Pirenoja, dz. 15
Od rana wahałem się czy jechać dziś dalej, bo kemping dobry, z kuchnią, lodówką i w miarę zaopatrzonym sklepem w pobliżu, a prognoza marna. Ale ponieważ jednak wcześnie wyszło słońce, a prognozy mówią, że dziś i jutro przeloty, a dopiero w czwartek prawdziwa dupówa, to zdecydowałem się jechać i zobaczymy co będzie dalej.

Z góry widać, że pogoda bynajmniej nie jest gwarantowana...

...więc czym prędzej zjeżdżam , zabieram sakwy i jadę dalej. Początkowo zjazd jeszcze ostry, ale potem robi się łagodnie w dół doliną, więc słuchawki i długa!

Fajnie się jedzie, czasem nawet im odjeżdżam (!), aż wreszcie dociągamy do Saint-Lary, gdzie oni kończą etap, a ja zaczynam prawdziwy podjazd na biga Col de Portet d'Aspet. Robi się 8-11%, więc trzeba się spocić, ale tuż przed 16 jestem na przełęczy.

Rano jak zwykle mi zeszło, więc start tuż przed 9:30. Pogoda ładna, więc pierwsze 400 m na przełęcz Latrape wchodzi z bagażem całkiem nieźle. Zostawiam sakwy u miłego pana, który coś majstruje przed swoim domkiem letniskowym I na lekko podjeżdżam pozostałe 450 m na biga Guzet Neige.
Z góry widać, że pogoda bynajmniej nie jest gwarantowana...

...więc czym prędzej zjeżdżam , zabieram sakwy i jadę dalej. Początkowo zjazd jeszcze ostry, ale potem robi się łagodnie w dół doliną, więc słuchawki i długa!
O 12:30 jestem pod Carrefourem w Saint-Girons, gdzie kupuję ciastka i canelloni w puszce na kolację. Potem lancz w miasteczku, z kawą mrożoną, więc trochę mi schodzi i drugą część dnia odpalam dopiero o 14.
Teraz już łagodnie pod górę doliną, ale za to wychodzi słońce i robi się pod 30 stopni. Trochę za ciepło, ale lepsze to niż deszcz :-) Do tego lekki przeciwny wiatr, ale od czegóż fart? Po kilku kilometrach dogania mnie grupka siedmiorga szosowców, więc siadam im na koło. O dziwo, bez trudu się utrzymuję, mimo że oni na lekko, a ja z 4 sakwami i namiotem :-) Trochę gadamy. To jest zorganizowana wycieczka wzdłuż Pirenejów, gdzie auto wozi im bagaże i śpią w hotelach. Zbieranina ludzi z Francji, Szwajcarii, Niemiec, Kanady i USA!

Fajnie się jedzie, czasem nawet im odjeżdżam (!), aż wreszcie dociągamy do Saint-Lary, gdzie oni kończą etap, a ja zaczynam prawdziwy podjazd na biga Col de Portet d'Aspet. Robi się 8-11%, więc trzeba się spocić, ale tuż przed 16 jestem na przełęczy.
Tu dłuższa chwilia wahania, bo jest kemping, ale nic poza tym, a od następnego kempingu (w pobliżu sklepu) oddziela mnie kolejny big. Nawet jadę obejrzeć kemping, ale jest dość okropny. Zero ludzi (dosłownie!), zero prądu, dżizasy tylko pod barem, gdzie znak, że zakaz piknikowania, czyli prawdopodobnie nie będę mógł zjeść swojego jedzenia, łazienka mega spartańska. Po namyśle, postanawiam zaryzykować I jechać dalej. Zwłaszcza, że wyszło słońce :-) Co prawda znad kolejnej doliny wstaje opar, ale to chyba znaczy, że już tam padało, nie? :-) Kanapka z terrine de campagne i w pedał.
Zjazd bardzo stromy i dość kręty, a na rozwidleniu skręcam na Col de Mente i od razu pod górę, choć na początku łagodnie. Po kilku kilometrach jest nawet krótki zjazd, a potem już równo 8-10%, aż na szczyt. Początkowo zamierzałem zrobić postój w połowie (podjazd ma 700m), ale w końcu tego nie zrobiłem i od biga do biga bez zatrzymania :-) I dobrze, bo dokładnie na szczycie walnął deszcz. Schowałem się pod drzewami i przebieram na zjazd. A tu po chwili deszcz ustal, została tylko mgła...

Misty Mountain (brzmi jsk pseudonim aktorki porno!)
Do Saint Beat dojeżdżam na sucho, a tu kemping. Co prawda jeszcze 5 km do tego planowanego (blisko Intermarche), ale tamten nie wiadomo czy czynny. Niby zawsze się jakoś dostanę, ale jeśli np. prysznic jest na żetony, to klops, bo wg strony zameldowanie jest w merostwie, a o tej porze (prawie 19) nikogo tam nie będzie, a cały dzień nie odbierają telefonu.
Więc oglądam kemping Passus Lupi (wilczy krok?) i podoba mi się. Sparta, ale na poziomie, z dużą umywalnią pod dachem, gdzie w razie ulewy da się żyć. Cena? 8 eur! 😂 Biorę. Rozbijam, myję się, a w trakcie gotowania zaczyna padać. Na szczęście tylko chwilę, więc zdążyłem zjeść w spokoju, a jak poszedłem prać, to przyebao fchuj! Więc czekam aż przestanie, a relację piszę właśnie z umywalni :-)
- DST 112.10km
- Teren 0.40km
- Czas 06:13
- VAVG 18.03km/h
- VMAX 55.90km/h
- Temperatura 24.0°C
- HRmax 147
- HRavg 123
- Kalorie 2862kcal
- Podjazdy 2408m
- Sprzęt Surlier
- Aktywność Jazda na rowerze
Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy.
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!