje ostro SE. Najpierw zjazd 100 m do Grazelemy na start biga, o tej porze ulice opustoszałe, ale za to udaje mi się kupić świeży chleb :) Sam podjazd niezbyt długi i dość łatwy, wchodzi jak w masło i o 10 jestem z powrotem na kempingu.

Auto nadal zastawione, ale po interwencji u gospodarza dość szybko znajduje się właściciel i przeparkowuje. O 10:15 ruszam. Wieje jak diabli! Do Rondy większość czasu droga wąska i kręta, a mijanka z autobusem na zakręcie znów stresująca. W samej Rondzie duży ruch, ale udaje mi się znaleźć darmowy parking (konkretnie pierwszych 59 minut jest darmowych, ale przecież spoko zdążę, to tylko dwa kilometry spaceru w obie strony i kilkanaście zdjęć. I faktycznie zdążyłem, a Ronda przepiękna, prawie jak Pitigliano! ;)




Potem raptem 2,5 km autem i jestem pod ostatnim bigiem wyprawy - Alto de Cascajares. Zostawiam auto w bocznej dróżce i ruszam o 12:30. Wieje tak, że miejscu, gdzie droga wiedzie wąskim wąwozem, z najwyższym trudem jadę 9 kmh na nachyleniu raptem 3%. Łeb urywa i rowerem rzuca! Namordowałem się na tym bigu za trzech, zwłaszcza, że nachylenia małe, więc nic nie osłaniało od wiatru. Ma-sa-kra! Końcówka zamkniętą drogą prowadzącą przez teren kopalni i kamieniołom. Szczęście, że dziś niedziela, bo inaczej zapewne bym się tu w ogóle nie dostał! Na samej górze zwały żwiru i burze pyłowe od tego wiatru cholernego.


Zakładam okulary i zjeżdżam. Tu już dość przyjemnie, większość czasu z wiatrem, wiec mimo niskich nachyleń wykręcam maksymalna prędkość wyprawy :)

Moje większe! ;-)
Auto stoi nienaruszone, więc spakowawszy się wyruszam ok 15:20. Stąd już niecałe 100 km do Malagi. Jeszcze tankowanie pod koniec (tania benzyna w Hiszpanii - 1,60 EUR za litr) i dodatkowo odkurzam wnętrze, żeby się nie przyczepili. I tak się przyczepili, że nie wolno roweru we wnętrzu przewozić i w ogóle straszny raban gość zrobił, że się w złym miejscu rozładowuję (a wcześniej upewniłem się u innego gościa, że właśnie tutaj mam to robić, mimo że mnie się to miejsce wydawało bezsensowne), ale mu powiedziałem, że ma się odwalić, jak skończę się rozpakowywać, to pogadamy. A jak skończyłem, to go nie było :P A ten, co był, to obejrzał auto, stwierdził, że wszystko OK i bez problemów zwrócił mi depozyt (1200 EUR!). Uff.
Na koniec wpadłem do KFC po kolację (jakoś żadnej lokalnej restauracji w pobliżu nie znalazłem) i już przed 19 jestem w Hotel Royal Costa. Brzmi dumnie i faktycznie prawdziwy hotel, z eleganckimi recepcjonistami, śniadaniem, etc. No, spokojnie hotel biznesowy mógłby być, choć może taki trochę "przykurzony". Ale to pewnie od tego wiatru :p
A cena 37 EUR :)
Potem jeszcze gruby przepak przed lotem i już ok 20:30 mam wolny wieczór :)
- DST 47.85km
- Czas 02:38
- VAVG 18.17km/h
- VMAX 73.80km/h
- Temperatura 22.0°C
- Podjazdy 1057m
- Sprzęt Surlier
- Aktywność Jazda na rowerze





















